Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Jeszcze dwa słowa o oszczędzaniu 70% dochodów i realiach życia blogerów finansowych. – Oszczędny Milioner

Jeszcze dwa słowa o oszczędzaniu 70% dochodów i realiach życia blogerów finansowych.

Z Bartkiem wymieniliśmy uwagi na temat ruchu FIRE i realiów życia przeciętnego człowieka. Tak się stało, że p. Samołyk, prowadzący bloga inwestomat.eu udzielił parę dni później obszernego wywiadu wyborcza.biz, pod tytułem „Trzeba zarabiać 15-20 tys. brutto, by móc zaoszczędzić nawet 70% wypłaty. Ma plan jak przejść na emeryturę po 40-tce.”.

Rozmowa blogera z portalem finansowym potwierdziła większość moich podejrzeń i zbieranych ze strzępków internetu informacji. Tu dochodzimy do clou, czyli osobistej sytuacji p. Samołyka, na którą zwróciłem uwagę Bartka. Otóż dowiadujemy się z wywiadu, że pracował wiele lat za granicą, zaczął start projektu „wczesna emerytura” w wieku 24 lat, a obecnie ma 36 lat i roczne dziecko. Czyli dokładnie, tak jak napisałem. Późny ślub, późne ojcostwo, ogromne zarobki roczne roczne i stopy zwrotu. Bańka.

Grupa docelowa, do której zwraca się p. Samołyk to podobni jemu: „specjaliści IT, prawnicy, lekarze, menedżerowie” albowiem „wystarczy zarabiać 15-20 tys. zł brutto”. Potem dodaje, że obliczenia zakładają istnienie obok drugiej osoby, która „zarabia połowę tego co my”. Dochód 22-30 tys. zł/brutto na rodzinę. I teraz popatrzmy – ile znamy par dwudziestokilkulatków z takimi dochodami? Np. menedżera lat 24? Szczerze, ja kilku. Wąska bańka.

Potem padają kwoty, które nijak nie układają się w całość, ale może wywiad nie był autoryzowany i dziennikarz coś pokręcił. Bo padają słowa „jeżeli jest 20 tys. zł na gospodarstwo domowe, to już 70% jest wykonalne”. Czyli żyjemy za 6 tys. zł, a oszczędzamy 14k. Bartku, znasz kogoś z dziećmi, w swoim mieście, kto oszczędza w 14, przy dochodzie 20k? Ja, nie.

A już całkowity odjazd o rodzinie z dochodami 10k, mieszkającej w centrum dużego miasta z dziećmi na utrzymaniu, która może oszczędzać 50-55% pensji. Tak, za 4.5k w centrum dużego miasta z dziećmi (liczba mnoga zakłada co najmniej dwójkę).

Generalnie, matematycznie to się nie spina, bo potem kolejna rada „na przykład kredyt na pół miliona złotych jest już rozsądnym wyborem….. rata byłaby na ok. 4 tys. zł”. No i dochodzimy do sedna – życie za 4.5k w centrum miasta z dwójką dzieci i 4k raty. Nadążacie? Nawet zmniejszając realnie ratę do 3 tys. zł, doliczając koszty mediów, może starczy na samo utrzymanie mieszkania.

Dlaczego tak piszę? Wystarczy cofnąć się do dochodów. 15-20k przy średniej krajowej 9k + druga pensja 50%. Ile osób tak zarabia? Tu pojawiają się wskazówki zawodowe: IT, lekarze, prawnicy, menedżerowie. Jak duża jest łącznie ta grupa? 5-10% społeczeństwa. Do tego większość z nich nie żyje za 30% takich dochodów. Dlaczego? Bo mieszkają w wielkich miastach. A tam pomysł na wegetację z rodziną, za 5k (przy racie kredytu od 0,5 mln) wydaje się z gruntu absurdalny. I tak mógł napisać tylko przedstawiciel bańki (albo pokręcić dziennikarz). I to bańki specyficznej – zarabiającej bardzo dużo, późno wchodzących w małżeństwo i ojciec niemowlaka. Otóż, podam Wam realne koszty posiadania dziecka. Mój najmłodszy na same zajęcia dodatkowe (jedna dyscyplina sportu, jeden język obcy i matematyka) potrzebuje ok. 700 zł miesięcznie. Student w dużym mieście kosztuje ok. 3 tys. zł. Same opłaty 3-osobowego spółdzielczego mieszkania trzypokojowego – 1.5-1.6k (bez kredytu). A p. Samołyk opowiada bajki o życiu za 4.5k w 4 osoby i racie 2-4k i dziennikarz to łyka (albo on coś pomieszał)? Kalkulacje dotyczące oszczędności, są z sufitu. Widać to w komentarzach. Zwrócono uwagę na:

  • planowanie kosztów dziecka w oparciu o noworodka, żywiącego się mlekiem matki,
  • brak wliczenia kosztów opieki (niania, żłobek), a potem studiów,
  • nierealność przykładu: 10k dochodu, 55% oszczędności,
  • oparcie się na zasadzie „kluczem są wysokie zarobki oraz wysoka stopa oszczędności” a potem przytoczenia zarobków przeciętnych (10k netto/2osoby),
  • podawanie wydatków na jedzenie 4k (4os.) jako nierealnie wysokich w dużym mieście.

Żeby nie było, porady dotyczące inwestycji na inwestomat.eu brzmią mega rozsądnie i sam je polecam. Ale z oszczędzaniem, wyszło średnio. Być może, przez brak autoryzacji tekstu.

Wracając do ruchu FIRE. W jego założeniach znajdują się podstawowe reguły:

  • żyj w tanim otoczeniu i skromnie (stąd mieszanie tu wielkiego miasta na kredyt i oszczędnego stylu życia to pomyłka),
  • produkuj, wytwarzaj, przetwarzaj, wymieniaj, żeby nie wydawać pieniędzy,
  • nie bierz kredytów poza hipoteką, a i ten spłać jak najwcześniej,
  • załóż stopę wypłat 4%.

EDIT: Po serii komentarzy dotyczących, dokonałem sprawdzenia okoliczności. P. Samołyk wezwał do zmiany tytułu (lead pochodzi zawsze od wydawcy i nie podlega formalnym sprostowaniom), co też się stało. Niemniej jednak, niezmienna, a nawet potwierdzone (nowym brzmieniem), pozostała krytykowana przeze mnie (jako oderwana od rzeczywistości) teza, że przeciętna rodzina może zaoszczędzić 70% z 15-20k dochodów, albo 50% z 10k – czyli przeżyć za 4.5-5k w dużym mieście (przy kredycie? na wynajmie?) oraz przywołane w jednym z komentarzy przemyślenia dotyczącego oszczędnego życia czyli niewymieniania elektroniki co roku,

14 komentarzy do “Jeszcze dwa słowa o oszczędzaniu 70% dochodów i realiach życia blogerów finansowych.”

  1. Dlatego – jak już wspominałem- ruch FIRE traktuję nie jako sztywne zasady, tylko zbiór luźnych wskazówek jak lepiej planować swoje przychody i trzymać w ryzach koszty.
    W dążeniu do wcześniejszej emerytury nie ma nic złego, pod warunkiem, że nie narzucamy sobie rygorystycznych ograniczeń, które pozbawiają nas przyjemności ( różnie rozumianych, ale często kosztujących ) ” po drodze” do celu. I nawet jak do celu nie dojdziemy to zgromadzimy oszczędności-więc idea bardzo słuszna.
    Oczywiście, mamy różne odmiany FIRE, ale dla mnie prawdziwym jest tzw. fat FIRE. Robisz na co masz ochotę ( nie mam na myśli wspomnianego jachtu z modelkami bo to jest raczej model życia dostępny dla ludzi z listy 1000 najbogatszych-oczywiście o ile mają takie potrzeby), możesz pracować albo nie, masz czas dla rodziny, książki, sport, podróże, możesz udzielać się społecznie. I po rocznym podsumowaniu masz więcej o kilka % majątku niż miałeś w roku poprzednim. Albo przynajmniej tyle samo.
    I taki komfort osiągnie pewnie kilka% szukających tego finansowego Graala, czyli -o czym rozmawialiśmy już- 1% ogółu.

    1. Jak zwykle, i zgodzę się z Tobą i nie zgodzę 😉 . Najpierw – każdy pomysł, blog, idea to zbiór luźnych wskazówek. Nie ma sensu wdrażać ich jeden do jednego. Ty chcesz „podarować sobie odrobinę luksusu” i oczywiście, masz do tego prawo. Uważasz tylko lat FIRE i proszę bardzo – żyj dokładnie tak, jak Tobie się podoba.
      Ale z drugiej strony, ze swoim analitycznym bzikiem, po przeczytaniu kilkunastu książek, blogów o samym FIRE oraz podobnej ilości reklamowanej jako „wolność finansowa” chyba znalazłem klucz do odróżnienia jednego od drugiego i poszufladkowania ruchu FIRE. Otóż wolność finansowa jest o możliwości niepracowania, ale głównie o inwestowaniu (w proporcji 20 do 80), a FIRE stawia jako główny cel przedwczesne zakończenie płatnej aktywności zawodowej (w końcu „retire early”), kładąc nacisk na oszczędzanie i minimalizm (70%-80%), a inwestycję (20%) traktując jako drogę. Patrząc w ten sposób, Twoje fat FIRE=wolność finansowa 5 stopnia. Stawiasz na luksusy, a wcale nie wymagasz porzucenia swojego zawodu. I to wcale głupie podejście, ponieważ rzucenie pracy rodzi wiele zagrożeń i nie każdy jest na to gotowy.

  2. Ale faktycznie czytałeś jego bloga , komentarze do niego czy na Facebooku ?
    Jeśli nie ( a widzę , że nie ) to sorry ale zachowujesz się jak właśnie „ci z wyborczej „. Mnóstwo kłamstw i zaciąganie prawdy pod z góry ustaloną tezę.

    Pan Samołyk nigdy nie pisał , że wolność finansowa jest osiągalna dla każdego, ale wiele osób inwestując nawet małe środki może dojść do spokoju finansowego i częściowej emerytury ( barista fire ).

    Twoje założenia niestety są mocno wyrwane z kontekstu.

    Sam zarabiam w okolicach średniej krajowej i logiczne że wolność finansowa dla mnie w wieku 40lat jest nieosiągalna. Natomiast spokój i częściowe korzystanie z kapitału po pięćdziesiątce już jak najbardziej.

    1. Witam na blogu, wchodzisz na niego na pełnym gazie, a bardzo sobie cenię szczerość. Jednak, proszę, bądź sprawiedliwy. Wpis nie był o blogu inwestomat.eu lecz o pewnym wywiadzie, którego bloger udzielił. Żeby ocenić odpowiedzi, nie muszę zatem sięgać do bloga, komentarzy, wystarczy że przeczytam sam tekst. Zastrzegłem przy tym, że akurat idee inwestycyjne p. Samołyka cenię i istnieje prawdopodobieństwo, że dziennikarz coś pokręcił. Istnieje jednak autoryzacja, a wreszcie sprostowanie, a one do dzisiaj nie nadeszły. Zakładam więc, że opublikowano to co p. Samołyk faktycznie chciał powiedzieć. W wywiadzie nie ma nic o barista FIRE tylko właśnie te tezy o rozsądnym kredycie na 0,5 mln i oszczędzaniu 50-70% dochodu, które uważam za niedostępne dla większości ludzi (na co zwrócili uwagę Marek i Bartek). Dodatkowo te dwie tezy pozostają w jawnej sprzeczności.
      Drugi poważny zarzut, który stawiasz, to moje rzekome kłamstwo, albo wyrwanie z kontekstu. Ponieważ jednak nie przedstawiasz na to żadnego dowodu, mogę przyjąć dwie koncepcje. Pierwsza, po prostu wywiadu nie czytałeś. Warto jednak do niego sięgnąć, ponieważ tylko ten sposób możesz sprawdzić, czy faktycznie kłamię. Druga opcja – jesteś wyznawcą p. Samołyka, no i wtedy szkoda mojego czasu na przekonywanie Ciebie, albowiem argumenty nigdy nie pokonały wiary (co widzimy i w polityce). Odnośnie wyznawców, spojrzałem na bloga pod kątem oszczędzania, i wpisów na ten temat niewiele. Pojawiają się jednak takie jak „Jak osiągnąć 30 000 zł dochodu pasywnego przed 35 rokiem życia?, gdzie w obliczeniach zakłada się, że człowiek w wieku 25-35 lat oszczędza 65^% dochodu przy pensji 7000 zł netto. Czyli ani wyrywam z kontekstu, ani kłamię, tylko p. Samołyk faktycznie promuje teorię o życiu za 2500 zł, przy zarobkach 7000 zł. Mam z nim jeden problem – nigdzie nie pisze, w jaki sposób. Ja akurat wiem jak, bo sprawdziłem na sobie (wpisy sprzed paru o życiu za 700 zł czyli dzisiejsze 1500 zł), ale zakładałem jedną zasadniczą różnicę: brak rodziny i kredytu. W tym miejscu dochodzimy do bańki. Nie znam innych danych czytelników Inwestomatu, poza tymi, które ujawniono. A tam mowa jest: 40% społeczności oszczędza 5000 zł, mediana majątku to 725 tys. zł, a przeciętny wiek 35-37 lat. I zacznijmy od oszczędności? Sporo. Co dowodzi mojej teorii, że mówimy o dobrze zarabiających singli (2 średnie a nie 1 średnia), albo DINKS, ostatecznie 2+1 (w wieku przedszkolnym). I oni prawdopodobnie nie oszczędzają 65% dochodu lecz 30%. Żyją dokładnie tak jak opisuje Bartek – korzystając z życia. I podtrzymam swoją tezę – nadal mówimy o wielkomiejskiej dobrze zarabiającej bańce (p. Samołyk w wywiadzie posługuje się 20 tys. zł na rodzinę. prawdopodobnie mierząc w swojego statystycznego czytelnika).
      I na koniec, wcale nie jest tak, że wolność finansowa jest nieosiągalna dla 40-latka ze średnią krajową (zrobię o tym wpis, pod koniec listopada). Nie daj sobie tego wmówić. Tylko będzie to wolność finansowa max. 2 poziomu (czyli masz zaspokojone podstawowe potrzeby), dla niewielkiej rodziny, żyjącej na wsi – dochód pasywny 5000 zł. Nie na kredycie w wielkim mieście. No i wymaga życia z ołówkiem w ręku, co od 10 lat blogowania promuję. Mało kto wydaje się na to gotowy.

      1. Teraz muszę żartobliwie dodać, że Twój blog jest jeszcze większą, eksluzywną bańką od blogu Inwestomat;-). Biorąc pod uwagę liczbę wypowiadających się osób i treść wypowiedzi jestem przekonany, że średnia majątku jest wyższa niż wspomniana 725 tys. zł i średnia oszczędności przekracza 60 tys. rocznie. Jedynie co do wieku jest ” gorzej”. Pewnie jesteśmy średnio starsi….:-))

          1. I zasadniczo mamy bliżej do końca, więc regułę 4% można spokojnie stosować przy wydatkach.:-)))

      2. Dziękuję za obszerną odpowiedź.
        To nie jest tak , że bronie p.Samołyka i jestem jego wyznawcą. Czytam jego bloga od początku i znam jego zdanie na różne tematy to mam jako taki pogląd. P.Samołyk pisał ( już nie wiem czy na blogu czy na FB) , że pewne rzeczy tam przedstawione są nieprawdziwe.
        Odnosząc się do tego , że wystarczy „oszczędzać 80% wypłaty i zarabiac 15000zł ” i emerytura się sama robi to fakt czasami jest to mocno przerysowane. Jakiś jednak pogląd daje i często jest to po prostu symulacja. Ja akurat lubię takie wpisy.

        Ja tutaj akurat z buta nie wjeżdżam , chociaż komentarz zamieściłem pierwszy.
        Śledzę twojego bloga od pewnie jakieś 5lat myślę i bardzo go lubię.

        1. Tak, p. Samołyk wezwał Wyborczą do weryfikacji tytułu. I zrobili to. Aczkolwiek chodziło raczej o nierealność planu „20k dochodu, emerytura do 40-tki” niż „20k dochodu, 15k oszczędności, 5k na życie w tym kredyt”. Nieprawdziwe (tzn. słowa redaktora, a nie pytanego) były właśnie tytuły (one zawsze pochodzą od redakcji, natomiast tu wzięto je w cudzysłów, co sugerowało autorstwo p. Samołyka).
          Akurat ze scenariuszem „20k dochodu, emerytura do 40-tki” zgadzam się w 100%, tylko na zupełnie innych warunkach. Nie Warszawa, lecz np. Strzegom czy Ełk, mieszkanie nie 500k kredytu, lecz 250k za gotówkę, nie egzotyczne wczasy lecz agroturystyka w Kotlinie Kłodzkiej, no i praca zdalna.
          Zwróciłeś jeszcze uwagę na jedną ważną rzecz „emerytura sama się nie zrobi”. Tu 100% zgody. Osiąganie nadprzeciętnych stóp zwrotu, wymaga wiedzy i dyscypliny, a nie wrzucenia na jakiś fundusz i zapomnienia. Ponieważ pojawił się temat ETF-ów, nagle wszyscy 30-latkowie zapragnęli je mieć (podobnie jak złoto i BTC), postanowiłem przeanalizować problem. Obiecałem, że napiszę o nim w grudniu, ale ponieważ cykl bloga jest taki, że najpierw analizuję, potem piszę, daje się uleżeć, sprawdzam jeszcze raz i publikuje, mogę zdradzić, że wychodzą mi cuda, i ETF używany do comiesięcznych wpłat to żaden Święty Graal, a nawet narzędzie dość słabe. Zrobiłem analizy na S&P500 r/r (1 listopad 2024/1 listopad 2025) i rezultat sam mnie zaskoczył. Negatywnie. Ale musicie poczekać do grudnia ze szczegółami.
          Cieszę się, że pewne sprawy wyjaśniliśmy. Ja też lubię komentarze, nawet kompletnie niezgodne z moją linią, bo wymagają ponownego poukładania tematu. Twój i Piotra zmusiły mnie do dokonania rozbioru na czynniki pierwsze zagadnienia „ETF na S&P500 po polsku”, co zaowocowało trzema wpisami, ale także podrozdziałem do książki, opartym na szerszych analizach.

  3. Z tego co się orienutję to ten bloger napisał o Mateuszu w sposób prześmiewczy, dlatego że wdał się w nim kiedyś w dyskusję na grupie Mateusza i niestety nie miał zbyt merytorycznych argumentów a na domiar złego zaczął promować swoją grupę jakichś Tytanów i kurs. I tym oto sposobem Mateusz usunął go z grupy a ten człowiek się teraz mści. To słowem wstępu. Natomiast ja Mateusza Samołyka znam i dużo się od tego człowieka nauczyłem. To dzięki niemu zacząłem inwestycję na szeroki rynek poprzez ETFy oraz pozbyłem się Finaxa, który miał zbyt duże prowizje. Jego blog to jest skarbnica wiedzy dla tych co ogarniają i średnio ogarniają.

    Oczywiście chcąc być na FIRE potrzeba najlepiej dużych zarobków jak i dużych stóp oszczędności. Ja w latach 2012-2015 nie potrafiłem dużo w Polsce zarobić dlatego zdecydowałem się na wyjazd za granicę. Ci którzy w PL zostali, mieli szansę na zrobienie studiów i pnięcie się po drabince korporacji, natomiast moja kariera zaczynała się od zwykłych kołchozów pracy kończąc na IT a nie posiadając studiów. Kluczowym czynnikiem dorobienia się jakichkolwiek większych pieniędzy u mnie był oszczędny tryb życia. Przez pierwsze 5 lat byłem sfokusowany tylko na pracy i ciągle dorabiałem po pracy. Zatrudniłem się nawet na nocki żeby wyciągać więcej co przypłaciłem trochę zdrowiem i zejściem do wagi piórkowej z nieznanych przyczyn (pewnie brak czasu na jedzenie jakby tak spojrzeć głębiej). Także u mnie kluczowy czynnik to stopa oszczędności i prowadzenie budżetu gdzie widziałem na co wydaję pieniądze oraz ucinanie od razu zbędnych wydatków. Dopiero od 2019 zacząłem podróżować i zmieniłem podejście do wydawania kasy. Przez te wszystkie lata za granicą starałem się odkładać minimum 65% co miesiąc a z czasem nawet ponad 70%. Wolna kasa non stop w inwestycje ryzykowne lub też mniej ryzykowne. W przeliczeniu na złotówki to wciąż mimo wszystko nie zarabiałem lepiej niż IT w Polsce typu programiści, bazy danych itd. Wydaję mi się, że po prostu znalazłem swój sposób na to wszystko. Przez te lata życia na oszczędnym poziomie przyzwyczaiłem się do niego i śmiało mogę stwierdzić, że takie życie mi wystarcza i odpowiada. Szczególnie jak się pojedzie na drugi koniec świata i zobaczy w jakiej biedzie żyją ludzie to moim zdaniem trzeba być wdzięcznym za to co się już ma. O ekstrawagancji nie marzę bo jest mi to w ogóle nie potrzebne. Celem jest spokój. Oraz uświadomienie sobie, że właśnie przepych i blichtr sa tylko złudne i nie dają w życiu nic w zamian oprócz wielu fałszywych ludzi wkoło siebie. Podobne problemy miał już w przeszłości Marek Aureliusz, który ze względu na swoje bogactwo i władzę miał u swego boku wielu ludzi którzy chcieli go zabić.

    Długo by pisać….

    1. O jakim blogerze Piotrze piszesz? Bo nie kojarzę forum Inwestomatu, ani gościa, promującego Tytanów, i pewnie wielu innych czytelników także.
      Co do ETF-ów i Finaxa. Finax (mocno promowany przez p. Szafrańskiego) ma dwie wady – prowizje to jedna, a druga tzw. czarna skrzynka. Tzn. średnio wiedziałeś, co tam była, miało przynosić zysk. Dla każdego, znającego finanse, wielka czerwona flaga na starcie.
      ETF to też nie jest Święty Graal inwestowania, ani odkrycie p. Samołyka, w USA pisano o ETF kilkanaście lat temu. Prowizje są niskie, ale kluczowa wydaje się strategia – czyli albo uśredniamy cenę nabycia (co potrafi być ryzykowne), albo musimy określić moment wejścia i wyjścia (co wcale proste nie jest). I tu dochodzimy do clou – każdemu, kto zaczyna inwestować – polecam zacząć od poczytania Buffeta, Ferrissa, Fishera, Icahna, z intencją zrozumienia ich filozofii. Żadnej drogi na skróty, żadnych „czarnych skrzynek” żadnych cudownych produktów.
      Ty wybrałeś drogę najlepszą – sporo pracy w młodości (kiedy mamy siły), oszczędny tryb życia i dlatego dawałeś radę odłożyć 70%. Złożyły się na to ponadprzeciętne dochody i rozsądek – czego szczerze gratuluję, zwłaszcza że dochody nie były wynikiem przynależności do grupy uprzywilejowanej lecz ciężkiej pracy.

      1. Napisałem o blogerze ale oczywiście chodziło mi o autora tego tekstu, mniejsza o to. Fakty sa takie że Samołyk został tam przedstawiony w trochę negatywny sposób, a ja jako osoba która nauczyła się dużo od niego chciałbym zwrócić jedynie uwagę, że gość mimo wszystko dobrze prawi i warto jego bloga czytać. Odnośnie forum to jest po prostu grupa Facebookowa którą on założył i z niej tez można dużo wynieść jeśli ktoś ma oczywiście czas na przesiewanie komentarzy typu: kupiłem na XTB złoto z dopiskiem CFD i nie rośnie, POMÓŻCIE.!!!111! To tak w formie żartu 🙂

        Oczywiście zdaję sobie że ETFy nie są świętym graalem, ale mając do wyboru to i różnego typu opakowania typu TFI, Finaxy i inne duperele to wiadomo, że warto by było znać co to jest ten ETF i zaczynać od razu od tego w swoim życiu jakiekolwiek inwestowanie. Mi niestety przyszło zmierzyć się z Finaxem bo zaufałem Szafrańskiemu a po czasie widzę jakie kwoty pewnie dostał za promowanie tego szitu. Teraz po czasie widzę, że nawet łatwiej jest prowadzić samemu konto maklerskie i kupować tam co się chce. Niestety człowiek uczy się na błędach, ja przynajmniej nie straciłem na finaxie.

        Książki o finansach świetnie rozwijają i ucza psychologii, która moim zdaniem jest w tym wszystkim najważniejsza, natomiast prawie wszyscy wracają koniec końców do strategii które są najprostsze czyli 1-2 ETFy opakowane i IKE i tego typu podobne. To pozwala koniec końców mieć spokojniejsza głowę i zaoszczędzić mnóstwo czasu na research.

        1. Zgadzam się w 100%, że Mateusz z Iwestomat robi świetną pracę edukacyjną. On oczywiście mógłby już pewnie przejść na FIRE ( w sensie rzucenia pracy i skupieniu się tylko na blogu, który przynosi mu spore dochody- o czym zresztą otwarcie napisał). Dążenie do FIRE uczy oszczędzania, zarządzania swoimi finansami, inwestowania. I to samo w sobie jest już ogromną wartością- nawet jak nie dojdziemy do FIRE ale uzbieramy przy okazji w życiu kwotę, która da nam poczucie bezpieczeństwa i dodatkowe pieniądze na starość.

        2. A o artykuł chodzi. No sam nie wiem, czy dziennikarz przedstawił p. Samołyka w niekorzystnym świetle, czy sam się zaorał, bo wypowiada się w sposób, który wskazuje, że o oszczędzaniu (a o tym była rozmowa), ma mgliste pojęcie. Widać to właśnie w odpowiedzi na pytanie: „Mówiąc wprost z czego konkretnie Pan rezygnuje i z czego mogliby zrezygnować nasi czytelnicy?” padają słowa: „Kluczem są ponadprzeciętne zarobki i wysoka stopa oszczędności. Wbrew pozorom nie oszczędzamy na zbyt wielu rzeczach ważnych np. ważne są dla nas wakacje w egzotycznym miejscu. Nie jesteśmy gazeciarzami, więc nie wymieniamy telewizorów, telefonów, komputerów co roku oraz nie zależy nam na noszeniu ubrań ekskluzywnych marek”. Przyznasz, że określenie „niezbyt szczęśliwe” jest najłagodniejszym, które przychodzi na myśl. W kraju ze średnią krajową 7000 zł netto (1.5 k Euro), nieliczna grupa wymienia telewizor co roku. Typowy strzał w stopę i zero konkretów.
          Powiem jeszcze raz, wiedzę o ETF-ach p. Samołyk ma ogromną i na niej zbudował swoją markę. To go różni od p. Szafrańskiego, który wyróżnił się oszczędzaniem, a potem poległ na poradach inwestycyjnych, właśnie FINAX-ie.
          Książki o psychologii finansów polecam gorąco – zwłaszcza klasykę „Zawód inwestor giełdowy” czy „Wspomnienia gracza giełdowego”. Bo od psychologii wszystko się zaczyna i na niej kończy. Wiedza stricte ekonomiczna ogranicza się do dwóch-trzech tematów (cykle, rachunkowość, podstawy makroekonomii). Dlatego też ludzie wybitni w swojej branży topią pieniądze na giełdzie, czy to w akcjach czy ETF-ach, bez różnicy.
          Natomiast, o czym będę jeszcze pisał, uważam że można osiągnąć znacznie lepsze efekty inwestując osobiście na dłuższy czas, niż bawiąc się spekulacją czy w ETF-y. I wcale nie zajmuje to „mnóstwa czasu” tylko kilkanaście godzin rocznie, a niektórym nawet kilka. Skoro Was to interesuję powstanie o tym kilka wpisów na grudzień. Pokażę jakie efekty daje inwestowanie w ETF-y na różnych rynkach, w różnych momentach cyklu i co z tego wynika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *