Kaizen milionera. Część II.

Dzisiaj omówię kolejne dwie zasady Kaizen w kontekście ich zastosowania do budowania własnej zamożności.

Bierz pomysły od wszystkich.

Staraj się korzystać z inspiracji. Zbieraj informacje z każdego źródła. Ja robiłem to od zawsze i robię nadal. Kupuję i czytam wszystkie polecane książki na temat inwestowania, zarabiania, oszczędzania jakie wpadną mi w ręce (minimum 10 rocznie). Jestem stałym gościem na tym forum:

http://forum.gazeta.pl/forum/f,20012,Oszczedzamy.html

które zawiera szereg ważnych porad i różnych punktów widzenia. Regularnie przeglądam wpisy Trenta Hamma z http://thesimpledollar.com  oraz Alberta Rokickiego z http://longterm.pl . Rozmawiam z mądrymi, zwykłymi ludźmi.

Staram się czerpać od tych, którzy najlepiej sprawdzają się w polskich warunkach, bo są uniwersalni. Unikam marketingowego rozdęcia (np. kolejnych książek Kiyosakiego). Pierwszym źródłem refleksji były dla mnie dwie znajome rodziny. Jedni zarabiali niewiele (może trochę ponad średnią) i byli w stanie zostawić każdemu z trójki swoich dzieci małe mieszkanie (kawalerkę), drudzy zarabiali bardzo dobrze, ale ciągle w większych wydatkach wymagali wspomagania przez zamożnych rodziców (np. zakup działki i dokładanie do budowy domu małżeństwa po 40). Zastanawiałem się – jak to się dzieje. Potem trafiłem na książki Stanley’a i Danco o amerykańskich milionerach,  Roberta Allena, Rory Vadena, Briana Tracy i wielu wielu innych.  Nadal zadawałem pytania i szukałem odpowiedzi.  Zakup każdej z książek zwrócił się wielokrotnie. Między innymi, dzięki nim jestem milionerem. A Ty? Rozejrzyj się wokół siebie. Czy dostrzegasz osoby dobrze zarabiające? Jeśli tak, to co robią, jak do tego doszły. Czy widzisz osoby oszczędne? Zapytaj je o radę. Znasz jakiegokolwiek inwestora? Poproś by podzielił się z Tobą swoimi przemyśleniami. Stwórzcie razem zespół, drużynę, która będzie się wspierać. Nie musicie tego formalizować. U mnie w pracy, mam specjalistkę od oszczędzania i obligacji. Kiedy myślę obligacje, zawsze pytam ją o radę. Inny kolega kupuje i wynajmuje mieszkania. Dzielimy się wiedzą. Ja z kolei najlepiej z grupy znam się na funduszach inwestycyjnych i akcjach. Gdy chcą kupić akcje, wtedy przychodzą do po radę do mnie.  Gdy kupuję samochód, pytam o radę mojego znajomego mechanika. Ja radzę jego żonie jak radzić sobie z zarządzaniem kamienicą. To tak działa. Prawda, że proste?

Myśl nad rozwiązaniami możliwymi do wdrożenia.

Ta zasada jest moim zdaniem jedną z najważniejszych. Pomyśl, jaką mądrość zawiera. Nie warto bujać w obłokach, planować nierealnych sekwencji zdarzeń, tracić energii na negatywne odczucia z gatunku „gdybym tylko miał milion dolarów”. Na razie nie masz. Skup się na tym co możliwe. Zaczynaj od małego. Jedz małą łyżeczką. To istota kaizen i źródło wielu sukcesów.

Obecnie na rynku pełno jest osób propagujących zasady zupełnie odwrotne. Jedną z takich książek jest Fastlane milionera, której autor MJ DeMarco mówi: myśl od razu o wielkim, nie zastanawiaj się jak drobnymi krokami dojść do miliona, staraj się osiągnąć spektakularny sukces, który nie da ci tysięcy, ale od razu dziesiątki milionów. Czy to głupie? Nie, ale dostępne dla niewielu, bo mało prawdopodobne. Ja piszę bloga dla księgowych, listonoszy, nauczycieli, urzędników, budowlańców, fryzjerek, zawodowych kierowców. Znam osoby z każdej z tych grup, które zostały milionerami. Wszyscy milionerzy, których znam osobiście (a jest to grupa przynajmniej kilkudziesięciu osób) dorobili się stopniowo, trwało to około 7-20 lat. Niektórzy z nich w 20 lat zgromadzili majątek wart  milionów.  Ilu znam milionerów, którzy doszli do miliona w 2-3 lata? Żadnego. O ilu słyszałem? Kilkunastu. Kim są? To sportowcy, wybitni przedsiębiorcy, celebryci? Jaką szansę mam grać z nimi w jednej lidze (biorąc pod uwagę zdolności)? Powiedzmy to sobie szczerze, żadną. Dlatego tworzę plan dla osób przeciętnych, tak jak ja.  Staram się podawać rozwiązania możliwe do wdrożenia (dorób sobie, znajdź drugą pracę, choćby na część etatu, optymalizuj wydatki, oszczędzaj, inwestuj rozsądnie). Ty też takich szukaj. Czasami są w zasięgu ręki.  Podam prosty przykład. Razem z moją żoną zrezygnowaliśmy z wesela. Był tylko obiad dla najbliższych. Dzięki temu, zgromadziliśmy pieniądze (10 tys.) na połowę działki budowlanej. Potem po sprzedaży tej działki (od zakupu minęło 6 lat) dałem radę kupić 1/4 mieszkania. Gdy je sprzedawałem  (znowu po 6 latach) ten udział był wart 100 tys. Tak, dzięki prostej rezygnacji z wesela, oszczędzeniu tych pieniędzy, zainwestowaniu ich zyskałem 90 tys. zł w ciągu 12 lat. Może warto spróbować?

