Bykowe – czy Marek Jakubiak ma rację?

Jak pewnie zauważyliście, zazwyczaj jadę po autorach różnych wypowiedzi do prasy, a szczególnie po tzw. konserwatystach. Tym razem będzie podobnie. Pomysł z „bykowym” – „podatkiem od braku dzieci” zasługuje na oddzielny wpis.

Zacznijmy od definicji tzw. konserwatysty. Otóż najczęściej jest to osoba, który głosi wartości uznawane za tradycyjne i chciałby, aby wszyscy je wyznawali, a sam żyje zupełnie inaczej. Przykłady można mnożyć: Marta Kaczyńska, Dominika Chorosińska, Jarosław Gowin, prof. Marcin Matczak i właśnie cały zestaw postaci z Konfederacji oraz Kukiz’15, PSL-u, a nawet prawego skrzydła PO. Marek Jakubiak to jeden z nich.

Gość, prezentujący się jako antykomunista, wolnościowiec, przedsiębiorca domaga się … podniesienia podatków. Oczywiście, nie tylko to pozwala zaklasyfikować go jako tzw. konserwatystę. Bohater dzisiejszego wpisu, grzmiący o upadku wartości opartych o katolicyzm,, ma bowiem dwie żony (rozwodnik), a do wojska poszedł… na początku lat 80-tych XXw.

Ale wróćmy do bykowego. Oznacza dodatkowy podatek od nieposiadania dzieci, naliczany w pewnym wieku, singlom, parom, a nawet małżonkom.

Pierwszy temat – pomysł na bykowe pojawił się już za rządów Gomułki, funkcjonował przez pewien czas i został wycofany. Dlaczego? Ponieważ skłaniał do kombinowania, a nie do posiadania dzieci. I tu główny zarzut – bykowe nie spowoduje wzrostu urodzin. Dlaczego? Ponieważ bodziec okaże się zbyt słaby. Wychowanie dziecka pochłania średnio ok. 20 tys. zł rocznie w wersji minimum (publiczna szkoła, bezpłatne studia o opieka medyczna, nie liczymy kosztów większego mieszkania, opiekunek, korepetycji, a tylko jedzenie, ubranie, naukę), w rzeczywistości w klasie średniej 2-3 razy więcej (40-60 tys. zł rocznie), a doliczając wysłanie w świat (wesele, wkład na mieszkanie, płatne studia) – nawet 100 tys. zł/rok. Żeby zrównoważyć wydatki na dziecko, podatek dochodowy musiałby zostać określony na bardzo wysokim poziomie (40% zamiast 12%, lub 60% zamiast 32%), co nie ma sensu i nikt tak nie zrobi.

Drugi – nieposiadanie dziecka w dzisiejszych czasach, nie zawsze oznacza świadomą decyzję. Ok. 25% par nie może mieć potomka z przyczyn biologicznych. Zmuszanie ich do adopcji niczego nie zmieni, ponieważ dzietność nie wzrośnie, a dodatkowo jest nieludzkie. Do tego dochodzi pewna liczba singli (10-20%), którzy żyją sami. Dlaczego mieliby być karani za nieznalezienie drugiej połówki?

Trzeci – głównym powodem spadku dzietności (co wyszło już przy 500+) wydaje się być ograniczenie się do jednego dziecka. I w tym wypadku, bykowe nie zadziała. Po co więc wprowadzać takie regulacje?

Czwarty – bykowe jako dodatkowy procent podatku dochodowego od osób fizycznych, dość łatwo obejść. Nie osiągać legalnego dochodu. Zarabiać tam, gdzie zwyżka nie wystąpi (np. za pomocą spółki, fundacji, rolnictwa, najmu), albo opodatkować się ryczałtem lub liniowo. Wreszcie zatrudnić się w innym państwie z umową o unikaniu podwójnego opodatkowania. Pamiętacie „brytyjski ZUS” dla mikroprzedsiębiorców?

Piąty – jak typowy Polak mam alergię na wszelkie próby meblowania życia za pomocą bodźców podatkowych. Pieniądze z bykowego nie pójdą na dzieci (żłobki, leczenie itp.) lecz wpadną do wspólnego wora, jak podatek drogowy zawarty w paliwie. Posłowie, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, dadzą sobie podwyżki i po kasie.

Dlatego jestem przeciw kolejnemu głupiemu pomysłowi tego seryjnego kandydata na prezydenta.

14 komentarzy do “Bykowe – czy Marek Jakubiak ma rację?”

  1. Europejskie podatki dawno przekroczyły rozsądny poziom.
    Ogarniasz temat zdecydowanie perfekcyjnie, lepiej ode mnie, więc nie będę tutaj przeprowadzał wyliczeń, ale nawet w Polsce z zarobionych 100 jednostek, jak odliczysz podatki, składki, dalej koszyk zakupowy ( czyli zawsze Vat i często akcyza) to pewnie zostaje mniej niż 50% dochodu.
    Tak szczerze- doskonale rozumiem podejście o ograniczaniu pracy ( i nawet dochodów powyżej pewnego poziomu), bo od pewnego pułapu zbyt dużo oddajemy. A otrzymujemy od państwa- za to co oddajemy -zdecydowanie zbyt mało, a z pewnością nie takiej jakości jakiej chcielibyśmy.

    1. Masz rację – zostaje mniej niż 50%. Podatki (i składki) są ogromne, chociaż nierównomiernie rozłożone. Tymczasem ZUS znalazł sobie nowego chłopca do bicia – wreszcie ujawniono sławetny raport dotyczący samozatrudnionych. Wszystko robione przez naukowców, chociaż pod tezę. Rozprawię się z nim we wpisie, bo dokument liczy 70 stron.

  2. Hej, kolejny wpis uświadamiający jakie są zapędy naszych władz. I dobrze bo o tym trzeba rozmawiać. Fajnie było by gdybyś właśnie kiedyś zrobił taki wpis ile tak naprawdę nam zostaje z naszych wypłat przy różnych progach podatkowych i po odjęciu wszystkich podatków, danin, akcyz… Tak żeby można było realnie zobaczyć jaki procent szczegółowo zostaje nam w kieszeni z naszych zarobków. I super jeśli we wpisie pojawiłyby się wskazówki jak tego unikać. Wiem, że już pisałeś o KRUS, zmianie opodatkowania, DG i tak dalej ale jeden wpis łączący te wszystkie zagadnienia to było by coś świetnego!

    1. Zrobię z tego serię, w jednym wpisie nie mam szans się zmieścić. Za kilka dni zdemaskuję raport ZUS. Prezes Uścińska z PiS zleciła go Polskiej Sieci Ekonomii, a w rzeczywistości – politologowi i prawnikowi, a oni koncertowo dali ciała. Nóż się w kieszeni otwiera, na co idą publiczne pieniądze. Tego gniota chciał utajnić prezes Derdziuk, ale w końcu, przyciśnięty przez dziennikarzy ujawnił. I wtedy zaczynają się prawdziwe jaja.

  3. Ale widocznie jeszcze za mało, według dr. :

    hab.:https://www.money.pl/podatki/polacy-o-najwyzszych-dochodach-powinni-placic-wyzsze-podatki-oto-powody-opinia-7117418147728160a.html

    Naprawdę tacy ludzie, którzy pewnie nigdy nie podejmowali ryzyka inwestycyjnego, biznesowego uważają, że po zwiększeniu podatków ludziom ambitnym będzie się chciało pracować? Zarabiasz 20 000 zł miesięcznie, płacisz np. 20% podatków, zostaje 16 000. Ok. Zarabiasz 40 000 płacisz 40% od nadwyżki powyżej 20 000 zł zostaje 28 000 netto. Warto harować znacznie intensywniej? A co w przypadku hipotetycznego progu 50% od nadwyżki np. powyżej 40 000 zł? Opłaca się? Mam mieszane uczucia. Zbieżne z autorem bloga w tym przypadku.

    1. Gdy się przeczyta komentarze pod zalinkowanym artykułem – serce rośnie, bo duch w narodzie nie ginie. Otóż, jak wielokrotnie pisałem, podniesienie podatków osobom o dochodzie ok. 20 tys. zł/m-c uderzy w klasę średnią utrzymującą się z pracy, a nie w bogatych. Ci płacą niskie podatki ponieważ:
      – nie podlegają pod ZUS,
      – korzystają z CIT, ryczałtów itp. a nie zwykłego progresywnego PIT-u.
      Pan profesor nie wie o czym mówi (podobnie jak autorzy „tajnego raportu ZUS” nt. „dobrowolnego ubóstwa” przedsiębiorców – politolog związana z Krytyką Polityczną i prawnik). Trochę smutno czyta się badania naukowe, oparte o całkowicie absurdalne założenia. Już teraz praca etatowa kompletnie się nie kalkuluje, a wykonuje ją większość klasy średniej.
      Tym bardziej zasmucił mnie przedsiębiorca-Jakubiak, który powinien rozumieć zależności.

      1. Doktor habilitowany, nie profesor.
        Tak dla porządku.
        Pełna zgoda- ludzie o dużych dochodach, nawet ” pracujący” jak lekarze, informatycy są na ryczałcie. Dla lekarzy to chyba 14% plus składki zdrowotne co w praktyce łącznie pewnie nie przekracza 17-18%. Żyć nie umierać.

        1. No tak, przeczytałem w tekście grzecznościowe „prof.”, a niżej faktycznie jet „dr hab.”
          Na ryczałcie są też wynajmujący nieruchomości, podatnicy tzw. podatku Belki czyli żyjący z kapitału. Najłatwiej złapać szaraka, strasznie mnie to złości.
          Dziennikarze rzucili się na ten raport ZUS-u jak prawdę objawioną, bo sygnowany „Polska Sieć Ekonomii” a napisała go politolog z prawnikiem. Dane statystyczne spod dużego palca, pardon, wybrane przez ZUS, a błędy – aż zęby bolą. Jak ZUS mógł odebrać coś takiego (i zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych), w czym stoi jak wół, że podstawą wniosków są znane informacje o dochodach drobnego wycinka przedsiębiorców (2022 rok, 2400 osób urodzonych w latach 1975-85).

          1. Nie uważam akurat, żeby kapitał wypracowany i już podczas pracy na niego obciążony podatkami miałby być drugi raz grubo opodatkowany.
            Pamiętaj, że ryczałt przy mieszkaniach to jest zdecydowanie wyższy podatek, bo nie odliczasz np. kosztów remontów.
            Co do opodatkowania dochodów z kapitału (19%) jako dywidendy, odsetki od lokat, pożyczek, obligacji, dochodów z papierów wartościowych-uważam, że obecny podatek jest zbyt wysoki- biorąc pod uwagę, że Polacy na razie tylko dobrze zarabiają a nie mają jeszcze takich oszczędności jak kraje zachodu. Ba, mamy mniejsze oszczędności od Czechów, Greków, Węgrów. Więc wysokie opodatkowanie dochodów z kapitału nigdy nie pozwoli nam się wzbogacić. Do tego od tego kapitału- co jeszcze raz podkreślę- zostały już zapłacone podatki podczas jego budowania.

          2. Ależ ja nie jestem Marek Jakubiak – zmniejszmy opodatkowanie pracy, zamiast zwiększać kapitału. Podtrzymuję jednak – 8,5%-19% od kapitału, a ponad 50% pracy to woła o pomstę do nieba i należy to traktować w kategoriach łupienia tego, kto nie może się bronić.
            Nie zgodzę się jednak z twierdzeniem, że cały kapitał był już opodatkowany w trakcie jego budowania. Jestem tego najlepszym przykładem: wzrost wartości nieruchomości, odsetki sprzed podatku Belki. I jeszcze wszyscy ci odzyskujący mienie przedwojenne, darowizny po rodzinie przedmiotów kupionych, gdy o podatku dochodowym, a tym bardziej VAT nikt nie słyszał.

  4. Dokładnie- zmniejszmy opodatkowanie pracy, ściągajmy podatki od globalnych koncernów- szczególnie amerykańskich „wirtualnych nakładek” na prawdziwe biznesy ( booking, uber, pyszne – nie wiem czy jest amerykańskie akurat), które kasują duże prowizje i zarabiają na lenistwie np. szukających noclegów. Btw, często mail lub telefon do hotelu, albo nawet odwiedzenie bezpośredniej www hotelu i okazuje się, że booking jest droższy. Podobnie z telefonem do restauracji.
    A od zwiększenia opodatkowania kapitału, nieruchomości ( zysku z najmu jak i podatku katastralnego) ręce władzy precz. :-). Bo społeczeństwo utnie tą rękę w końcu.

    1. Wirtualne nakładki na biznes mają jeszcze jedną broń – księgowych. Nie wiem czy wiecie, ale polskie spółki płacą do centrali wielkie kwoty tytułem „opłat od znaku towarowego”, tym samym generując koszt i nie płacąc podatków. Ale za nich się nie wzięli, chcą wycisnąć średniaka.

      1. Niestety.. wiemy.
        Zawsze było jakieś Imperium Rzymskie, posłuszne peryferia i ” dzikie ludy” przeciwko którym kierowano ekspedycje legionów.
        Mijają lata i nic się nie zmienia:-).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *