Jak obecnie wygląda sprawa ogrzewania domu? Mini-analiza.

Jestem właśnie po lekturze kolejnego artykułu o cenach węgla.  Jednocześnie UE chce zabronić instalacji nowych pieców gazowych. Niektóre miasta za chwilę zabronią używania kominków, czyli ogrzewania drewnem.  Prąd ma podrożeć o kilkadziesiąt procent. Co robić?

Bohater wspomnianego na wstępie artykułu powiedział wprost – taniej jest wyjechać na zimę do Grecji niż kupować 5 t węgla w cenie 3000 zł/t. Nie każdy może sobie pozwolić na taki radykalizm. Podobno państwo ma utrzymać ceny na poziomie ok. 1000 zł/t dla „najbiedniejszych”, ale tylko do 3t. Oczywiście trzeba będzie kupić w licencjonowanym składzie.  Czyli klasycznie, średniak, pracujący, zarabiający, ogrzewający starą kostkę kupi połowę potrzebnego węgla. Zobaczmy alternatywy.

5 t węgla przy kaloryczności 7000 KWh z tony to ok. 35.000 KWh/sezon grzewczy. Całkiem sporo. Cena za KWh wyjdzie na poziomie 0,42 zł. Jeśli uwzględnimy sprawność instalacji i kotła – nawet 0,5 zł/KWh.  Jeśli zakupu 3t uda się dokonać po preferencyjnych cenach mamy 9000 zł i 35.000 KWh czyli uśrednione 0,26 zl/KWh (uwzględniając sprawność 0,32 zł/KWh).

Wyjście I.

Na szybko ocieplać dom. W ten sposób da się zejść o 1/3 (moje doświadczenia), a do 1/2 jeśli zmienimy dodatkowo drzwi i okna (o ile już tego nie zrobiono).  Da nam to 17-24 tys. KWh/sezon. W ten sposób, z 9 tys. zrobi się 3 tys. zł, bo zmieścimy się w preferencji..

Jest to jednak rada z gatunku – „niech jedzą ciastka”, albowiem koszt ocieplenia to minimum 40 tys. Kto nie ma 9 nie znajdzie 40.

Wyjście II.

Dramatycznie ograniczyć zużycie poprzez zmniejszenie ogrzewanej powierzchni. Porozkładać dywany, przenieść się do jednego-dwóch pokoi, a resztę zamknąć, grzejąc minimalnie.  Zyski mogą być podobne jak ocieplenie.

Wyjście III.

Zmniejszyć temperaturę. Tutaj rachunek jest prosty: -1stopień  = 6% oszczędności.  Schodząc z 20 stopni na 15, mamy podobnie jak przy ociepleniu.  To bolesny pomysł. Ja sam nie wytrzymałbym w 15 stopniach długo, ale przed II WŚ 13 stopni uchodziło za temperaturę komfortu.

Wyjście IV.

Palić drewnem zamiast węgla. Tona węgla to 7000 KWh ale i 3000 zł. M3 drewna to 500 zł, ale i KWh mniej. Jednak spokojnie zejdziemy poniżej 0,2zł/KWh.  Tym sposobem oszczędzamy ok. 25-30%.  Nie zawsze się da (nowe kotły nie dają takiej możliwości) i do drewna dopłat nie ma.

Wyjście V.

Ogrzewać prądem. Znam ten sposób od wielu lat. Miałem 3 lokale z grzejnikami konwekcyjnymi. Mają one 3 zalety:

  •  szybkość nagrzewania (zwłaszcza, gdy są przewymiarowane),
  • niewielki koszt (kilkaset złotych za szt),
  • 100% skuteczność (cała energia elektryczna zamienia się w ciepło, a nie jak w przypadku c.o. węglowego 80%).

Prąd w taryfie weekendowej to ok. 0,42 zł/KWh.  Możemy oszczędzać grzejąc tylko w II taryfie. W sumie wyjdzie to 0,32 zł/KWh. Żadna różnica, ale uniezależniamy się od zakupu w preferencyjnych cenach.

 

Wyjście VI.

Korzystać z pompy ciepła (klimatyzatora inwerterowego).  Znowu mamy prosty rachunek – taka pompa zużywa 3 razy mniej energii niż oddaje ciepła. Z 1 KWh robi 3 KWh.  Czyli nie potrzebujemy już 11.200 zł, ale 3500 zł. Problem będzie jeden – cena. Liczono ją dla mnie (mniejsza moc). Całość kosztować miała 45.000zł. I wracamy do wyjścia I, kogoś wymienionego na wstępie, zwyczajnie nie stać. Chyba, że skorzysta z programu „Czyste powietrze”.

Wyjście VII.

Podzielić dom na dwa mieszkania, jedno wynająć. W mieście, przy głodzie lokali i odpowiednim układzie pomieszczeń – do zrobienia. Sam mam sąsiadów, którzy wybrali nawet opcję sprzedaży części domu. To typowa sytuacja win-win. Takie mieszkanie zawsze będzie tańsze, dodatkowo ma możliwość korzystania z ogródka i miejsca parkingowego (garażu) bez dopłaty. Z drugiej strony właściciel (nazwijmy go pierwotnym) odzyskuje część zamrożonego kapitału. Ale wróćmy do wynajmu. Najemca płacąc 2000 zł/miesiąc (24 tys./rok)  ureguluje nie tylko nasz rachunek za węgiel, ale i zostawi nam drobną rentę. Z niej można np. finansować zakup pompy ciepła, dodatkowo dofinansowanej z programu „Czyste powietrze”.

Wyjście VIII.

Sam proponuję je z bólem serca.  Zmienić dom na tańsze mieszkanie. Proste, ale ze względów emocjonalnych trudne. Bo trzeba opuścić miejsce, z którym wiąże się tyle wspomnień, gdzie być może wychowywały się nasze dzieci. Ale czasami warto. Zawsze to lepsze niż odkładać każdy grosz, a i tak siedzieć w niedogrzanym budynku. Nasza poprzedniczka tak zrobiła.

Została sama po śmierci męża. Emerytura 2000 zł, średni rachunek za gaz przy 20 stopniach w środku wynosił 700 zł/miesięcznie (a był sezon grzewczy 2012/2013), a  maksymalny ponad 2000 zł. Pani siedziała  w zimie w 17 stopniach (w łazience było 15), wzięła jakąś kuzynkę, żeby ta chociaż trochę się dołożyła. A potem, kiedy córki upomniały się o schedę po ojcu, podjęła decyzję o sprzedaży. Najpierw chciała 650 tys., potem 600 tys., sprzedała za ok. 520 tys. zł. 170 tys. zł wzięły córki (miały 1/3 udziału), jej  zostało 350 tys. zł. Wystarczyło na 3 pokoje, remont, coś tam jeszcze zostało. Nagle z opłat na poziomie 1000 zł (poza gazem jeszcze prąd, podatek) i ciągłych napraw zrobiło się 400 zł czynszu i 200 zł innych mediów. Odpadł też problem remontów. Komfort życia seniorki sporo się poprawił. Jednak nadal, kiedy patrzy na domek (odwiedza stare przyjaciółki), łza zakręci się jej w oku.

A Wy co zrobilibyście w takiej sytuacji?

2 przemyślenia nt. „Jak obecnie wygląda sprawa ogrzewania domu? Mini-analiza.”

    1. Zwiększyć zarobki – podnosząc stawkę godzinową, a nie liczbę przepracowanych godzin, dodajmy. Niestety nie zawsze to możliwe, tym bardziej w krótkim czasie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *