Planowanie według linii życia.

Jedną z niezmiernie ważnych umiejętności pozostaje planowanie (w tym finansowe) według linii życia. Czym ona jest? Otóż, z uwagi na zmiany biologiczne, demograficzne i socjologiczne możemy wyróżnić 4 fazy w życiu dorosłego człowieka. Nazywamy je linią życia.

Faza pierwsza. Linia gwałtownie się wznosi. Początek – rozpoczęcie pracy. Koniec obecnie ok. 35 r.ż. W tej fazie nasze dochody rosną, zarabiamy coraz więcej, a ponieważ potrzeby nie rosną w tym samym tempie (singiel lub DINKS), mamy szansę na gromadzenie oszczędności i inwestycję. Tak, to jest ten czas. Kto go przegapi, będzie miał trudniej. Dlatego, gdy rozmawiam z 25-latkiem, mówię mu: teraz masz siły, teraz intensywnie pracuj, zarabiaj, oszczędzaj, inwestuj. Koło 50-tki mi podziękujesz (jeśli będzie komu).

Faza druga. Linia istotnie się wypłaszczą. Początek – pojawienie się dzieci. Koniec – ok. 45-48 r.ż. Odchowanie dzieci oznacza rosnące wydatki. Ale ponieważ rosną też płace (45-latek znajduje się na szczycie, potem jego pobory zaczną relatywnie spadać), mamy dalej spore możliwości. W tym wieku nadal odkładamy, ale już mniej, a na pewno nie tylko na swoją przyszłość.

Faza trzecia. Linia albo opada, albo delikatnie się wznosi. Faza korzystania z inwestycji i życia. Początek 45-48 r.ż., koniec – dzień przejścia na emeryturę. Nasze dochody z pracy relatywnie (w porównaniu do średniej) spadają. Jeśli pomyśleliśmy wcześniej, zastępujemy je dochodami z inwestycji. Do tego dzieci nadal wymagają pomocy finansowej, albo wręcz utrzymania. Da się żyć skromniej. Albo przeciwnie – wreszcie korzystać z życia.

Faza czwarta. Linia opada coraz ostrzej. Od początku emerytury do śmierci. Jeszcze lepiej widzimy różnicę pomiędzy nieplanującymi i planującymi, oszczędzającymi i żyjącymi na bieżąco, inwestorami i zakopującymi kasę w ogródku. Nasze dochody gwałtownie spadają – emerytura jest niższa niż pensja. Ratują nas wyłącznie inwestycje. Stopniowo pozbywamy się majątku, wspierając dzieci i wnuki albo rozdając organizacjom charytatywnym.

I teraz czas na przemyślenia. Kto dobrze zacznie, ten dobrze skończy. Kto uniknie: rozwodu z podziałem majątku, drastycznych obsunięć kapitału ten w ostatnich dwóch fazach przeżyje równie piękne chwile jak na studiach. Z jednym, nieubłaganym wyjątkiem – coraz gorszego zdrowia i spadku sił witalnych. Ignorowanie faz i linii życia kończy się zwykle dość boleśnie. Popatrzcie na 70-latków (mój były szef), którzy próbują nadążyć za 35-latkami, zaprzyjaźnić się z 40-latkami, a pomimo niewątpliwych atutów, zasługują tylko na ksywę „Joe Biden”. Czasami (jak w przypadku tego pana), taka jest życiowa konieczność, gdy wcześniej nie zadbaliśmy o inwestycję. Pieniądze z odprawy szybko się kończą, nawet gdy ma wartość 6-cyfrową. Moja historia (i kilku innych ludzi) pokazuje, że nie marnując fazy pierwszej, a wykorzystując drugą, zapewniamy sobie spokój w trzeciej i względny luz w czwartej (o ile szczęśliwie dożyjemy). Pomijając pierwszą, musimy zapieprzać w drugiej, a rezultat i tak osiągniemy gorszy. Możemy w nieskończoność przeciągać druga i trzecią (np. wchodząc w ojcostwo czy macierzyństwo po 50-tce), ale wtedy czwarta okaże się boleśnie krótka, albo nigdy nie nastąpi, wywiozą nas na cmentarz zza biurka.

2 komentarze do “Planowanie według linii życia.”

  1. Końcówka fazy trzeciej to początek dystrybucji i konsumpcji tego co się wypracowało wcześniej.
    Dlatego do 50tki ważne jest maksymalizować ( rozsądnie na ile się da) dochody i stopy zwrotu a po 50tce skupić się na zachowaniu realnej wartości z niewielkim plusem.

    1. Dokładnie. Aczkolwiek wielu nadal chce nas przekonać, że można zbierać plony, nie siejąc. Promując najem zamiast własności, wieczne wakacje zamiast oszczędzania, życie na kredyt, markowe ciuchy zamiast emerytury. Dla prawie wszystkich (są jeszcze marginalne historie podobne do pułkownika Sandersa, czyli milionerów na emeryturze), którzy im uwierzą, zostaje smutna perspektywa 50-tki, jako kresu marzeń o zamożności.
      Co do celów finansowych po 50-tce, obserwuję różne tendencje. Niektórzy nadal walczą o jak najwyższe stopy zwrotu, inni dystrybuują już powoli majątek na kolejne pokolenia, pewna grupa „inwestuje” w 20 lat młodsze partnerki, pozostali powoli godzą się prawdą, że „lepszy wróbel (czyli 5%/rok przy 3% inflacji) w garści, niż kanarek (10-15%) na dachu”. Taka postawa ma sens przy sporym majątku, albo malejących potrzebach. Przy czym „magia 50-tki” już się zmienia. Oglądam vlogi ludzi, którzy na wieś, „dla odpoczynku po korporacji” przenoszą się w wieku 35-40 lat, tak zostali przemieleni i wypluci w ciągu 10-15 lat. Po łabędzim śpiewie inżyniera Karwowskiego (tytułowego czterdziestolatka, z problemami), przez lata obowiązywał slogan „czterdziestka to nowa trzydziestka”. Dzisiaj trzydziestopięciolatek opowiada o „chorobach współistniejących” od cukrzycy, przez nadciśnienie, wypalenie, kiedyś właściwych dla człowieka 10 lat starszego. Ostatnio jechałem z byłym fizycznym pracownikiem korpo, zarabiającym latami w nadgodzinach, moim rówieśniku po wszczepieniu endoprotezy biodra. Kiedyś takie operacje przechodzono na emeryturze. Stan zdrowia wcześniej się pogarsza. A następne pokolenie, jeśli nie zmieni trybu życia, będzie miało jeszcze gorzej – ostatnio opowiadał mi sprzedawca garniturów, jak wyglądają sylwetki studniówkowiczów – młodzi mężczyźni (jedzenie+brak ruchu) dostają szerokich bioder i obfitych pośladków (tzw. sylwetka gruszki) do tego stopnia, iż nie mieszczą się w typowe garnitury, które ja kupuję bez problemu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *