Nikt po mnie nie będzie płakał

Nie obawiajcie się. Tytułowa deklaracja nie jest objawem depresji piszącego związanej z krótkim dniem, lecz częścią dłuższej wypowiedzi przedstawiciela bractwa przeciwników ubezpieczeń. Sądzą oni, że:

  • kto się ubezpiecza sprowadza na siebie zły los (tak samo jak oszczędzając na czarną godzinę, przyciągamy złe zdarzenia w swoim życiu),
  • nie otrze się łez banknotami,
  • duże pieniądze wywołują wielkie wojny rodzinne, a po nieubezpieczonym na życie „przynajmniej ktoś będzie szczerze płakał”.

O ile z myśleniem magicznym trudno polemizować na poziomie racjonalnym, to jednak warto zauważyć, że nieubezpieczonym również przytrafiają się przykre zdarzenia a nawet, o dziwo, zdarza im się umrzeć. Nie prowadziłem badań statystycznych, chociaż może warto, ale przypuszczam, że prawdopodobieństwo śmierci, wypadku itp. jest równe u osób ubezpieczonych i nieubezpieczonych. Na tym fundamencie: pewność śmierci i możliwość innych nagłych, a niepożądanych wydarzeń zbudowana jest idea ubezpieczeń.

Co do tezy o nieocieraniu łez banknotami, to jest ona co do zasady słuszna. Żadne pieniądze nie zastąpią dzieciom ojca, który zginął w wypadku, żadna kwota nie pozwoli żonie zapomnieć o utracie męża. Spójrzmy jednak z drugiej strony. Otrzymane odszkodowanie ułatwia życie, nie zmusza kobiety, która nigdy nie pracowała do natychmiastowego zarabiania. Daje dzieciom możliwość dokończenia studiów i pozwala pewnie życzliwiej myśleć o zmarłym.

Z kolei przy podziale rodzinnego majątku zaczynają się największe kwasy. Dlatego warto podzielić sumę ubezpieczenia po równo na wszystkich uprawnionych np. żonę i dzieci. Nie powinno się wyróżniać nikogo, zarówno na plus, jak i na minus. Może być i tak, że wypłata ubezpieczenia pozwoli spłacić długi spadkowe (dla osób posiadających kredyt hipoteczny, ubezpieczenie na życie jest zdecydowanie „must have”).

Zdanie, „Nie ubezpieczam się to przynajmniej ktoś będzie po mnie szczerze płakał” usłyszałem od jednego z kolegów jako reakcję na moją opowieść o posiadanej polisie na życie.  Zupełnie się z nią nie zgadzam. Wiem, że pieniądze nie zabiją bólu, nie wypełnią pustki po bliskim, nie ma się co oszukiwać, tak się nie stanie. Pieniądze i uczucia leżą bowiem na różnych półkach w naszym umyśle (patrz teza „Nie ociera się łez banknotami”). Nagły przypływ gotówki, nie zatrzymają łez po stracie kochanej osoby, mogą tylko ułatwić etap żałoby. Tak jak u niekochającego męża/żony/dziecka brak polisy nie sprawi, że ktoś szczerze zapłacze. Tak więc „ubezpieczajmy się”.

Jedno przemyślenie nt. „Nikt po mnie nie będzie płakał”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *