Dzisiaj trochę inne potraktowanie tematu oszczędności i inwestycji. Nie koncentrujemy się na FIRE (czyli zgromadzeniu kasy niezbędnej do porzucenia pracy), ale na posiadaniu „wystarczająco dużo”, żeby odczuwać spokojny sen. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że dzisiejsza liczba będzie znacznie większa.
Przy klasycznym FIRE stosowano zasadę 4% czyli wypłacaniu 1/25 sumy oszczędności każdego roku. Posiadając wydatki 10k/m-c potrzebowaliśmy 10k x 12 miesięcy x 25 czyli 3 mln zł. Poza miejscem zamieszkania, którego przecież nie sprzedamy.
Teraz myślimy o innych wartościach. Nie FIRE, lecz spokojny sen. Pogrupowałem je w trzyetapowy plan.
Etap 1. Fundusz awaryjny. Proponuję 6-12-krotności miesięcznych wydatków. W naszym przypadku (10k/m-c) potrzebujemy 60-120 k w funduszu awaryjnym. Przy takich środkach możemy sobie pozwolić na naprawę auta, wymianę sprzętów AGD, leczenie zęba itp. Wreszcie – na przeżycie kilku miesięcy bez pracy, co może okazać się potrzebne przy wypowiedzeniu, załamaniu psychicznym czy innej chorobie. Dostając z buta od szefa, nadal śpimy spokojnie.
I większości taka suma całkiem wystarczy. Znajdą pracę po pół roku (3m wypowiedzenia+3m życia z zasiłku+FA) i odbudują zasoby. Nawet jeśli awaria auta/pralki/lodówki i wypowiedzenie przyjdą jednocześnie, dramatu nie doświadczymy. Na tym etapie plan jest prosty – odkładać 20% dochodu, aż do zebrania całej sumy (6-12 miesięcznych wydatków). Czas 30-60 miesięcy, gdybyśmy zaczynali od 0.
Etap 2. Spłacić kredyty. Marzenie wielu współczesnych mieszczan. Sen z powiek spędza im dług. Trzeba więc pozbyć się go jak najszybciej. Spłacić. I tu pojawia się wiele zależności, dlatego uproszczę. Załóżmy, że zobowiązanie wynosi 300k, a rata (świeżo naliczona) 2100 zł. Wpłacając raz w roku, 13-tą ratę (wybierając skrócenie okresu kredytowania) posuniemy się o rok naprzód w harmonogramie (czyli zamiast 29 lat po roku będziemy mieli 28 lat). Jeśli damy radę spłacić dwie (nagroda, dodatkowa praca) na początku pójdziemy do przodu 3 razy szybciej.
Poza moimi pomysłami istnieją „metoda kuli śniegowej” i całe mnóstwo sposobów. Ja działałem tak. Nagroda roczna (dodatkowa pensja) + 500 zł/m-c szły na ratę. Przy takich warunkach (300k, 2100 raty, 30 lat spłaty, 8k dodatkowej pensji i 6k oszczędności) spłacimy kredyt w 12 lat a nie w 30. Łącznie zapłacimy 156k odsetek zamiast 450k. Ale pisze o wariancie, w którym spłacamy prawie 7 dodatkowych rat. W sumie będzie ich 84, czyli z obowiązkowymi 204. Gdybyśmy trzymali się harmonogramu 360.
Znamy liczby, mamy plan, patrzmy na niebiański spokój, gdy pozbędziemy się długu. Brzmi nieźle. Teraz przed nami tylko etap 3.
Etap 3. Zgromadzenie oszczędności (poza funduszem awaryjnym) w wysokości 200k. Skąd wziąłem tę kwotę? Otóż pozwala ona generować dodatkowo 1500 zł dochodu. Podwojenie państwowej minimalnej emerytury. W sam raz suma na starość. A młodszym wieku z 260-320k (etap 1 i 3) mamy ekstra fundusz w wysokości 26-32 miesięcznych wydatków . Możemy nie pracować przez 2-3 lata.
Z kolei dla wszelkich kombinatorów, podobnych duchem do autora tego bloga, wykonanie trzech kroków, spowoduje spory luz wywołujący chęć improwizacji i udoskonalania życia. Posiadanie kasy 260-320k prowadzi do różnych ciekawych wyboru. Stać nas na zmianę ścieżki kariery, podjęcie gorzej płatnej, ale bardziej interesującej pracy, rozkręcenie jakiegoś interesu, spełnienie marzenia, wreszcie komfort mówienia szefowi prawdy. Spora sprawa.
Dochodząc do końca, program 3 kroków wydaje się realny dla ludzi blisko średniej krajowej. Poradzą sobie z nimi w kilkanaście lat. A to oznacza, że w okolicach czterdziestki zbiorą owoce swoich starań i wyrzeczeń. Sam przez to przeszedłem i polecam.
Ta kwota daje poczucie względnego bezpieczeństwa, można przestać przytakiwać szefowi jak się nie zgadzamy, jechać gdzieś odpocząć, jak się zepsuje samochód to naprawić.
Pisaliśmy to wiele razy- każde oszczędności są lepsze niż ich brak, ważne, żeby to oszczędzanie było nawykiem a nie incydentalnie- wtedy mamy szansę przejść do poziomu wyższego.
Masz całkowitą rację – każde oszczędności są lepsze niż ich brak. Dodałbym – a im większe, tym lepiej. Niemniej jednak nie każde pozwalają spać spokojnie. Do tego trzeba solidnej poduszki finansowej.
Co do sposobu oszczędzania. Tutaj mam drobną uwagę – lepiej oszczędzać incydentalnie niż wcale, działa zasada jak powyżej. Znam też przypadki, gdy regularne oszczędzanie nie wchodzi w grę. Nie dadzą rady regularnie oszczędzać – osoby z nieregularnymi, wysoce zróżnicowanymi dochodami. Wiele właścicieli JDG, freelancerów mieści się w tej grupie. Raz wpływ 30k/m-c, a za miesiąc 2k. W jednym ze starych wpisów temat poruszyłem, opracowując metodę „uśredniania kosztów”.
„Regularnie „- mialem na myśli nie co miesiąc np. 15-tego, ale zawsze jak pojawi nam się nadwyżka. Może to być raz na 6 miesięcy, raz na rok. Ale oszczędzamy, potem ewentualnie inwestujemy część oszczędności a nie oddajemy się tylko konsumpcjonizmowi po otrzymaniu kwoty większej niż bieżące wydatki.
Jak mówiły babcie „Pamiętaj rozchodzie, bądź z dochodem w zgodzie”.