Kamper część VII. Podsumowanie.

Czas na podsumowanie. Znajdzie się w nim miejsce na gawędę o kosztach, ale także o wrażeniach z odbytej przeze mnie wycieczki. Tym postem kończę wpis o kamperach.

Roczny koszt utrzymania samochodu kempingowego (przegląd, naprawa, ubezpieczenie, utrata wartości) bez utraconych odsetek, noclegów, paliwa, opłat autostradowych, garażowania itp. to w wersji optymalne ok. 5.000 zł. Jeśli wliczymy koszt garażu (3.000 zł) oraz utracone odsetki  (1.500 zł) to nagle potrzebujemy prawie 10.000 zł rocznie.  Własny garaż pozwala zaoszczędzić sporo, ale nadal nie będzie tanio 6.500 zł rocznie.

Decyzja o zakupie nowego auta przeniesie nas w inne rejestry.  Utrata wartości to przynajmniej 8.000 zł (a może być i 15.000 zł), dalej przeglądy, naprawy i ubezpieczenie – kolejne 5-6.000 zł, utracone odsetki (8.000 zł), garaż (3.000 zł) i nagle pojawia się suma 24.000 zł rocznie, a nawet 32.000 zł rocznie.  To faktycznie rozrywka dla bogatych.

Patrząc na te wyliczenia (w których nie ma kosztu noclegu, paliwa, opłat autostradowych), uświadamiamy sobie, że kamperowanie nie jest dla każdego. Dwutygodniowa wycieczka po Europie dla 5 – osobowej rodziny zaczyna kosztować (o ile korzystamy z kempingów) 8.500 zł + koszt utrzymania kampera, czyli minimum 15.000 zł. Za taką kasę możemy pojechać do niezłego hotelu.

Dlaczego zatem liczba kamperów w Polsce tak dynamicznie rośnie? Ponieważ  często w ogóle nie chodzi o pieniądze. Właściciele tych pojazdów rozumują tak: gdybyśmy wszystko przeliczali na gotówkę, to ile kosztuje własnoręcznie złowiona ryba? Ile kosztuje wykonane przeze mnie zdjęcie? Ile potrawa w restauracji? Przecież to wszystko da się zrobić taniej. Rybę kupić w sklepie, zdjęcia (lepsze!) zamówić u fotografa, a ugotować obiad w domu.  Czy taki sposób myślenia Ci odpowiada?

Druga grupa zwolenników kamperowania twierdzi – kamper to moja wolność. Chcę się zatrzymać, to staję. Codziennie jestem gdzie indziej. Co roku odwiedzam nowe miejsce. Nie chcę hotelu, tam nie ma mojego kubka z kawą, zachodów słońca i moich przyjaciół.  Kamper pozwala mieć to wszystko na wyciągnięcie ręki. Zgadzasz się?

I wreszcie trzecia kategoria argumentów „za”. Nie jeżdżę raz w roku na dwa tygodnie. Podróżuję 2-3 razy w miesiącu (choćby na weekend). Na wakacje wyjeżdżam na miesiąc. W ciągu roku zbierze się wiele, wiele dni  w kamperze. Zatrzymuję się na łonie natury, sporadycznie płacę za kempingi, jedzenie zabieram z domu.  Podejmuję decyzję i za pół godziny jestem w drodze. W ten sposób amortyzuję kampera znacznie szybciej. Popatrz tylko. Weekendowy wyjazd to koszt 200 zł na paliwo. Cały miesiąc (np. rajd wybrzeżem Bałtyku) z dojazdem z Warszawy to 800 zł na paliwo. Razem za 60 nocy w kamperze płacę tyle co za paliwo – 3800 zł i koszt kampera 6500 zł (10.300 zł). Gdybym chciał wynająć kwaterę to za sam nocleg zapłacę 12.000 zł, za paliwo jeszcze 2000 zł, dodatkowo nie mogę gotować i obcować z przyrodą.  Masz tyle czasu?

Gdybym miał wybrać swoją odpowiedź, po krótkiej kamperowej przygodzie zapisuję się do grupy drugiej. Przez wiele lat wynajmowałem kwatery wakacyjne. Raz było super (i często tam wracam) w innych przypadkach tragicznie. Jeden z właścicieli pensjonatu prowadził zakład kamieniarski, a więc w gratisie był widok na… gotowe nagrobki. Drugi „zapomniał” o rezerwacji i zaplanował remont. Trzeci oferował dla 4-osobowej rodziny pokój o powierzchni 10m2 ze skosami (oczywiście zdjęcia obiektywem szerokokątnym). Czwarty, miał rottweilera straszącego dzieci. Piąty, celowo zaplanował małą kuchenkę, wspólną na 10 pokoi. O tych wszystkich „atrakcjach” dowiadywałem się na miejscu, często już po opłaceniu pobytu.   W kamperze takie niespodzianki mnie nie spotkają. Coś nie pasuje, jadę dalej. Zaczyna padać, jadę dalej. Dzieci polubiły kampera. Można w nim oglądać telewizję, budować z klocków, rysować. Jest więcej miejsca niż w osobówce. Mama zrobi kanapki. Wszyscy (poza kierowcą) w czasie jazdy korzystają z toalety (nie ma problemu na autostradzie lub ekspresówce). Nie marnujemy urlopu na wypożyczenie i zwrot (dodatkowe 2 dni).

Także koszty nie wypadają na minus. Mam sporą rodzinę (według dzisiejszych standardów wielodzietną). Tydzień w 3-gwiazdkowym hotelu w Bułgarii kosztowałby nas (sprawdzałem) około 10 tys. zł (ze względu na szkołę, okres pozawakacyjny odpada). Tygodniowa wyprawa kamperem w takie samo miejsce 4.000 zł. Weekend w Krakowie z noclegiem w dwugwiazdkowym hotelu to koszt 2500 zł. Jeśli pojedziemy kamperem i wybierzemy noclegi w MOP-ie lub innym monitorowanym miejscu wydamy tylko 1.000 zł.  A na koniec coś naprawdę ekstremalnego. Ile kosztowała roczna podróż 2 osób po Europie (noclegi bezpłatne, ale jedzenie, paliwo na 20.000 km, opłaty autostradowe, trochę zwiedzania)? Około 43.000 zł. Miesięcznie wychodzi (po odjęciu kosztów paliwa) – ok. 3000 zł. Spróbuję przeliczyć to na naszą rodzinę. Zakładam koszt  jedzenia i atrakcji 2 razy większy (6000 zł), ale paliwo będzie tańsze (tylko 7000 km i 4000 zł), dodam też noclegi (6000 zł) – czyli wydamy na miesiąc w podróży 16.000 zł, do tego 3-4 weekendy po 1.000 zł oraz 6.500 kosztów stałych. Razem musimy przygotować 22.500 zł. A to 42 dni w podróży. Gdybyśmy zapragnęli 4 weekendów w Polsce, potrzebujemy 10.000 zł, do tego miesiąc np. w Chorwacji to 19.000 zł (10.000 zł nocleg, 8000 zł jedzenie i atrakcje, 1000 paliwo i dojazd), czyli wydajemy 29.000 zł. Oczywiście siedzimy na plaży i niewiele widzimy (Chorwacja) zamiast zwiedzać i podróżować (minimum to Dolina Loary, Bawaria,  tydzień w Hszpanii i powrót przez północne Włochy). W takim przypadku – kamper ma sens – także ekonomiczny.