Dzisiaj powrót do tematu ogrzewania. Otóż, w dobie drogich nośników energii, część osób ma pomysł na drastyczne ruchy np. obniżenie temperatury w domu do poziomu 16-17 st. C. To właśnie głupia oszczędność. Jak mówią, skórka za wyprawkę, albo chcąc oszczędzić na zatyczce, zmarnowałeś beczkę (wina). Dlaczego?
Otóż wyobraźmy sobie przeciętny dom. Taki jak mój. Zapotrzebowanie na ogrzewanie ok. 20.000 KWh przy niezbyt ostrej zimie i tzw. temperaturze obliczeniowej (+20 st. C). Grzejemy gazem, a to oznacza rachunki w granicach 8000-9000 zł/sezon. W praktyce – w styczniu i lutym po 2000-3000 zł. Ponieważ nie zarabiamy wiele staramy się termostat ustawić na 16-17 st. C. Wiemy bowiem, że obniżenie temperatury o 1 st. C daje oszczędność nawet 8%. No i 4 st. C to już 32%. Prawie 1/3. Z 2000 zł zrobi się 1400 zł, z 3000 zł nieco ponad 2k, a rocznie z 8k nieco ponad 5k, z 9k ok. 6k. Warto?
Nie. W takiej temperaturze trudno funkcjonować, jeśli tylko na dłużej usiądziemy, żeby np. popracować na komputerze, obejrzeć film. Istnieją doradcy, którzy powiedzą – załóż drugie skarpety, bluzę, grube spodnie. A dłonie? W rękawiczkach chyba nie usiądziemy. I tu pojawia się pierwszy problem. Niski komfort cieplny. Oznacza on częste przeziębienia, osłabienie. Dochodzi jeszcze jeden kłopot. 16 st. C w kuchni da się wytrzymać (przy gotowaniu będzie 2-3 stopnie cieplej), w sypialni nawet też. Natomiast w łazience – klęska. I wszystko, co zaoszczędzimy na gazie, wydamy na lekarzy.
Problem nr 2 nazywa się wilgoć. Mega szkodliwa dla zdrowia i budynku (powoduje powstanie tzw. syndromu chorego domu). Zrobiłem taki eksperyment. Na wsi nie grzałem przez 2 dni w deszczowy, jesienny dzień. Temperatura spadła o 4 st. C. W tym samym czasie wilgotność wzrosła o 12% (z 58% do 70%). Jeden dzień grzania i powrót do starego poziomu. A w moim „zimowym”, czy „miejskim” domu. W salonie 20 st. C i 58% wilgotności powietrza. „Pokój na uboczu” gdzie istnieją 3 ściany zewnętrzne, czwarta od nieogrzewanej piwnicy, nieizolowana podłoga nad garażem oraz słabo ocieplony dach” – temperatura 17 st. C (czyli tylko 3 st. C różnicy) i wilgotność 65%. W żadnym z tych pomieszczeń nie suszy się pranie (mamy suszarkę kondensacyjną), a salon leży blisko kuchni (wilgoć z gotowania potraw) i łazienki. Te 7-12 % wilgotności robi wielką różnicę. Zwłaszcza dla murów obłożonych styropianem, astmatyków, alergików itp.
Problem nr 3. Nagrzanie wychłodzonego muru. Wiem coś o tym. W pierwszym roku, kupiony na jesieni i słabo grzany na czas remontu dom, przez 3 tygodnie intensywnie doprowadzaliśmy do 20 st. C. Ogromnym kosztem zużycia gazu (+50%), zanim mury przestały mrozić przy dotyku. Czyli, jeśli przekonamy się, że 16 st. C nie dla nas, zapłacimy podwójnie (oszczędność 32%, dołożymy tyle samo, ale wydamy na leki, oraz pochłaniacz wilgoci).
Z tych trzech problemów (sprawdzonych empirycznie), pojawił się wniosek – zostajemy przy 19-20 st. C.
Testowałem to kiedyś z gazem. Bez szczegółowych obliczeń. Kiedy pracowaliśmy z żoną mnie nie było w domu 5-14.30 a jej 7.30 16.30. Piec gazowy pracował od 14 do 7 a w godzinach nieobecności wyłączał się. Miałem nadzieję że oszczedze w ten sposób trochę kasy. Nie wziąłem pod uwagę że gdy włączał się o 14 to pracował na pełnych obrotach, żeby dogrzać dom. Po kilku tygodniach zrezygnowałem z tego pomysłu i stale utrzymuje 22 stopnie w sezonie grzewczym. Nawet przy wyjazdach na kilka dni nie zmieniam ustawień i tak domu zawsze jest stała temperatura.
To nigdy nie działa. Głównie z uwagi na fizykę. Żeby podgrzać dom o 1 st. C (zwykle tak ustawia się kocioł), potrzeba ok. godziny pracy. Kiedy mamy do podbicia 2-3 st. C system musi działać 3-4 godziny. Przy 7 st. C prawie cały dzień, bo schłodzą się ściany (w drewnianym wygląda to nieco inaczej). I teraz wystarczy policzyć – godzina pracy mojego pieca to 25KWh – 10 godzin 250 KWh czyli 100 zł (250 KWh = 23 m3. 23m3 x 4.2 zł/m3. to ca. 100 zł). Normalnie, czyli utrzymując temperaturę mamy w listopadzie/grudniu ok. 5m3/dzień).
Gdy ktoś przegnie (a słyszałem takie historie) i wyłączy ogrzewanie, wyjeżdżając na urlop, wraca do pękniętych rur i zniszczonego pieca. Wtedy to już kompletnie nieopłacalne.
19-20 stopni to i tak bardzo niska temperatura.
Mam starą chałupę typu klocek, nieocieplona, ze starą instalacją c.o. Teraz będzie trzeci sezon ma gaz. Rachunki w sezonie grzewczy, dochodza do 2500 zł miesięcznie. Cały październik piec był ustawiony na minimalną temperaturę i rachunek przyszedł na blisko 1000 zł. Mrozów nie było, zimy łagodne.
Dla nas te 19-20 st. C, wypada akurat. Przy 18 było nam zimno, chociaż na wsi spokojnie je wytrzymuje (grzeje kominek, a to „inne ciepło”), zwłaszcza kręcąc się po domu.
Sprawdziłem nasze rachunki – za wrzesień i październik (gotowanie i ogrzewanie) wyszedł właśnie równo 1000 zł. Też stary dom, klocek, ocieplone tylko ściany.