Podobnie jest z promowaną przeze mnie rezygnacją z drogich samochodów dopóki nie będziemy wystarczająco bogaci (nie liczą się dochody, ale majątek). Sięgnij może do książki Thomasa Stanleya „Nie zgrywaj milionera. Lepiej nim zostań.” i przeczytaj historię o Annie After i Barbarze Before. Daje do myślenia.

A zatem co jest możliwe do wdrożenia? Małe zmiany, esencja kaizen. Jak to wygląda na przykładzie przyszłego milionera?

Najpierw zarabianie. Załóżmy, że pracujesz na etacie, osiągając wraz z małżonkiem dwie średnie krajowe. Czy jesteś w stanie znaleźć lepiej płatną pracę w swojej branży? Czy możesz dorabiać sobie po godzinach? Znam nauczyciela, który udziela korepetycji, polonistę redagującego książki, urzędnika i księgowego, którzy jeździli taksówką, handlowca montującego rolety, rolnika remontującego łazienki, urzędnika prowadzącego szkolenia, panią z biura dorabiającą jako dekorator wnętrz.  Rozumiesz? Szukaj pomysłów na dorobienie. To właśnie jest mały krok. Większy będzie polegał na znalezieniu dodatkowej pracy lub założeniu działalności gospodarczej. Największy, na zupełnej zmianie kwalifikacji i podniesieniu dochodów o 100%. Przeszedłem każdą z tych dróg. Wymagają czasu, ale efekty dla dochodów są. Mając wyższe dochody masz z czego oszczędzać.

Teraz oszczędzanie. Zastosuj metodę pytanie – działanie.

P1: Czy wiesz ile wydajesz i na co?

Działanie 1: Zacznij od tego, spisuj wydatki. Codziennie poświęć na to 5 minut. Najlepiej zaraz po powrocie  z pracy, przed zaśnięciem lub po wstaniu.

P2: Na co wydajesz najwięcej?

Działanie 2: Przejrzyj spisane wydatki. Znajdź kategorię w której przeginasz. Może są to wyjścia do restauracji, może samochód, telefon, ubrania, gadżety, może marnujesz wodę, albo opłacasz karnet na siłowni, w której nie byłeś od pół roku. Ja tego nie wiem. Ty musisz to ustalić.

P3: Jakie niewielkie działania możesz podjąć aby zmniejszyć wydatki?

Działanie 3. Staraj się zredukować zbędne lub nadmierne kategorie. Unikaj chodzenia po sklepach. Przestań czytać o najnowszych gadżetach (zazwyczaj panowie), ubraniach. Znam osoby, które potrafią wydać połowę pensji na buty lub ciuchy, albo kupują najnowszego smartfona z umową na 200 zł miesięcznie, zarabiając 1500 zł netto.  Każdy ma inny problem. Ja walczę ze swoim, Ty walcz ze swoim.

P4: Minęło 30 dni. Ile działań wykonałeś?

Działanie 4. Sprawdź ile udało Ci się zrobić. Jeśli nic, albo niewiele, to dlaczego efekt był taki marny?  Może brakowało Ci czasu. Sięgnij po kultową książkę Briana Tracy „Zarządzanie czasem”. Jej  przeczytanie zajęło mi jeden weekend. Skutek dla mojej produktywności. Bezcenny.

P5: Ile zaoszczędziłeś w drugim miesiącu?

Działanie 5. Staraj się zaoszczędzić przynajmniej trochę. Ile? To już zależy od dochodów. Przyjmij na początek bezpieczną kwotę 5% zarobków i staraj się ją zwiększyć do 10-20%. Ja obecnie doszedłem do 40%.

Na koniec inwestowanie. Masz odłożone 250 zł (zakładam 1 miesiąc oszczędzania i 5% od dwóch średnich krajowych). Co z nimi zrobić? Za 50 zł kup dobrą książkę o inwestowaniu. To doskonała inwestycja. Pozostałe 200 zł. Co z nimi zrobisz? To zbyt mała suma na pierwszą inwestycję. Odłóż je zatem na konto oszczędnościowe. Po przeczytaniu książki i półrocznej praktyce masz już prawie 1500 zł (250*5+200).  Teraz szukaj dobrego funduszu inwestycyjnego lub zyskownych akcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *