Koniec sezonu. Podsumowanie zbiorów ogrodniczych.

Ten rok początkowo wydawał mi się średni. Dosyć późno wszedłem w sezon. Pomidory/ogórki/cukinię posadziłem pod koniec maja, a fasolkę w… lipcu. Jednak pogoda okazała się łaskawa. W efekcie zebrałem:

  • 66 kg jabłek,
  • 59 kg cukinii,
  • 54 kg ogórków
  • 52 kg orzechów włoskich,
  • 20 kg czereśni,
  • 17 kg truskawek,
  • 15 kg pomidorów,
  • 10 kg buraków,
  • 4 kg maliny,
  • 3 kg morwy białej,
  • 3 kg białych winogron,
  • 3 kg jeżyny
  • 1,2 kg poziomek,
  • 1 kg wiśni,
  • oraz szczaw, rukolę, sałatę, szczypior, słonecznika i koper, których nie ważyłem.

Łączna waga plonów wyniosła 308 kg.  Część zjedzono od razu, część przetworzono (tu rola mojej żony) i w efekcie mamy pełną spiżarkę i… jeszcze ambitniejsze plany na kolejne lata.

W tym miejscu trzeba podkreślić to, o czym piszą w moim ulubionym „Działkowcu” – po blisko 20. latach przerwy (ostatnie takie artykuły widziałem w 2004 r.) – własna działka, wobec drożyzny, staje się ważnym źródłem zaopatrzenia mieszkańców miast, i szansą na zdrowe odżywianie. I kiedy zobaczyłem ceny regularne (np. 30 zł za kg malin, 10-20 zł za czereśnie i 12 zł za kg orzechów w łupinach (30 zł/kg łuskane), w ogóle się nie dziwię.

Ja dodaję do tego jeszcze zakupy na giełdzie ogrodniczej. Ostatnio za 40 kg ziemniaków, 20 kg cebuli, 10 kg marchwi, 2 kapusty, 2 kalafiory, 2 kapusty pekińskie, 1 kg papryczek chili, 10 główek czosnku zapłaciłem 160 zł. Ale cebula i czosnek wybitnie mi się nie udają (mokra, ciężka ziemia).  Kapustne (brokuł, kalafior, kapusta) zżera jakieś świństwo (a pryskać nie chcę). Ziemniaki po wielu próbach uznałem za nieopłacalne, bo powodują zniszczenie całego plonu pomidorów.  W tym roku ziemniaków  nie sadziłem i pomidory zebrałem (po raz pierwszy od lat).

W przyszłym roku startuję z grządkami podwyższonymi, szklarenką i szeregiem roślin ciepłolubnych. Może zjem własne arbuzy? W końcu pogodę mamy jak na południu.

77 przemyśleń nt. „Koniec sezonu. Podsumowanie zbiorów ogrodniczych.”

  1. Bardzo ladnie i podziwiam,ze Ci sie chce.Masz zadatki na preppersa 🙂 , a wlasciwie to juz jestes, bo masz sporo zrobione w temacie przygotowan do SHTF (katastrofy jakiegokolwiek pochodzenia).
    Problem-nie da sie u nas legalnie kupic broni.
    Mozna nielegalnie, bo lepiej siedziec niz byc martwym (szczegolnie,ze w czasie SHTF malo prawdopodobne jest dzialanie policji). Ale troche trzeba poszukac i wiecej zaplacic.
    Czarnoprochowiec-zastanawialem sie, ale rozne opinie mowia,ze moze w chwili najwiekszej potrzeby nie wypalic-zawilgocony proch.Poza tym proch trzeba kupowac w Czechach.Majac na wzgledzie watpliwa skutecznosc i klopotliwa obsluge z klopotliwym zaopatrzeniem-nie warto.
    A w juesej u siostry kupuje sie giwere w Wallmarcie 😀 jak chleb czy mleko.Nie wiem czy sa pozwolenia,ale nic nie pisala.

    1. O broni strzeleckiej nie myślałem. Może dlatego, że wada wzroku uniemożliwiałaby mi celowanie, o ile nie posiadałbym celownika optycznego. Poza tym, o jakiej sytuacji mówimy? W czasie wojny czarnoprochowiec to żadna broń. Tylko rozjuszy wrogiego żołnierza, wyposażonego w broń automatyczną, nie mówiąc o czołgu, granacie. Może lepiej nauczyć się rzucania nożem? Użycia lassa? Zrobić jakieś pułapki?
      Zamieszki. Tu faktycznie lepsza broń strzelecka, niż biała. Zresztą wadą broni dostępnej legalnie jest brak powtarzalności, wystrzelisz max. kilka pocisków i musisz przeładować.

      1. Nie chodzi o regularna wojne,ale o kryzys/katastrofe. Kiedy powszechne zwyczaje i prawa przestaja dzialac a zaczynaja dzialac instynkty zwierzece u ludzi.Tworza sie zbrojne grupy bandyckie napadajace innych dla zywnosci, sprzetu, kobiet.

        1. Tak. Wtedy to ma sens. Ale faktycznie raczej Kałach niż czarnoprochowiec, bo tym nie strzelisz serią. I trafić łatwiej.

      2. Ak 47 dosc popularny i tani, na pewno da sie kupic, pczywiscie nielegalnie.Kiedys byly na Stadionie Dziesieciolecia, teraz pewnie darknet.Kiedys widzialem oferte za bodaj $700,ale nie pamietam gdzie to bylo, moze zagranica.

        1. Na nielegalne posiadanie broni nie mogę sobie pozwolić, musiałbym dostać papier i… pewnie dostałbym. Teraz najłatwiej przez strzelnicę.

          1. Tak, wiem,ale przez strzelnice tylko bron sportowa.I nie wiem czy mozna trzymac w domu.Zawsze to cos,ale taka .22 niewiele lepsza od dobrej wiatrowki.

  2. Nie na temat:
    Nizej opinia mojego brata n/t petycji do rady miasta (pytalem czy podpisze petycje i niewprowadzanie ograniczen dla aut spalinowych w KRK):
    „Nie lubię pisać protestów, kiedyś pisałem. Później byłem zasypywany ofertami i spamem. Pisanie ciągle żądań o wykasowanie do administorów danych osobowych to spora strata czasu.
    Odbiorcy protestów nie są głupi i dobrze wiedzą, że liczba nie przekłada się w jakość. Strona przeciwna też mogłaby przesłać dziesiątki tysięcy oświadczeń. Nie robi tego, bo nikt nie zorganizował akcji. Odbiorcy (urząd miasta) to wiedzą i mają gdzieś te protesty.”

    Pewnie niestety ma racje.
    Ale i tak wyslalem.

    1. Pomysł zakazu aut spalinowych w Krakowie, osobiście mnie nie dotyczy, ale uważam za chybiony. Spowoduje całkowity paraliż miasta, a przede wszystkim tkanki okołomiejskiej. Przecież mnóstwo ludzi dojeżdża z okolicznych wsi i miasteczek, a kolej nie wszędzie istnieje (autobus dieslowski, też nie wjedzie). Co z transportem tirami?
      Wydaje mi się, że Majchrowski już całkiem odfrunął. Ja rozumiem walkę ze smogiem, ale przecież są inne metody.

      1. Oczywiscie, ze odfrunal i to daleko,ale jego wymysly odbija sie na ludnosci. Moze nie przejdzie w glosowaniu 9 listopada.
        Takie pomysly moga sie pojawiac tez w innych miastach.

    2. Zasady krakowskiej Strefy Czystego Transportu od 1 lipca 2024 r. do 30 czerwca 2026 r.
      Samochody ostatnio rejestrowane przed 1 stycznia 2023 r.:
      benzynowe lub LPG – norma Euro 1 lub rok produkcji 1992
      diesle – norma Euro 2 lub rok produkcji 1996
      Samochody ostatnio rejestrowane po 1 stycznia 2023 r.:
      benzynowe lub LPG – norma Euro 3 lub rok produkcji 2000
      diesle – norma Euro 5 lub rok produkcji 2010
      Zasady krakowskiej Strefy Czystego Transportu od 1 lipca 2026 r.
      benzynowe lub LPG – norma Euro 3 lub rok produkcji 2000
      diesle – norma Euro 5 lub rok produkcji 2010

      Serio to taki zamordyzm, że aż trzeba protestować? Euro 3 i euro 5 eliminuje niewielki odsetek największych kopciuchów. Oby jak najszybciej.

      1. Mateusz, to jest jak z podatkami. Ma być „nowa niska opłata tylko na czas kryzysu” a za chwilę okazuje się, że zostaje na lata. To jest takie chwytanie palca, żeby urwać ramię. Całkowicie zgadzam się z Janem, obaj często jeździmy na wieś i wiemy jakie wozy tam królują. Eliminacja aut benzynowych lub LPG sprzed 2000 r. i diesli sprzed 2010 r. oznacza, że większość ludzi z okolicznych wiosek do Krakowa nie wjedzie. Oni nie pojawiają się pod Wawelem dla kaprysu, połażenia po galeriach, ale do pracy. Bez auta dojadą, na zmianę ich nie stać (diesel z 2011 r. starczy im na parę lat, a kosztuje kilkadziesiąt tysięcy).
        Wiesz jaki jest średni wiek samochodów w Polsce? Ile z nich to diesle? To będzie dramat i wykluczenie transportowe. Polski po prostu na to nie stać. Można zachęcać do jazdy rowerem, ale przy 10 km pod górę. Wyobrażasz sobie codzienny dojazd z A4 np. do Galerii Krakowskiej? Ile osób ma siłę? Ile czasu potrzeba?
        A teraz słowo „kopciuchy”. Norma Euro 5 to zmniejszenie emisji cząstek stałych z 25 do 5 mg/km. Weźmy tę pracownicę galerii z węzła A4. Ma do przejechania przez miasto ok. 10 km. Przez miesiąc to 440 km. Czyli jej pojazd wyemituje 11.000 mg zamiast 2200 mg cząstek stałych. Przeliczając to na kilogramy 0,011 kg zamiast 0,0022 kg (11 g zamiast 2). A podkreślmy mówimy o zużyciu miesięcznym. Ilości śladowe. Boeing 737, jakich wiele nad Krakowem, wytwarza te 11g w ciągu…2 sekund. Gdy lecisz na wakacje (6 h w obie strony = 360 minut = 21600 s), przy 200 pasażerach, na Ciebie przypada 108s. To 54 miesięcy dojazdu tej sprzedawczyni do pracy. 4,5 roku dojazdów kontra tygodniowy urlop.
        Podsumowując, pojęcie „kopciuch” jest marketingowe, a nie realne. Natomiast problemy mieszkańców przedmieść i pracowników odwrotnie.

          1. Tu akurat może nie czuć z wielu powodów:
            1) Mieszka w dużym mieście i wozu nie potrzebuje. Doskonale radzi sobie tramwajem, metrem, autobusem. Na wakacje lata.
            2) Ma małą rodzinę, nie wozi dzieci.
            3) Jest zapalonym rowerzystą i pokonanie 20 km dziennie uważa za doskonały trening.
            4) Pracuje 1 km od domu.
            5) Dostał auto służbowe, prywatnego mieć nie musi.
            I wreszcie:
            6) Kompletnie nie interesuje się motoryzacją. To dla niego taki sam sprzęt jak pralka. My sobie dyskutujemy, może diesel, może LPG, może elektryk, SUV, limuzyna czy klasyczna terenówka, nie wszystkich to kręci.
            7) Faktycznie jest fanatycznym ekologiem albo lewicowym aktywistą. Mój syn miał w gimnazjum taką nauczycielkę. Auto dzieliła z bratem, ale nie miała prawa jazdy. On też kawaler to ją woził, a ona się dorzucała. Gdy na lekcji rzuciła tekst „Sportowe wozy i kabriolety kupują pozerzy”, wszyscy popatrzyli na synka, bo widzieli jak tato podwozi go Porsche. Wesoło.
            Lecz ta siódma odpowiedź, to tylko jedna z opcji. Popełniłem kiedyś taki wpis o życiu bez samochodu, z konkluzją, że niektórym może się udać.

      2. 1.Dlaczego WOGOLE maja byc jakies zakazy? Komu to sluzy? Bo mnie jako kierowcy na pewno nie.
        2.Jak powszechnie wiadomo pozorancka walka z globalnym ociepleniem to pieprzenie ekologow, zeby dostawali kase na rozne cele.
        3. Kiedy nie bedziesz mial kasy na zakup nowszego auta, wtedy sie dowiesz i poczujesz o co w tym chodzi.

        1. 1. No właśnie. Komu służy? Lobby producentów aut, bo wiele osób, które na to stać jednak wymieni na elektryka. Ktoś musi sfinansować te gigantyczne inwestycje, a to już widać po cennikach.
          2. Walka z globalnym ociepleniem (realny problem związany z suszami w naszym regionie) – tak, ale racjonalnie. Takie Chiny walą miliardy ton pyłu do atmosfery, a tu rozmawiamy o pani Kasi, która rocznie wprowadza 130 g. I realna walka oznacza zmniejszenie konsumpcji, czyli nowe auto dla prezesa galerii nie co 3 lata, ale co 10. A normy skazują na złom jeszcze dobre i jeżdżące egzemplarze. Mój syn jeździ Fiatem 500 1.3 JTD z 2008 r. (po mojej żonie) o przebiegu 160 tys. km. Ten wóz miał już 4 właścicieli, a przejedzie jeszcze spokojnie 100 tys. km. Bo łatwiej wymienić łańcuch rozrządu, zregenerować turbo niż wytworzyć nowego elektryka od podstaw (z całą tablicą Mendelejewa). I to jest ekologia – pozwolić tym co jeżdżą niewiele (5 -10 tys. km rocznie) dojeżdżać „staruszka”. A REP, który wyciska 70 tys. km rocznie, niech jeździ nowym, bo globalnie i tak emituje więcej. Lepiej zachęcać do komunikacji publicznej, ale ta musi istnieć i być konkurencyjna. W Krakowie jest, ale spróbuj dojechać ze Świątnik Górnych. Są autobusy, ale jadą teraz (czyli o 18) ponad godzinę. Samochodem potrzebujesz połowę czasu na te 17 km do Wawelu, ba rowerem pokazuje mi godzinę.
          Podobnie jest u mnie, chyba o tym pisałem. Do domu na wsi mam 30 km, do pociągu 3 km, ale jak policzę dojście na dworzec, potem do pracy to robi się 1 g 20 min. Autem, w rekreacyjnym tempie 40 minut. Jeśli jeszcze trzeba dziecko do szkoły podrzucić, podmiejska komunikacja publiczna traci sens.
          3. W punkt. Dzisiaj da się kupić auto „do jazdy” za 15 tys. zł. To i tak sporo drożej niż 2 lata wstecz. Nowy „elektyk”, nie imitacja (Spring), nie super mini (500e), ale kompakt, miejski SUV to 150 tys. zł (LEAF, Kona). Więc ile osób sobie na to pozwoli, a ile musi zostać w domu, bo nie będzie mowy o jakimkolwiek dojeździe do pracy? Ile rodzin straci drugie źródło utrzymania, bo na jeden jeszcze jakoś naskrobią, lecz nie na dwa. Para ludzi z pensjami 7-8 tys. zł (łącznie), która połowę wyda na mieszkanie (rata/najem), będzie chodzić piechotą, stać na przystankach jak za PRL-u (jeśli są), albo rzuci robotę. Zmaleją wpływy do budżetu, ZUS. Skutki łatwe do przewidzenia. Bo wzrost gospodarczy ostatnich 150 lat napędza zmniejszanie przeludnienia wsi i praca w miastach.

          1. Do 18.04: stawiam na pkt.7.

            Do 17.56:
            -ad.1.Niedawno czytalem szefa BMW. On nie chce przestawiac fabryk na elektryki.
            -ad.2.Dokladnie. Bardzo dobrze znasz okolice Krakowai warunki tu panujace 🙂

          2. Oczywiście, że BMW nie chce. Ich spalinowe silniki i samochody to legenda, a w elektrycznej motoryzacji przoduje kto inny (m.in. Chińczycy i Tesla). Dlatego kompletnie nie rozumiem parcia UE na takie radykalne zmiany. To strzał we własną stopę. Z całego pakietu europejskich producentów, szansę ma tylko Renault/Nissan, bo Leaf to jeden z prekursorów. Zresztą, takie przepisy, pozbawiają wyboru.
            Audi chce w to wejść (nie rozwijają już silników spalinowych), deklarują zerową emisję do 2033 r. (w Europie oczywiście).
            A Mateuszowi dajmy się spokojnie wypowiedzieć.

          3. …po ostatnich wzrostach cen paliw bus w jedna strone np. z Alwerni do Krakowa (do centrum KRK okolo 35km) kosztuje 9 zl.Za tyle samo dojedziesz autem spalajacym 9 l lpg/100km, a jakims seicento na gaz nawet za polowe tej ceny.Auto moze zabrac 5 osob. To gdzie tu dostepnosc transportu publicznego? Polaczenia autobusowe panstwowe aglomeracji krakowskiej do Alwerni nie docieraja, koncza sie jakies 10km blizej w strone Krakowa.

          4. Do Jana z 22:33. Ja też to widzę, w moich okolicach. U mnie transport miejski kończy się 15 km od wsi czyli dokładnie w połowie trasy. Jazda na dystansie 15 km kosztuje 5 zł, ale trwa … godzinę. Elektrykiem przejeżdżam w 25 minut (miasto) za 1,2 zł. No i w przypadku autobusu, co robić dalej? 15 km dymać na rowerze? Trzymać auto w tej wsi? Przesiadać się na busa, którym przejadę 9 km, a ostatnie 6 km na piechotę?
            Do Alwerni dojedziesz busem. Chociaż, podrożało paliwo, w górę idą ceny biletów busa. Podobnie pociągi i prąd. Teoretycznie wprowadzili mega tanie bilety (np. 17 zł za 180 km), ale jest ich mało.
            Dojeżdżałem przez parę letnich miesięcy autem ze wsi. Mało kto jeździ po 4-5 osób. Z reguły są to 1-2. I tu widzę szansę na konkurencyjność transportu publicznego.

  3. …o ile wij, rzadzenie miastem wyglada u Majchrowskiego w taki sposob,ze on siedzi w swoim gabinecie a jego ludzie przychodza,opisuja rozne sprawy i wydaje im poleceni jak je zalatwiac.Sam nie wychyla nosa w miasto, wiec jego wyobrazenia moga odbiegac od rzeczywistosci i/lub byc celowo zafalszowane przez podwladnych.
    Wlasnie przy sprawie tych zakazow dla aut radni skarzyli sie,ze dostali zafalszowane liczby samochodow, ktore po zmianach musialyby przestac jezdzic w KRK.W przekazanych im info byla mowa o 3%,a faktycznie to okolo 40%.

    1. Jeśli 3% to działanie pozorne, jeśli 40% – paraliż. Przy czym to wstęp, tak jak normy UE. Najpierw stare diesle, a w 2035 nawet nowoczesne benzyniaki.

      1. Do 19.48: Mateusz niech sie wypowiada ile chce.
        Ale ja tez moge wyrazic swoje zdanie np. o naciaganych teoriach czy ekologach.

        UE nie pierwszy raz strzela we wlasna stope. Kuriozum byla niedawna wypowiedz von der Leyen , ze „jak we Wloszech wygra prawica to odetniemy Wlochom kase”, za ktora potem przepraszala.Ale mleko sie juz wylalo i teraz moze byc tak,ze przewage w tamtejszym unijnym grajdole beda miec panstwa narodowosciowe-i bardzo dobrze.A jak beda miec przewage, to byc moze wywala na zbity pysk oszolomow w typie Timmermansa czy innych.Bo jesli dalej bedzie jak teraz, to UE sie skonczy.Albo zostanie tylko kilka krajow starej Unii.

      2. Do postu OM z 6.17: Masz racje, najczesciej wiezie sie am kierowca lub z 1 pasazerem. Nawet jesli tak, to i tak bus Alwernia-Krakow = 9 zl i lpg do auta tyle samo,a jesli jada 2 osoby to juz jest taniej niz bus.Na razie przy takich cenach busow konkurencyjnosci nie ma.Prywatne auta tansze lub rownorzedne. Busiarze zarabiaja glownie na wiejskich kobietach, ktore dojezdzaja do roboty i nie maja auta.Czasem emeryci.
        Naczelnik zapowiadal stworzenie nowych linii na wsiach na wzor dawnych PKS-ow,ale poki co – ni ma 🙂

        1. Znam dwóch właścicieli firm busiarskich. Zarobek głównie na dzieciach szkolnych (bilet tańszy, resztę państwo dopłaca). Jak pojechałem w góry bez auta, to tak, kobiet wiejskich sporo + tam oczywiście turyści. Tylko do auta warto doliczyć parkowanie, bo u mnie w mieście 5 zł/h i 30 zł/dzień, a miesięczny abonament 250 zł. Więc jak to wszystko zbierzesz do kupy, to robi się 2 razy tyle (jeśli masz LPG i dojeżdżasz na krótkich odcinkach.).

          1. Na wsiach i w malych miastach-ponizej powiatu-nie ma oplat za parkowanie.
            No tak,sam nie mam dzieci, to zapomnialem o dzieciach szkolnych 🙂
            Czytalem naczelnika-on w swojej niezmierzonej madrosci stwierdzil, ze powodem nie-dzietnosci jest alkoholizm u mlodych kobiet.To tak przy okazji, bo bylo o dzieciach.Teraz pewnie zabronia kobietom kupowac alko, a skonczy sie jak prohibicja w Zakopanym-beda kupowac w innej miejscowosci albo faceci dla nich kupia 😀
            Ciekaw jestem gdzie jeszcze panstwo wsadzi swoj nos. Moze beda wyznaczac kiedy mozemy isc do kibla?

          2. Już się nie chciałem nad tym „dawaniem w szyję” pastwić. Wszyscy wiemy jak wyglądały imprezy na pocz. lat 90-tych i ile pito w karnawale Solidarności.
            A pomysły na zabranianie tego? Głupota. To zawsze prowadzi do „produkcji własnej”, tak było w USA, a tym bardziej w PL.

      1. …do postu z 19.06 uzupelnienie: wlasnie w te niedziele znajome przyniosly miodowke 😀 swietna, moze jeszcze przyniosa.
        Juz sie zaczyna-bimber tanszy, czesto lepszy, i bez chemii.Prawie nie ma kaca. Oraz bez podatku. To po jaka cholere mamy kupowac jak wolno zrobic wlasny, byle nie sprzedawac?

        1. Tylko, ze takie podejscie-gdyby stosowac na szeroka skale-doprowadzi kraj do bankructwa.Jak ludzie beda sami sobie wytwarzac rozne dobra to gospodarka stanie,a przynajmniej mocno zwolni bo nie wszystko da sie zrobic samemu.Ale sporo mozna.

          1. Do 20:27. A będą musieli wytwarzać, bo inflacja rośnie. W skali makro – cofnięcie PKB.

        2. DO postu z 20:24. Dokładanie. Zaraz się zacznie produkcja pełną gębą. A kto na tym straci? Państwo. Chociaż teoretycznie miało zyskać na podwyżce akcyzy.

          1. Tzw.krzywa (zapomnialem nazwy czyja). Ze po osiagnieciu pewnego punktu w podwyzkach podatkow wplywy do budzetu spadaja a nie rosna.Co widac na zalaczonym obrazku.

  4. Kraków to taki rodzaj poligonu dla reszty kraju. Kiedy wprowadzili tam zakaz palenia węglem, byłem pewien, że na tym nie koniec i nie pomyliłem się. Po roku powstała w Kielcach podobna inicjatywa, a tymczasem w Krakowie są przymiarki do wprowadzenia zakazu w całym powiecie. Kraków jest chyba tym dla Polski, czym Australia, Kanada i Chiny dla świata- jeśli chodzi o lewacki zamordyzm, a i tak w reszcie świata odbierane są podstawowe wolności, np. w kwestii swobody przemieszczania się. Drakońskie podwyżki mandatów, skrupulatne respektowanie nieprecyzyjnych przepisów, podwyżki cen paliw i, odbieranie praw jazdy i paranoiczna walka z globalnym ociepleniem skutecznie zmienią świat w najbliższej przyszłości, zmuszając ludzi do pozostania w swoich lokalnych społecznościach. Już teraz demokratyczne rządy pobierają odciski palców swoim uczciwym obywatelom, traktując ich na równi z przestępcami. Jeśli chodzi o broń, w czasie wojny jest dostępna wszędzie, lepiej się z nią obyć wcześniej na spokojnie niż później stać się łatwym celem. Broń czarnoprochowa to wbrew pozorom, nie żadna namiastka.
    PS. Długo mi się nie udawał czosnek, bo sadziłem odmiany jare, wiosną, zamiast ozimy, jesienią. Teraz udaje mi się zawsze, również na ziemi buraczane i to bez podlewania, odchwaszczania i szczególnej troski. Przed zimą ściółkuję go trocinami z wapnem, których mam aktualnie nadmiar i chwasty wyrastają późnym latem.

    1. Czyli jednak lepszy ozimy. Spróbuję.
      Co do „lewackiego zamordyzmu”. Zamordyzm nie ma barw, co widać w Rosji, Turcji i Arabii Saudyjskiej. W Krakowie – mnie przekonują opowieści Jana – wąskie grono doradców a sam władca odcięty od informacji i oderwany od rzeczywistości.

      1. Ciekawostka,ze Majchrowski byl czlonkiem PZPR.Nie wiem czy to potwierdza ten zamordyzm-chyba tak-czy powinno mu przeczyc,jako,ze partia niby lewacka.

    2. Sławek – z KRK chyba masz racje,ale w Wawie tez wprowadzaja podobne glupoty. Bodaj tez w Poznaniu.
      Czarnoprochowiec-wiem,ze ma sile ognia nawet wieksza niz wspolczesna bron, ale ma sporo wad, z ktorych dla mnie najwazniejsza to mozliwosc niewypalu z powodu zawilgoconegoprochu i/lub kapiszona. Mozna trzymac zapasowe naladowane bebenki i caly naladowany rewolwer w worku foliowym,ale wtedy wiecej czasu trzeba na odpakowanie i strzal.

      1. @Jan. Moim zdaniem niewypały zdarzają się najczęściej z niedbalstwa – zwykle winne są zapchane kominki, rzadko, jeśli się dobierze odpowiednie, przyczyną są kapiszony. Zawilgocony proch – nigdy mi się to nie zdarzyło. Rewolwery są sześciostrzałowe, strzał można powtórzyć. Wiele osób robi sobie przed strzelaniem tzw. patrony z papierosowej bibułki, coś jakby naboje bez spłonki, tygodniami trzyma je po prostu w domu i nie ulegają zawilgoceniu. Zapasowe bębenki – jak najbardziej. Widziałem gdzieś na youtube amerykańskie zawody w szybkim strzelaniu z broni czarnoprochowej. Na stanowisku synek zręcznie ładował ojcu broń, a ten strzelał z prędkością automatu. Naprawdę robiło wrażenie, jeden facet zrobił rozróbę jak cała banda rewolwerowców na westernie.

        1. No tak, 6 strzałów. Ile trwa przeciętnie ładowanie tych 6 naboi do magazynka? Nie jest to może muszkiet, ale trzeba mieć wszystko w pogotowiu. A z tego co wiem, bandy atakowały najczęściej ludzi śpiących i nad ranem. Kałach wali serią 30 naboi.

          1. Ile trwa ladowanie nie wiem, Slawek na pewno wie. Ale przypuszczam,ze jedna komora to czas okolo pol minuty.Proch odmierzyc i wsypac+ubicie+przybitka+ubicie+kula+ubicie + (chyba)druga przybitka+ ubicie+kapiszon.Plus pewnie 1-2 minuty na czyszczenie bebna i kominkow po poprzednich wystrzalach.
            Majac naladowane zapasowe bebenki wymiana to prawdopodobnie kilka sekund na bebenek,
            Nawet przy wprawie czarnoprochowiec nigdy nie bedzie mial szybkosci pm.
            Nad ranem prawdopodobne, czlowiek jest najmniej odporny i najbardziej zmeczony w czasie „psiej wachty” (2-4 nad ranem).

          2. I dlatego jak się czyta wspomnienia wojenne, partyzanci planowali akcje nad ranem. Bandy atakowały tak samo. Plus dochodzi ciemność (ułatwia ukrycie się). Więc do tego czarnoprochowca trzeba mieć noktowizor.

  5. Nie chce mi się wertować archiwum. Dom na wsi z ogrodem kupiłeś czy to dom rodzinny? Jabłonie, orzech itp sądziłeś sam czy kupiłeś razem z domem?

        1. Najgorsze są skutki, artykuł je podaje. Bieda, niedojadanie, 47% bez ubezpieczeń. Dramat. U nas może być podobnie.

          1. Wszystko zalezy od nierzadu.Jezeli dalej bedzie brnal w to co teraz to tak moze byc.Pytanie jak dlugo kraj wytrzyma takie glupie zarzadzanie.Przeciez to jest rownia pochyla i oni o tym swietnie wiedza.A skoro wiedza i dalej tak robia-to o czym to swiadczy?Masz jakis pomysl? Bo ja juz nie mam.

          2. Wytrzymał parę lat, teraz trzeszczy. Zobacz. Najpierw byli komuniści, po nich poprawiał Balcerowicz. Pogoniono go, bo podejmował niepopularne decyzje. Potem nabroił AWS+UW (dziura Bauca), sprzątał SLD i wywinął orła na powodzi. Następnie kilka lat względnego spokoju (1-szy PiS + pierwsza kadencja PO) i zaczęto rozdawać, więc trzeba było zabrać : OFE, nowe podatki, „obniżki-podwyżki” (składka zdrowotna, Polski Ład). Znowu, w następnej kadencji, trzeba będzie zaciskać pasa, wzrośnie bezrobocie itp. Kto za to odpowie? Władza wybrana jesienią 2023. Może o to chodzi?

          3. Pomysł z pustostanami wraca. Już na ten temat pisałem. Klucz to definicja pustostanu. Czy moje mieszkanie wakacyjne, dom na wsi zostaną za taki uznane? Czy wystarczy kogoś zameldować? Co z mieszkaniami w trakcie remontu (może trwać i 10 lat)? A najmie krótkoterminowym?
            Sam pomysł dodatkowego podatku – idiotyczny. Nic nie da, spowoduje kombinacje, a zapłaci go przeciętny Kowalski z mieszkaniem po babci, o które kłóci się 10 spadkobierców, więc nie wynajęte.

          4. News z NCz. To wraca, ale jak sam JK potwierdził. Sposób rozumowania redaktora NCz słuszny. Pierwsza kwestia – ile tych pustostanów jest i gdzie? Bo jak liczymy opuszczoną chatę w małej podlaskiej wiosce, to gratuluję pomysłu i umysłu, komuś kto na to wpadł.
            Druga – fałszywa teza, że z 270 tys. wybudowanych mieszkań większość stoi pusta, bo właściciele czekają. Skąd takie dane? Na co czekają? Znowu, kompletna bzdura. Mieszkania stoją puste przez jakiś czas, bo trzeba je wykończyć. Stan deweloperski nie pozwala się wprowadzić, a wykończenie trwa. Czasem i dwa lata. Potem musisz urządzić. Przy dzisiejszej inflacji taka polityka „kup i czekaj”byłaby nieracjonalna, bo wzrost wartości mniejszy niż inflacja. Większość nowych lokali idzie pod wynajem, albo na potrzeby własne.
            W zeszłym tygodniu trafili do mnie klienci z pomysłem – odkupimy zarezerwowane mieszkanie w nowej inwestycji (umowa deweloperska). Cena z IX 2021 – 9800/m2. Aktualna cena dewelopera (zostało jeszcze kilkanaście lokali) 10.300, ale skłonny do rabatów, bo ma sprzedaż na poziomie 1/3 ubiegłorocznej i zaplanowane 2 kolejne budynki (etapy). Pewnie ich nie rozpocznie. Więc ten, który kupił rok temu, zarobi minimalnie, a może i straci.
            No grzebią w tych podatkach, czym pogarszają sytuację. Moim zdaniem chodzi o szukanie winnego i tzw. wrzutki. Nie mówi się o inflacji, tylko „dawaniu w szyję”, zmianie konstytucji (idiotyczna – prowadzi do dyktatury – można będzie zamknąć dowolnego sędziego lub posła, znamy to z lat sanacji 1928-1932, a potem z początków PRL-u), podatkach. Ktoś powie – wina Tuska, to jego popierają spekulanci i przestępcy. A w międzyczasie swoi wyciągną ze spółek SP co trzeba w premiach i odprowadzą, gdzie trzeba.
            Odwracamy uwagę od realnego problemu ekonomicznego i sprawcy tegoż. Tymczasem zakopujemy się po uszy w bagnie. Zakończenie tzw. tarczy antyinflacyjnej, nowe taryfy na gaz/prąd/wodę to kolejny impuls inflacyjny. Za chwilę będzie 25% jak nic. Już się pisze – karp na święta 30 zł/kg. Żywy. A jeszcze niedawno kupowaliśmy po 10. Czyli wzrost o 200% w niedługiej perspektywie. W ciągu roku 50%.

  6. @Milioner . Nie zamierzam w pojedynkę dyskutować z regularnym wojskiem, ani nawet bandą uzbrojoną w kałachy. Do odstraszenia pojedynczych rzezimieszków czasem wystarczą widły lub siekiera, ja jednak wolę rewolwer, który służy mi ponadto rekreacyjnie.

  7. @Jan. Nie umiem strzelać z jednej ręki :(. Nooo, nie jestem dobrym strzelcem, z 25 metrów trafiam w tarczę :). Ostatnio nie mam wcale czasu na takie zabawy, choć może to i lepiej – najważniejsza zaleta Remingtona polega na anonimowym posiadaniu broni, a zdaje się, że ostatnio wojskowi rekruterzy uważnie przyglądają się autografom w dziennikach strzelnic . Co do kopania, przy standardowej naważce prochu kopie mocniej niż broń sportowa ale inaczej niż nitro. Jakby bardziej płynnie. 18 grainów prochu bez problemu przebija calową deskę – tak jak wiatrówka karton, a w komorze bębna zmieści się dwa razy tyle, ale ołowiana kulka, inaczej niż mosiądz, stali nie przebije, musiałbyś odlewać srebrne kulki na wampiry 😉

    1. Slawek-ja z czarnoprochowca wogole nie strzelalem, dlatego pytam zeby sie doksztalcic 🙂
      Wiem o olowiu,ze potrafi wyrwac duza dziure w ciele, a wspolczesny pocisk wierci ladna dziurke i mniej rozwala w organizmie.
      W/s wampirow- lepiej juz woda swiecona-tansza 😉
      A zwykla kule nieposwiecona i tak dziada nie ubijesz-jak wiesc gminna niesie , haha 😀

  8. Do OM z 3.49: mysle,ze PIS chce sie utrzymac przy wladzy kolejna kadencje.A odpowiedzialnosc zrzuca jak zwykle na Putina, cyklistow i kogo sie innego da.

    Do OM z 3.52: dobrze, ze masz jakies pomysly na unikniecie tego idiotyzmu.Pewnie jest tak jak z majchrowskim-JK dostaje uproszczone i zmanipulowane info od swoich ludzi (jako prawnik od prawa pracy, nie majac nawet konta w banku ani prawka, ma zerowe pojecie o gospodarce) i wyciaga falszywe wnioski, A jego ludziom to na reke, bo opodatkuja kolejna grupe, ktora nie powinna byc opodatkowana.Budzet sie domknie na papierze,a ze w perspektywie kilkuletniej ludzie zbiednieja i PKB zmaleje-pieprzyc to.Waaaadza sie na stolkach utrzyma, a w koncu o to choidzi 😀 Impreza trwa, kasa na premie leci.

    Do OM z 4.13: zawsze zwala sie wine na innych. Propaganda musi dzialac i dziala.Trza dac TVP wiecej kasy to sie daje.Kurskiego zrobic wicepremierem 🙂
    Ciekaw jestem kto to gowno kiedys bedzie sprzatal.

    1. I właśnie dostałem powiadomienie z upday – szykuje się nowy podatek dotyczący nieruchomości. Czyli NCzas ma dobrego informatora.
      A pomysły się znajdą i będą na blogu, niech no pojawi się projekt ustawy.
      Dodajmy „prawnik od prawa pracy” od 35 lat nie działający w zawodzie. Tym samym poziom wiedzy nawet z prawa pracy daleko niższy niż pierwsza z brzegu kadrowa po ogólniaku.
      A ekonomię lepiej rozumie każdy ajent Żabki. Zresztą pamiętamy bon mot o poświęceniu gospodarki.
      EDIT: Na money.pl jest news. Podatek „od piątego niezamieszkiwanego mieszkania” osoby fizycznej lub prawnej. To będzie łatwo obejść. Spółki celowe, podzielenie „w rodzinie”, przekazanie udziału np. 10%. Co wcale nie znaczy, że za chwile nie będzie już od drugiego i nawet od udziału. Rp.pl dodaje: podatek można wprowadzić w trakcie roku. Przez ile czasu lokal ma być „niezamieszkany” dopiero się dyskutuje.

    2. A problem faktycznie jest – w Polsce 45 % osób w wieku 25-34 lata mieszka z rodzicami. To dramat. 30-latek to osoba dorosła, pracująca już kilka lat. Nie stać go na wynajem ani zakup. Rodzice w wieku przedemerytalnym.
      Unijna średnia zdecydowanie niższa (29%), zawyżana dodatkowo przez kraje południa.

      1. Sa pomysly nierzadu na jakies budowane przez panstwo tanie czynszowe mieszkania,ale za Gierka juz cwiczylismy i wiemy co z tego wyszlo.Budowy byly traktowane jak sklady budowlane, materialy w hurtowych ilosciach sprzedawano na lewo.Wydajnosc pracy-szkoda gadac.Lapowki, zlodziejstwo.

        1. Budownictwo czynszowe działa na całym świecie. Ale to kwestia kasy (a tej nie ma) oraz organizacji.
          Teoretycznie,gdyby VAT z materiałów budowlanych i całej budowlanki przeznaczyć na czynszówki, kasa by była. Tylko lepiej ją rozdać na 13tki i 14tki.
          Spółdzielnie działały przez cały PRL i budowały 3 razy tyle, także w małych miastach. Wpłacałeś 1/3 a resztę kredytowano. I to lepsze niż czynszówki.
          Pozostaje kwestia organizacji. Deweloper opanował ją. Państwowe/komunalne spółki raczej nie.

          1. Robilismy w latach 1993-7 bloki w stanach surowych dla spoldzielni w N.hucie.Poczatkowo material byl nasz, wiec nie ginal. potem zarzad sam kupowal materialy bo taniej-wykonawca nie dolicza narzutu . Wiesz ile wtedy zaczelo ginac z magazynu spoldzielni? i to kradli zlodzieje a nie wykonawcy. Dogadali ise ze strozem i wywozili od tylu.

          2. Czyli czysty PRL. Chcieli zaoszczędzić a wyszło jak zwykle.
            Tu powinien budować samorząd lub spółdzielnia ew. kupić gotowe od dewelopera. W Ustce robił to TBS i robił dobrze, tylko skala niewielka. W moim mieście też TBS – kilkadziesiąt mieszkań rocznie, kropla w morzu. Powołano jakąś spółkę i szybko ją zamknięto. Tyle, ile za Gierka nie wybuduje nikt, kto nie skorzysta z jego doświadczeń, ew. deweloperzy, co podnosi cenę.

          3. Jedyny realny sposob wykonania tanich czynszowek widze tak:
            -grunt daje panstwo 9gmina, AMW, ANR, obojetne)
            -panstwo (czyli powiedzmy panstwowa spolka zarzadzajaca ta budowa) poglasza przetarg,ale z obnizonymi warunkami i bez wadium, zeby nawet mali mogli sie zalapac
            -wykonawca robi wraz z materialami wedlug dokumentacji jak zwykle przy robotach panstwowych, odbiera inspektor itd
            -zarzadca budowy (faktycznie dzialajacy jak deweloper, tylko bez zysku) uzyskuje odbior budynkow i przekazuje do zamieszkania.
            Jezeli marza dewelopera wynosi 30-40%, to mamy obraz o ile tansze moze byc mieszkanie,a co za tym idzie i czynsz.

            Jezeli powstana inne dziwne twory, jak np. TBS-y, zawsze beda straty na koszt panstwa-lapowki, zlodziejstwo, machlojki.

          4. Do 16.08-Bareja to malo 😀 Czysty PRL. I bedzie tak samo, jesli panstwowe pomiesza sie z prywatnym.nawet spoldzielcze,bo u nas spoldzielnia to taka firma jak panstwowa a zarzad za nic nie odpowiada, natomiast za bledy zarzadu placi czlonek spoldzielni.Tak samo bylo w tej spoldzielni gdzie pracowalismy i w innych, ktore wtedy znalem.na koncu wszystkie koszty musieli pokryc czlonkowie.A machlojek bylo sporo.

          5. Ale pytanie, czy machlojek na tyle dużo, żeby zrównoważyć marżę dewelopera? Moim zdaniem nie. W PRLu kradli, ale nie 30-40%. I działki za darmo były. Jeśli państwo ich nie zapewni, cały pomysł diabli wezmą. Bo działka to pewnie 1000-2000 zł w cenie m2 mieszkania.

  9. Do 19.56: znam budowe-i to dewelopera-gdzie zamawiajacy z oszczednosci tez sam dostarczal materialy.Skutek-okradziono go, tzn. w mojej ocenie stracil jakies +10% wiecej materialu niz powinien.Moze to nie jest 30-40%,ale jest.
    Czy mozna stracic na machlojkach 40%?Mozna bez problemu. Zloza sie na to:
    -kradzieze materialow
    -podpisywane za lapowki zawyzone protokoly przerobowe (niby wykonawcy zrobili wiecej niz faktycznie)
    -praca zbyt wolna-ponizej norm pracy
    -co wynika z powyzszego-niedotrzymanie terminu=kary umowne
    -fuszerki i poprawki fuszerek=straty materialow i koszty ponownego wykonania
    -zla organizacja i koordynacja prac = przestoje z braku materialow, sprzetu, lub jeden wykonawca czeka az drugi skonczy
    Mozna jeszcze cos wymyslic 🙂
    O, chocby alkoholizm = wypadki = tez przestoje, bo trwa dochodzenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *