Pierwszy dzień bez pracy. Warto było.

Dokładnie 6 dni temu pożegnałem się z jednym z pracodawców, co od pewnego czasu zapowiadałem na blogu. Zmiany we władzach spowodowały wzrost ilości pracy x2, bez wzrostu wynagrodzenia. Przepracowałem tam prawie ćwierć wieku, więc z decyzją czaiłem się pół roku, ale w końcu spadła kropla, która przelała czarę.

Piątek był pierwszym dniem wolnym i początkiem weekendu, który skończy się we wtorek rano. Wnioski?

Doskonałe. Pod każdym względem. Jak wygladał ten pierwszy dzień?

Budzik zadzownił godzinę później niż zwykle. Spokojnie zebrałem się i zawiozłem żonę do pracy. Potem podjechałem do klienta po dokumenty i od przy okazji kupiłem w pobliżu swojskiej wędliny. O 8.45 wróciłem do domu i po kawie, o 9.15 zabrałem się do pracy. Pierwszą transzę roboty skończyłem o 10.45 i…zrobiłem sobie przerwę. Siadłem do fortepianu, zjadłem II śniadanie, sprawdziłem dokumenty dla koleżanki i o 13.15 znowu wziąłem się do roboty. Na 1 godzinę do 14.15.

Potem pobawiłem się z psem i pojechałem na pocztę nadać i odebrać listy. Wróciłem ok. 15.00 do 15.40 rozmawiając z synem przez telefon. Akurat przyjechała żona, więc z nią wypiłem herbatę i po młodego na trening. Niezmęczony byłem w domu o 17.00.

Zaprezentowałem fotografię dnia, teraz czas na podsumowania:

Praca – 2,5 godziny (zamiast 8),

Podróże związane z pracą – 1 godzina (licząc pocztę) zamiast 1,5 h,

Tematy załatwione dla klientów – 3 (płatne),

Tematy załatwione dla znajomych – 1 (niepłatny),

Zarobiona kasa – 1000 zł, zamiast 600 zł.

Krótko mówiąc, opłacało się pod każdym względem. Dodatkowo, po powrocie do domu, nie odczuwałem wcale zmęczenia i mogłem jeszcze pouczestniczyć w życiu rodzinnym, zamiast drzemać przez pół godziny.

Poniedziałek też mam już zaplanowany (pomoc siostrze ciotecznej, serwis kasy fiskalnej, wyjazd do księgowej, plus zarobienie kolejnego tysiąca złotych).

18 komentarzy do “Pierwszy dzień bez pracy. Warto było.”

  1. Gratulacje za realizację noworocznych planów. Jeden z punktów zrealizowany. Od zawsze wiadomo że godziny „siedzenia” w pracy zwykle nie przekładają się na efektywność.
    Ps. Jeden z moich planów na ten rok również nabiera kształtów. Podpisałam umowę przedwstępną na zakup malutkiego 60metrowego domu na wsi. To mniejsza powierzchnia niż obecnego mieszkania ale dla mnie i córki starczy no i jest jeszcze poddasze i budynek gospodarczy, które można adaptować na różne cele. Dom przedwojenny ale konstrukcja w bardzo dobrym stanie. Nawet dach. Czekają mnie 30 minutowe dojazdy do pracy ale na coś bliżej nie było mnie stać. Teraz tylko 2 msc oczekiwania na procedury KOWRu bo z domkiem powiązane jest 1,5ha ziemi rolnej i zaczynam remont. Trzymajcie kciuki 🙂

    1. Serdecznie dziękuję za gratulacje. Tobie winszuję nowego domu. 60 m2 na wsi plus budynki gospodarcze plus poddasze spokojnie powinno wystarczyć. Od wiosny do jesieni masz jeszcze dodatkowy pokój – ogród, w którym spędzisz więcej czasu. Znam ludzi, którzy wyprowadzili się we dwoje do domku modułowego o powierzchni zabudowy ok. 35 m2 (realnie 30m2 wewnątrz) czyli małej sypialni, salonu z aneksem i łazienki oraz drugiego spania na antresoli.
      30 minut dojazdu autem nie wygląda strasznie, o ile nie mówimy o regionie z bardzo śnieżnymi zimami (góry+Podlasie+wschodnia część Mazur) oraz domu zlokalizowanym przy długiej i swojej drodze.
      KOWR przejdziesz bez problemu, pisałem o tym kiedyś, jeśli widzą Polaka, nie robią pod górę. A ziemię rolną – zagospodarujesz.
      Jestem przed rozmową z zaprzyjaźnionym audytorem energetycznym dot. mojego siedliska. Główny dylemat: nie ocieplać/ocieplać/ jak ocieplać. Wyniki opublikuję na blogu. Przy czym ja mam dom murowany, ze ścianami z cegły o grubości 65 cm.

      1. Na szczęście dojazd dobry, 100m gminną gruntówką potem 7 km droga powiatową i wylatuję na krajówkę. Zimy się nie boję, mam taką sytuację w robocie że zawsze mogę zadzwonić i wziąć zdalne. Bardziej martwię się o koszty dojazdu.
        Pisz o swoim remoncie na wsi, to może być ciekawe. Ja kontrowersyjnie dla wszystkich wokół, postanowiłam domu nie ocieplać z zewnątrz. Jest mały, kwadratowy, ogrzewać go będę kominkiem + piec elektryczny akumulacyjny na 2 taryfę. Nakłady konieczne na ocieplenie, biorąc pod uwagę małe zapotrzebowanie zwrócą mi się za ćwierć wieku tak przynajmniej wyliczyła moja znajoma audytorka pracująca przy dofinansowaniach z Czystego Powietrza. Ocieplę tylko podłogi keramzytem wysypanym pod dechy między legary no i oczywiście połać dachową od wewnątrz przy adaptacji poddasza. Właściciel domu wychował się w nim i twierdził że zawsze było w nim ciepło zimą i chłodno latem. Do tej pory , przez 110lat, ogrzewany był 1 piecem kaflowym ustawionym w centrum domu, tak by w każdym pomieszczeniu był fragment jego ścianki. Zresztą pomieszkam 1 zimę i sama się przekonam.

        1. Jak taki dojazd – spoko dasz radę. Drogi gminne i powiatowe odśnieżają często, a z krajówkami to już w ogóle nie ma problemu. U nas 300 m drogi własnej potem 500m gminnego asfaltu, 2 km powiatówki i potem 20 km wojewódzkiej i ostatnie 7 km miasto. Ale trasa alternatywna liczy sobie 30 km dwupasmówki (s-ka), 7 km wojewódzkiej i potem już powiatówka, gminna i swoja. Ja też mogę zadzwonić i wziąć urlop (zdalną trzeba zgłaszać 2 dni wcześniej), aczkolwiek przy obecnych zimach, potrzeba wypadnie może 1-2 dni w roku.
          Co do remontu – ma powstać oddzielny blog, poświęcony tylko jemu.
          Pytanie, czy Twój dom jest murowany czy drewniany? Murowany wychładza się wolniej i takoż nagrzewa, bo ściany pełnią rolę akumulatora ciepła. Drewniany – z kolei szybciej się nagrzeje i wolniej stygnie. Dlatego drewnianego bałbym się zostawić nieocieplonego, zwłaszcza gdy wyjeżdżasz do pracy. Przemyśl to ogrzewanie elektryczne z piecami akumulacyjnymi, chyba że zupełnie awaryjnie. Druga taryfa, kiedyś bardzo tania, teraz już wcale taka nie jest. Jeszcze wyjazd do pracy na 9h. Piec bankowo się wtedy włączy, a prąd masz najdroższy właśnie w dzień. Z kolei noc- jak napisałem – odrobinę taniej, lecz nie tanio. Tyle, że rano masz ciepło. Aczkolwiek koszty spore.
          Ocieplenie sufitów i podłóg – minimum rozsądne. Robię dokładnie tak samo.
          Zachowałbym rezerwę wobec oświadczeń właścicieli – bo kiedyś „ciepło w zimie” oznaczało 13 st. C. My wychowani w mieście, uważamy taką temperaturę za dalece niewystarczającą.

          1. Dom murowany. Piec na prąd jest awaryjny, za parę lat zostanę tam sama a jak zachoruję nie chcę musieć wychodzić po drewno. Zresztą zgodnie z polskim prawem kominek nie może być jedynym źródłem ciepła w domu mieszkalnym. Stawiam na zwiększenie masy akumulacyjnej domu. Wszystkie ściany wewnętrzne murowane, zwiększam grubość tynków, kafle na podłogach w łazienkach i korytarzach 1,5cm cementowe, wszelkie blaty granitowe, w łazience zero akrylu tylko porcelana i żeliwo. No i zostawiam polepę na suficie. Ona świetnie akumuluje ciepło. Sam kominek obłożę szamotem i kaflami. Rozkładam remont na dwa etapy. Pierwszy to rzeczy niezbędne do wprowadzenia się. Potem rok mieszkania i adaptacja poddasza oraz korekta wszystkich założeń, które były błędne. Nie chcę niepotrzebnie wkładać kasy w dom, żeby nie przeinwestować. Dom kupiłam po naprawdę korzystnej cenie ale nie spodziewam się jakiegoś znacznego wzrostu cen nieruchomości w tej okolicy.

          2. Widzę, że masz to wszystko przemyślane. Ja w sumie (poza masą akumulacyjną) idę podobną drogą. Najpierw rok pomieszkać, a potem planować najdroższe roboty, które da się odłożyć.
            Co do warunków technicznych i kominka. Nie jest tak, że dotyczą one nowych domów? Czyli w starym na kominku można poprzestać?
            Kupowanie tanio, nie dla wzrostu ma sens. Ponieważ więcej zaoszczędzisz już przy zakupie, nie musisz czekać na zarobek na wartości (może nigdy nie nastąpić). Natomiast 30 km od miasta – mam wrażenie, że będzie drożeć. Miasta (zwłaszcza większe) rozlewają się. Wymaga czasu, ale proces postępuje. 25 lat temu w Lublinie, 7 km od centrum to było daleko, potem 15 km, a teraz 20 km. Pierwsze jaskółki widzę już w swojej okolicy – 27 km od miasta – przy czym w odległości do 1 km od stacji PKP. O Warszawie czytałem, że ludzie wyprowadzają się do mieszkań do 50 km (Grojec, Mszczonów), byle przy dobrej drodze. A domy kupują nawet dalej.
            Natomiast, gdy zostaniesz sama, a to w końcu nieuniknione, piec akumulacyjny zje Ci całą emeryturę. W ogrzewaniu elektrycznym nie ma tajemnic, ani czarów – 100% sprawności, ale wysokie koszty 1 KWh. I przy nieocieplonym domu – faktycznie całkiem sporo. 60 m2, gdybyś uzytkowała tylko parter to ok. 12.000 KWh. Przy dzisiejszych cenach energii – 12.000 zł/rok. 1000 zł/m-c. A przy drewnie byłoby 1800 zł/rok.
            Ja myślę awaryjnie o małej pompie ciepła, bo takie dogrzewanie daje mi sprawność 250% czyli 1 KWh za 0,4 zł.
            Rozważyłbym też koncepcję masy akumulacyjnej. W domach pasywnych stosuje się ją selektywnie, zgodnie z pewnymi zasadami. Kafle -ok, ale tynk? Chyba jednak nieproporcjonalny koszt, chociaż warto policzyć. Ludzie raczej montują kamień na przeciw okien, żeby i w zimie padające promienie słoneczne miało szansę go dogrzać.
            Polepę wyrzucił jeszcze mój Tato, robiąc żelbetowy strop. U Ciebie popytałbym konstruktora, bo robiąc mieszkalne poddasze dociążysz ten strop, jesteś pewna czy wytrzyma? Polepa doskonale tłumi też dźwięki. Niemniej jednak z uwagi na obciążenia, raczej się ją usuwa, zastępując wełną, która izoluje lepiej, a jest lżejsza. W czasie prowizorki (czyli przed zabudową poddasza) rozłożyłbym na stropie 10-20 cm styropianu. Powinien zapobiec ucieczce ciepła.

  2. Gratuluję realizacji planów i podjęcia trudnych ale przemyślanych decyzji.
    Trzymam kciuki za Beatę.
    Serdecznie pozdrawiam.

  3. Oczywiście kibicuję takiemu slow life i trzymam kciuki, żeby było tak dalej. Natomiast wyskoczę z pytaniem, który dotyczy też Beaty. Mam na oku ziemię rolną, 27 arów, ale w innym województwie. Właściciel twierdzi, że można tam sobie postawić budynek nie związany z gruntem. I w ogóle wystąpić o warunki zabudowy, co też on uczyni i sprzeda drożej. Problem polega na tym, że -jak stwierdziła moja siostra, architektka- teraz, jak nie planu zagospodarowania przestrzennego na tym obszarze, to właściwie nie jest możliwe, żeby tą ziemię odrolnić. Dodam, że ani nie mieszkam w tej gminie, ani nie jestem rolnikiem. A domek chcę bardzo mały zbudować. Co o tym sądzisz? Warto w to brnąć, czy unikać?

    1. Opowieść o „budynku niezwiązanym z gruntem” to historia z brodą. Obecnie obiekt budowlany (budynek, budowla) wcale nie musi być związany z gruntem (nie jest to element definicji). Stąd zakup ziemi rolnej celem jej zabudowy uważam za kiepski pomysł, nawet jeśi kupimy tanio. Lepsza działka rekreacyjna, usługowo-mieszkalna, siedliskowa itp. niż całkiem rolna.
      Dzisiaj po szale z planami ogólnymi wszyscy występują o warunki zabudowy – co nie znaczy, że je dostaną. Siostra ma absolutną rację. Zresztą odrolnienie a zabudowa (i to tego co chcesz tam wznieść) – dwie różne rzeczy. Dlatego unikać.

  4. Odrolnienie to problem przy klasie gleby III i wyżej, przynajmniej w moim powiecie. Ale problemem, przy braku decyzji o warunkach zabudowy, jest wejście w życie planów ogólnych dla gmin. Na moim terenie wiele działek zostanie wykluczonych z zabudowy. Urzędy nie wyrabiają z ilością wniosków o wzizt, każdy chce zdażyć przed.

  5. Tynk kosztować mnie będzie tyle co wapno. Piasek i robocizna własna :). Myślałam o pompie powietrze-powietrze, ale to tylko wtedy gdy zostanie mi kasa. Pamiętaj moje założenie to własny dom bez zadłużenia a oszczędności mam mało, ponad połowę roboty będę robić własnoręcznie. Na dzisiejszy dzień piec akumulacyjny trójfazowy kosztować mnie będzie ok.3000zł. Jak się nie sprawdzi, to przed emeryturą go wymienię na pompę powietrzną. Miejsce oraz podłączenie wybrałam takie by małą jednostkę dało się zainstalować bez większego remontu. Polepa i strop bez problemów wytrzyma te kilka osób i parę lekkich mebli, jest solidny, składowano tam zboże 1,5metrową warstwą :).nawet jeszcze trochę go nadal tam jest. Łazienki na górze nie planuję a ona rzeczywiście potrafi go obciążyć. Nawet podłogi zostają te same, to fantastyczne szerokie dechy. Lubię stare domy, wychowałam się w takim i chcę zachować wiele elementów rustykalnych. To czego się boję to po pierwsze czy starczy mi sił fizycznych a po drugie ” efektu śrubki”. Wszystkie duże rzeczy przeliczyłam, skonsultowałam ceny usług, dodałam 20procent na niespodzianki ale i tak boję się rozwalenia budżetu przez tzw. pierdoły.

    1. Ambitna jesteś, mało kto podejmuje się samodzielnego tynkowania. Pompa powietrzna (a w zasadzie klimatyzator inweretowy) kosztuje 8000-9000 zł, a spali prądu 40% tego co grzejnik akumulacyjny. Plus klima w starym domu dodatkowo go osusza.
      Efekt śrubki może zadziałać. Większość zakłada budżet o 50% większy niż pierwotnie planowano, a mimo tego – braknie. U Ciebie odejdzie ryzyko robocizny, jeśli robisz sama.

      1. Skłoniłeś mnie jednak do ponownego rozważenia tego alternatywnego ogrzewania. 🙂 muszę poszukać w realu kogoś kto taki klimatyzator użytkuje jako źródło ogrzewania.

        1. Sam przez wiele lat korzystałem z ogrzewania elektrycznego – konwektorów, zarówno w mieszkaniu użytkowanym stale jak i czasowo (góry). W obu przypadkach rozważałem też piece akumulacyjne z dynamicznym rozładowywaniem, które z kolei funkcjonowały u sąsiada. Było to w czasach taniego prądu (1 KWh w II taryfie kosztowała 23 grosze, a potem 40 groszy). I konwektory zwyciężyły grzejnik akumulacyjny. Postaram się zrobić z tematu oddzielny wpis.

Skomentuj Beata Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *