Auto na CNG. Czy może się opłacać?

Mój kumpel i dostawca samochodów zaoferował mi niedawno zamianę Kony Electric na Audi A4 z silnikiem 2.0 TFSI z fabryczną instalacją CNG (gazu ziemnego) zwany G-tron. Miał on stanowić alternatywę dla LPG, ale nie do końca wyszło. O ile pomysł chwycił we Włoszech i Niemczech, o tyle w Polsce powstało niespełna 30 stacji, firmowanych przez PGNiG. Jedna w moim mieście.

Z zasady pomysł pojazdu, który spala, przy dobrych osiągach (170 KM) – 5 l CNG miał sens. Audi miało naprawdę atrakcyjną cenę (99 tys. zł za 2019 r. i przebieg niespełna 39 tys. km). Wóz przez rok stał, bo nikt nie chciał go wziąć. Po przyjrzeniu się sprawie, wiem dlaczego.

Zasięg nie wydawał się problemem. Łączny benzyna i CNG wynosił ok. 900 km (samo CNG prawie 500 km). Nie ma co porównywać z elektrykiem. Tu jest lepiej.

Wersja wyposażeniowa nie najlepsza, ale i nie najgorsza. Wprawdzie brak skóry, elektronicznego kokpitu, są wygodne fotele (odpowiednik ergoComfort w Passacie), DSG (mokre), nawigacja, tempomat, dwustrefowa klima, czujniki parkowania i parę bajerów (w tym elektryczna klapa bagażnika). Cena atrakcyjna – za 99 tys. zł mogłem kupić co najwyżej „amerykana” z benzyną.

O ile gaz ziemny w kuchenkach kosztuje ok. 3-4 zł za m3, o tyle ten do zasilania aut kosztuje …. 10 zł za m3 (czyli ok. 0,8 kg). Jeśli trzymać się danych fabrycznych, spalanie 4,1 kg/100 km kosztowałoby mnie ok. 50 zł. Byłby to odpowiednik:

  • 8 litrów benzyny lub diesla,
  • 16 litrów LPG,
  • 20 KWh prądu z komercyjnej ładowarki.

Do tego butle zmniejszały bagażnik do 425 litrów. No cóż, za tę cenę wolałbym kupić używaną Camry w hybrydzie i mieć większą wygodę (kufer też) przy koszcie 100 km na poziomie 21 zł. Ale warto było sprawdzić temat.

33 komentarze do “Auto na CNG. Czy może się opłacać?”

  1. 50 zl/100km to nie tragedia, wziawszy pod uwage,ze masz jeszcze benzyne awaryjnie, czego w elektryku nie ma.
    10 zl/kg gazu prawdopodobnie bierze sie stad,ze taki gaz musi byc silnie sprezony, plus rzecz jasna dodatek Obajtka 🙂

    1. …bajery sa akurat dla mnie bez znaczenia, wolalbym ich nie miec a w zamian wyzsza sprawnosc auta.Ale takiego wyboru nie ma 😀

      1. No właśnie. Każdemu według potrzeb. Teraz nawet LR czy Dacia to już nie są proste auta. Wszędzie elektronika. Nie masz wyboru.

        1. Ostatnie moje auto pozbawione elektroniki-poza sterowaniem zaplonem i wtryskami-to jeep cherokee 4,0 z 1993r.Ale mial samodiagnostyke awarii.Siedzenia szyby.lusterka-wszystko recznie sterowane.
          Czy nowy wrangler albo LR seria maja elektronike i ile-nie wiem, ale powinny miec minimum.

          1. No moje ostatnie, to był Fiat Uno – też rocznik 1993. Silnik jeszcze gaźnikowy. Nawet Dacia Logan z 2006 r. miała już np. wskaźnik poziomu paliwa na wyświetlaczu i oczywiście wtryski.

    2. Na pewno te 10 zł/kg wynika z konieczności utrzymania infrastruktury, dość rzadko wykorzystywanej. Obajtek bankowo zarabia. Co do kosztów 50 zł/100 km przy cenie LPG, ropy i spalaniu diesla/gazowca, okazuje się bez sensu. A mamy jeszcze ryzyko drogich napraw. Będzie artykuł w lutym o kosztach paliwa za pół roku, do mojego elektryka. Tutaj powiem krótko – od 3 września do 14 grudnia tego roku, nie zapłaciłem ani złotówki za prąd do Kony, bo nie jechałem w trasie. W tym czasie zrobiłem jakieś 2000 km. Jeśli wezmę pod uwagę wyjazdy, to od końca sierpnia do dzisiaj, prąd kosztował mnie ok. 100 zł na dystansie 3000 km. Uważam, że całkiem nieźle. Na CNG przejechałbym 200 km.

      1. Tak, darmowa jazda to niespelniony sen kazdego kierowcy.
        Ale tak jest na razie i pod wieloma warunkami.Nie mamy zadnej pewnosci,ze kiedys rzad nie opodatkuje nawet domowego pradu do aut.Z benzyna i ON moze to samo zrobic,ale tu jest problem,ze wtedy odczuje to cala gospodarka w kosztach transportu.

        1. Może opodatkować. Tylko będzie miał problem z naliczaniem. Ponieważ prąd własnej produkcji to ten on grid – łatwo mierzalny oraz off grid w różnych wariantach. Od agregatu prądotwórczego przez termoeletrykę do turbin wiatrowych, FV czy małych turbin wodnych. Opodatkować go, to tak jakby kazać mi płacić VAT od warzyw z własnego ogródka.
          Poniekąd płacę go zresztą – bo VAT naliczono od wszystkich środków produkcji: glebogryzarki, paliwa do niej, sadzonek (tych kupionych w sklepie), czy wreszcie rękawic.
          Dlatego – darmowa jazda – tylko rowerem.

          1. Zgadza sie.

            Szczerze-mysle,ze auta na prad szerzej nie przyjma sie, zastapia je wodorowe.I tu latwo sciagnac podatek-tak jak przy tradycyjnym paliwie.

            Ale co bedzie tego nie wiedza najstarsi gorale 🙂

    1. Dziękuję za życzenia w imieniu swoim i Czytelników. Ze swojej strony Wam także życzę zdrowia (bo ono najważniejsze), realizacji wszystkich planów (w tym, rzecz jasna – finansowych) w 2024 r., oraz możliwości życia, tak jak chcecie, bez nacisku systemu. Niech Wam się darzy.

      1. Dlaczego hybridair nie powstał? Nie wiem. To auto miało spalać 3 l/100 km. Przypuszczam szereg problemów technicznych i niewielki zysk. Corolla pali ok. 3.5 l/100 km, po drogach 20 lat temu jeździł Volskwagen Lupo 3L z identycznym zapotrzebowaniem na ropę. Więc te 3l/100km – żadna rewelacja. Moim zdaniem rozwiązaniem problemu wydaje się zmiana nawyków i technologia hybrydowa. Zerowa emisja to utopia. Bardzo droga utopia.
        Widzę to po zużyciu ciepła przez dom. Zmniejszenie o połowę, w bardzo starym domu – całkiem realne (okna, drzwi, ocieplenie ścian i stropu). W takim jak mój – już potwornie kosztowne (docieplenie piwnicy, podłóg, zmiana instalacji i kotła, ponowna wymiana okien). I zysk znacznie mniejszy. Bo z pierwotnych 300 KWh/m2 schodziliśmy w pierwszym etapie do 150 KWh/ m2, a teraz byłoby 75 KWh/m2

    1. Pomiędzy wynalezieniem rozwiązania (nie jakieś skomplikowane – magazynowanie dwutlenku węgla, celem jego dalszej sprzedaży), a praktycznym, masowym zastosowaniem długa droga. W międzyczasie trzeba rozwiązać problemy praktyczne. Kto ten CO2 odbierze i w jaki sposób? Ile podniesie to wagę pojazdu (zbiornik, przewody, sam gaz w zbiorniku) i z czego zrezygnować (objętość)? I wreszcie fundamentalne – co z innymi gazami i zanieczyszczeniami (pyły, tlenki azotu itp.)?

      1. Daliśmy sobie wmówić, że dwutlenek węgla powoduje zmiany klimatyczne, a zmniejszona emisja je odwróci. Tymczasem nie ma, żadnych poważnych badań na ten temat. Przypominam sobie też teorię tzw. peak oil’u wg. której zapasy ropy miały już dawno się wyczerpać, co dało impuls do poszukiwań alternatywnych źródeł energii, tymczasem ropy jest nadal w bród, są też inne paliwa kopalne, kończy się jedynie cierpliwość twórców tych teorii.

        1. Obecnie samochód dość oszczędny emituje 160 g CO2 na 1km. Jeśli przeciętne auto przejeżdża 10.000 mamy już 1,6 tony/rok. Krowa emituje 2 tony. Człowiek (najbiedniejszy, małokonsumpcyjny) 1.4 tony. Liczba ludzi na Ziemi jest znacznie większa niż aut i taki też przyrost (w ciągu 100 lat ok. +6 mld ludzi, a samochodów ok. + 1,3 mld). Więc mnożenie się mieszkańców krajów biednych, ma większy wpływ na produkcję CO2 niż auta (bo w ich przypadku jednostkowa emisja CO2 maleje).
          Co do wpływu CO2 na efekt cieplarniany. On jest realny. To nie są żadne teorie. Potwierdza je PAN
          Natomiast zmniejszona emisja nie odwróci zmian, może je co najwyżej spowolnić.

          1. W linku jedyny konkret stanowi punkt 2. Nie jest to z całą pewnością wyczerpujące wyjaśnienie, ani tym bardziej dowód. Lepiej przybliża problem przewodniczący Komitetu Badań Kosmicznych i Satelitarnych PAN, prof. Wolański : też PAN

          1. Jan, była też naukowa teoria (maltuzjanizm), modna pod koniec XIX w., przekonująca, że wzrost liczby ludności do 1 miliarda spowoduje wyczerpanie zapasów żywności na całym świecie. A obecnie jest nas 8 miliardów i jemy kanapki z szynką.

          2. Akurat w maltuzjanizmie nie przewidziano jednej, istotnej zmiennej – drastycznego wzrostu produkcji żywności. Niestety, za ilością nie poszła jakość, stąd tacy ludzie, jak my, produkują własne jedzenie, bo przemysłowe powoduje wiele chorób.
            W przypadku zmian klimatu, też zmiennych jest sporo. Aczkolwiek działalność człowieka ma istotny charakter. Niekoniecznie w Europie i to główny błąd Fit for 55.

      2. Na pewno, natomiast wymienione przez Ciebie problemy nie utrudniaja i (chyba) nie podrażają eksploatacji auta,a w istocie tylko to ma znaczenie.

        1. Do 20.29. Istotnie cena ma znaczenie. Gdyby jednak odpowiadała za 100% decyzji mielibyśmy na drogach wyłącznie auta LPG, ponieważ globalnie są najtańsze i ekologiczne. A połączenie hybrydy z gazem (Prius, Corolla + LPG) całkiem bezkonkurencyjne. Nawet w kapitalizmie jednak droższe rozwiązanie wypiera tańsze. Teoretycznie mamy na rynku auto LPG w każdej klasie popularnej, a wśród używek znajdziemy i auta luksusowe. I co? 14% ma LPG. Diesli jest 31% a benzynowych 51%.

          1. Mysle,ze za taki stan odpowiada schematyczne myslenie oraz irracjonalne przywiazanie do „dieselkow”, rodem chyba jeszcze z czasow wyjazdow do bauera na saksy.Bo innego logicznego wytlumaczenia nie ma (psucie silnikow na lpg to bzdura,chyba,ze ktos reguluje oszczednosciowo i wypala zawory), plus lpg jest ekologiczne.

          2. W klasach najbardziej popularnych i współczesnych aut (nowe i prawie nowe) diesel wygrywa coraz mniej. W ruchu podmiejskim osiągi turbobenzyny/hybrydy są porównywalne, a koszty paliwa znośne i nie usprawiedliwiają takiej różnicy w cenie zakupu. Różnica na korzyść ropniaków występuje tylko w ruchu autostradowym i miejskim (tutaj do czasu pierwszych napraw diesla).W tej opcji gaz prawie nie występuje (największe obecnie modele „do LPG” to Hyundai Elantra 1.6, oraz Dacia Jogger i Duster). Nie każdy chce auta 10+, gdzie wybór staje się większy.

          3. Do 5.58: tak,ale to wlasnie zalezy od zalozen.jesli chcemy auto nowe lub prawie, stosunkowo malo spalakace (czyli zaturbione) i z wysoka moca, to mamy taki wynik jak piszesz.Jednak ceną tych cech jest spora awaryjnosc juz od dosc niskiego przebiegu od nowosci.
            Jesli przewartosciujemy rozumowanie i zrezygnujemy ze spalania typu 5l/100km i mocy typu 230KM z litra, to otwiera sie cala gama wiekszych silnikow bez turbin, spalajacych wiecej,ale duzo mniej awaryjnych.Nigdy nie przeliczalem,ale prawdopodobnie koszty napraw czy nawet wymiany silnika 1,0 w ciagu przebiegu np. 1 mln km (pewnie naprawa glowna-szlif silnika lub wymiana-co jakies 300kkm, czyli ze 3 razy do tego 1 mln km) moga wyrownac czy nawet przekroczyc oszczednosci na spalaniu w porownaniu do np. 5,0 V8 tez w przebiegu 1 mln km, bo V8 napraw po prostu nie potrzebuje poza normalna eksploatacja (olej, swiece, filtry pow,paliwa,oleju) , moze ewentualnie raz wymiana łancucha rozrzadu za cirka 2k zl.

            Oczywiscie to kwestia indywidualnych doswiadczen z autami i stad sie biora takie czy inne decyzje zakupowe.

          4. Masz rację z trwałością. Jednak większość konsumentów nie zakłada ani przebiegów 1 mln km, ani nawet połowę tej wartości. Średni przebieg w PL wynosi 10 tys. km/rok a ludzie trzymają auta 5-10 lat.
            Trwałość znanych mi silników uturbionych, wysilonych (pow. 100 KM/1 l) wynosi, jak wskazują testy 300 tys. km. Wcześniej pada osprzęt (skrzynie dwusprzęgłowe, wtryski, turbo, EGR-y). Czyli przeciętny konsument nie doczeka tego czasu. Firma też nie, bo sprzeda przy 200 tys. km (choć widziałem Fabię 1.0 z 0,5 mln km, nie wiem co w niej robiono). A taki 5.0 będzie miał na starcie 200-300 tys. km i możliwość awarii: zawieszenia, amorków, czy korozji (bo żyje już 10-15 lat). To są auta dla amatorów. Już prędzej pomyślałbym o Elantrze 1.6, czy Camry Hybrid (tu nie zamontujesz gazu, ale pali 5l/100km pomimo silnika 2.5).

Skomentuj Oszczędny Milioner Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *