Na blogu pojawiło się trochę rozważań na temat tzw. kultury zapierdolu, roli pracy w życiu. Dzisiaj, zainspirowana rozmową z klientem, lekturą oraz własnymi doświadczeniami ocena zmian i ich wpływu na życie.
Zacznijmy od klienta. Skarżył się, że pracownik podebrał kasę z biletów, a indagowany wypalił „Nic się nie stało, wziąłem żeby kupić sobie śniadanie. Jak chcesz to mnie zwolnij”. Wiadomo, jak mówią zaprzyjaźnieni górale – patologia.
Na drugim biegunie, zapieprzający za minimalną, od których wymaga się doświadczenia, zaangażowania i wykształcenia (autentyk z rozmowy z pewną panią dyrektor). A potem zdziwienie, że kolejna rekrutacja nie wypala. Do tego mnóstwo przypadków mobbingu, nierównego traktowania, oczekiwania, że pracownik wynajęty na 40 godzin w tygodniu odda duszę. Jeśli tego nie zrobi – pretensję.
Osobiście wyznaję zasadę, że ciężko pracować kalkuluje się tylko na swoim, albo gdy mamy stawkę akordową. W przeciwnym wypadku – kompletnie bez sensu. I piszę to z pełnym przekonaniem, po usłyszeniu historii z szefem, który nie widział nic niestosownego w pisemnym wezwaniu do pracownika (list polecony), żeby wykorzystał urlop, bo idzie na emeryturę. Wezwaniu pracownika, który leczył się na raka, a przepracował w firmie kilkadziesiąt lat. Tak szkoda wypłacić ekwiwalent (ponownie – nie ze swoich, szef też tylko pracował na etacie). Ostatecznie i tak zwolnienie zostało przedłużone do dnia emerytury i ekwiwalent poszedł na konto.
I kiedy już diabli mnie biorą, wspominam relacje sprzed 20 lat, bo miałem szczęście pracować w doskonałym zespole. Ja przynajmniej znam inne warunki. Natomiast obecnie, mam wrażenie (to szersza obserwacja), wyzysk osiągnął niebotyczne rozmiary. Oczywiście choroba nazywa się „chciwość”. Właściciel chciwy zysku, najemni poganiacze – premii. Bo trzeba spłacić kredyt, bo żona domaga się prezentu, a i kochance warto coś kupić. Wszystko podlane kłamstwem (typowe, nie tylko w Januszexie – nie stać mnie/nas/firmy na podwyżki). Od kierownika nad trzema pracownikami do najwyższych władz. A gdy ktoś zainteresuje się, jak jest faktycznie, kolejne piętrowe kłamstwa.
Czy na taką sytuację istnieje lekarstwo? W przypadku moich rówieśników – oczywiście – własna firma rozkręcana na boku. Sam coś wiem na ten temat, i już dzieliłem się z Wami. Młodzi mają gorzej i dlatego stają się coraz bardziej antysystemowi. Stąd bierze się 32% Mentzena i 20% Zandberga w grupie do 30 lat. Lewica nie miała takiego poparcia u młodych od czasów prezydentury Kwaśniewskiego.
A jaki będzie finał? Patrząc na USA, południe Europy, Arabską Wiosnę przypuszczam, że smutny. Niektórzy na wiele lat (jak w 1968 r.) wypiszą się z systemu. Dzisiaj o taki krok znacznie łatwiej. Mamy zasiłki, rekordowo tanią (w relacji do dniówki) żywność, możliwość wyprowadzki choćby na koniec świata (np. zamorskie terytoria Francji, będące częścią UE – Martynikę na Karaibach, czy Réunion na Oceanie Indyjskim). Znam takich, którzy wzięli dzieciaki (Szkoła w Chmurze), kampera i pojechali hen daleko. Jeśli kogoś nie uwiera kredyt, ma mieszkanie w dużym mieście, kupuje np. dom nad pięknym, dużym jeziorem na południu Europy za 500 tys. zł. W kraju, gdzie za obiad w knajpce zapłacimy 25 zł, jedzenie jest tanie, a minimalna temperatura w roku to 4 st. C w dzień i -2 st. C w nocy.
Reszta podejmie próbę walki. Albo z systemem, albo w ramach systemu, zamieniając korpo na własną firmę lub działalność nierejestrowaną. I oni ponownie wychodzą najlepiej. Jeśli ktoś ma głowę na karku, umie pracować (i kombinować) znacznie lepiej (finansowo i praktycznie) wyjdzie na kontrakcie b2b niż na umowie o pracę.
Dokładnie, w punkt.
Jeżeli ” zapierdol” to tylko na swoim, albo na wysoki % od wykonanej pracy, kiedy nie opłaca się otwierać własnego biznesu, bo praca w cudzym da większe przychody ( udział w zysku jako partner w kancelarii, procent od przychodów- renomowany gabinet stomatologiczny). Albo – w przypadku prac fizycznych-akord, o którym wspomniałeś.
Poszedłbym nawet dalej – pracować dla kogoś na początku drogi i w ostateczności. Widziałem zbyt wiele historii doskonałych handlowców, którzy nagle stali się „za starzy”, a mieli po 50 lat. Do tego nagłe załamania firm, po przeinwestowaniu (teraz słynne Eko-okna od Fundacji Kornice). Pracownik zostaje na lodzie, a właściciel zawsze coś uszczknie na kolejny biznes.
Świetnie pisał o tym Kiyosaki, dzieląc ludzi na kategorie i zarówno pracownik jak i specjalista na swoim, niestety zależeli od ilości pracy. Kapitał, nawet niezbyt wielki, pozwala rozerwać zaklęty krąg praca-dochód-jeszcze więcej pracy, żeby więcej zarabiać. Wbrew pozorom specjaliści (lekarze, dentyści, prawnicy) łatwo wpadają w tę pułapkę i pracują po 300 godzin miesięcznie. Im są lepsi, tym więcej pracy dostają i za wyższe stawki. To też jest kierat, choć na złotym łańcuchu.