Inwestowanie w stylu slow. Kiedy sprzedawać?

Decyzja, kiedy sprzedawać, ma równie kluczowe znaczenie dla naszych zysków, jak ta kiedy kupić. Czy inwestor w stylu slow radzi sobie z tym?

Najprostsza odpowiedź brzmi: nigdy. W końcu nie po to kupujemy akcje dobrej spółki, która dodatkowo wypłaca przyzwoitą dywidendę i rośnie na wartości, żeby się ich pozbywać. Czasami jednak trzeba. Oto 3 przykłady, gdy sprzedaję:

  1. potrzebuję pieniędzy na nieruchomości. One są głównym źródłem mojego majątku. Zamiast brać kredyt – pożyczam od samego siebie, inwestując w majątek trwały.
  2. spółka schodzi z giełdy. Tu nie mam wyboru – wykup przymusowy. Taka sytuacja spotkała mnie tylko raz ze spółką Pani Teresa Medica.
  3. realizacja zlecenia stop loss.

I ostatniemu punktowi poświęcić należy najdłuższy wywód.  Generalnie kupujemy, żeby zarobić. Czasami jednak coś idzie nie tak. Nie przewidzimy tego. Następują zawirowania na rynku. Gorsze wyniki itp. a w zasadzie ich seria i dzieje się to niedługo po zakupie. Co wtedy robię ? Sprzedaję.

Z każdej książki o giełdzie wyczytasz fundamentalną zasadę –  chroń zyski, tnij straty.  Czyli, gdy strata osiągnie założony poziom – sprzedaj.  Niezmiernie trudno to zrobić, a zaniedbanie tej reguły skutkuje często wyczyszczeniem portfela, bo nasza spółka zeszła np. z 2 zł do 40 groszy, a my cały czas boimy się sprzedać. Z rynkiem nie wygrasz. No dobrze,  a jak ja dobieram ten poziom.

Kupuję spółkę – dajmy na to KGHM (charakteryzuje się dużym poziomem zmienności) za 90 zł/akcja (posługuję się sytuacją z przeszłości). Wiem, że minimum z wielu lat to ok. 40 zł, a maksimum w granicach 170. Spółka wypłaca dywidendę od wielu sezonów.  Nagle załamanie na rynku miedzi. Kurs spada do 80, 70, 60, 50 a ja nadal trzymam? No nie, bo straciłem już 40 zł tj. 45 % pierwotnej sumy. Na takie spadki sobie nie pozwalam. Ustawiam stop loss, dajmy na to na poziomie 75 zł. Kiedy cena spadnie poniżej tego poziomu, sprzedaję. Tak, nie patrzę na nic i sprzedaję. Nie myślę o tym, że zaraz będzie 120 zł – SPRZEDAJĘ.  Ale jak to, kurs spadł jeszcze do 50 zł, a potem powrócił na poziom 120 zł. Zrobiłem źle – nie. Zachowałem się prawidłowo. Zamiast 120 zł mogło być 40 zł.  Przyszłości nie przewidzę. Ćwiczę prawidłowe reakcje. A prawidłową reakcją jest trzymanie się planu. Czy jego realizacja zawsze jest zyskowna? Nie. Czy zatem sprzedaż po 75 zł była błędem? Nie. Nikt nie broni mi odkupić po 55 zł i sprzedać po 120 zł (albo i nie sprzedawać), ale przy 75 zł/akcję (na poziomie wcześniej założonego stop loss) była słuszna.

Kiedy potrzymam akcje trochę i jej wartość wzrośnie, poziom stop loss traktuję trochę inaczej. Weźmy taką ABS. Kupowałem ją po kilkanaście złotych, teraz kosztuje 34, płaci 1,5-,18 dywidendy. Kiedy sprzedać? Tutaj mam większą tolerancję. Stop loss ustawiam na poziomie -30%. Czyli musiałaby spaść poniżej 24 zł i jeszcze zaprzestać płacenia dywidendy (albo istotnie ją zmniejszyć z powodu spadku zysków). 7% dywidendy to nadal całkiem niezły wynik. Takie są moje zasady, dotyczące sprzedaży. Co o nich sądzicie?

4 przemyślenia nt. „Inwestowanie w stylu slow. Kiedy sprzedawać?”

  1. Zgadzam sie z Twoimi 3 punktami. niemniej mam kłopot ze sprzedażą gdy cena spada.

    ja czasami jednak jeszcze sprzedaje jezeli wzrost jest duzy (%). odzyskany kapitał za jakis czas inwestuje ponownie w te sama spółkę lub inna. okazja prędzej czy pozniej sie pojawi 😉

  2. Czemu główną część majątku masz w nieruchomościach a nie na giełdzie, skoro z tego co piszesz wynika, że inwestowanie w akcje całkiem dobrze Ci idzie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *