Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
listopad 2025 – Strona 2 – Oszczędny Milioner

Dwie 90-latki i giełda. Nieprawdopodobna historia.

Kiedy kumpel opowiedział mi o wizycie swojej ciotki, początkowo nie chciałem wierzyć. Blisko 90-letnia pani ze swoją jeszcze starszą koleżanką codziennie grają na giełdzie i utrzymują się z tego. Jak to możliwe?

Zasada 1. 90-latka miała czas na zbieranie kapitału. Tutaj wszystko okazywało się proste, bogaty mąż, który zazwyczaj (i tak było), żyje krócej. Spora renta rodzinna plus spadek, brak dzieci i dało się zebrać ponad 1 mln zł kapitału. Zadziałał też procent składany plus czas.

Osiągając stopę zwrotu 8% uzyskamy 1 mln zł z:

  • 20 lat – 1700 zł/m-c,
  • 30 lat – 700 zł/m-c,
  • 40 lat – 350 zł/m-c.

W roku 1995 (30 lat temu), 700 zł dawało średnią krajową.

Kto planuje żyć długo, może nawet zacząć późno.

Zasada 2. Ćwiczyć ciało i głowę. Ważna sprawa – po co nam żyć 90 lat, skoro spędzimy je w łóżku, patrząc na świat oczami dziecka? Bez sensu. I tutaj sytuacja tych pań pokazała, że dbały o siebie. Codzienne ćwiczenia, sanatoria, biblioteka, czytanie. Żeby aktywnie grac na giełdzie – trzeba mieć umysł jak brzytwa.

Zasada 3. Nie zmęczyć się pracą. O, to podstawa. Obie panie pracowały krótko. W domu, nie mając dzieci, ale kogoś do pomocy – także. O wszystko dbał mąż. Na to może liczyć wąska grupa.

Zasada 4. Inwestować. Obie panie wiele lat temu odkryły giełdę. Przekonały się, że mają do tego smykałkę, a potem zaczęły trenować. Dzisiaj dzielą czas (i pieniądze) pomiędzy inwestycje długoterminowe, w spółki płacące dywidendę oraz codzienną spekulację. Dzięki temu, poza sutymi emeryturami, zarabiają te swoje 80 tys. zł rocznie (każda dysponuje kapitałem po 1 mln zł).

Wnioski. Nigdy nie jesteś za stary, aby uczyć się inwestycji. Nie warto tego odkładać na później, bo mistrzostwo wymaga ćwiczenia. Niezależnie od tęgo, jak nieprawdopodobna wydaje się ta historia.

Barista FIRE czy plumber FIRE?

Czym jest FIRE pewnie wiecie – wczesną emeryturą, wypłacaną z oszczędności/inwestycji. W skrócie – mówimy o stylu życia, który kiedyś nazywano rentierem.

Barista FIRE, odmiana tej pierwszej, polega na podejmowaniu prostej pracy dorywczej, pozwalającej nam na kontakt z ludźmi i zarabianie pewnej kwoty pieniędzy. Wtedy wystarczą mniejsze oszczędności (kapitał). Popatrzmy jako wygląda w praktyce.

Załóżmy – potrzebujesz na życie 2-osobowej rodziny ok. 3000 zł (bez hipoteki, kawałek ogrodu). Ponieważ dysponujesz oszczędnościami/inwestycjami 400 tys. zł, miesięcznie wypłacasz 1333 zł (400 tys. zł x 4%/12 miesięcy). Brakuje Ci 1667 zł. W modelu Barista FIRE nie idziesz pracować do biura, ale podejmujesz pracę baristy, kelnera, barmana, z założenia niezbyt skomplikowaną i nieangażującą, możliwą do wykonywania na godziny. Jeśli dostaniesz minimalną stawkę godzinową (w gastronomii – standard) – zarobisz 30,50 zł/godzinę brutto, co po odjęciu ZUS, NFZ da Ci 24 zł netto (unikniesz podatku, przy tak małych zarobkach). 1667 zł/24 zł to ok. 70 godzin/m-c. Dzieląc na dwie osoby – 35 godzin/m-c i ok. 8 godzin/tydzień. Nieźle.

Ale można lepiej. I tak wymyśliłem plumber FIRE, czyli zamiast modnego, nowoczesnego zawodu – hydraulik. W moim województwie średnia cena z punkt (https://kb.pl/remont-i-wykonczenie/instalacje-hydrauliczne/cennik-uslug-hydraulicznych/) wynosi ok. 240 zł montaż i 180 zł demontaż. Średnio doświadczony hydraulik (jak ja) potrzebuje ok. godziny na pkt (na demontaż mniej). Na działalności nierejestrowanej (czyli bezskładkowo) w takiej skali (1700 zł/m-c) nie płacimy nawet podatku, a więc netto=brutto. Tym sposobem 210 zł/godzinę (średnia) daje nam 8 godzin…, ale w miesiącu. I na tym polega wyższość plumber FIRE nad barista FIRE. A problem? Łatwiej zrobić kawę, niż zamontować rurę.

Wyłączenie grzejników – głupia oszczędność. Czego nie robić w starym domu?

Dzisiaj powrót do tematu ogrzewania. Otóż, w dobie drogich nośników energii, część osób ma pomysł na drastyczne ruchy np. obniżenie temperatury w domu do poziomu 16-17 st. C. To właśnie głupia oszczędność. Jak mówią, skórka za wyprawkę, albo chcąc oszczędzić na zatyczce, zmarnowałeś beczkę (wina). Dlaczego?

Otóż wyobraźmy sobie przeciętny dom. Taki jak mój. Zapotrzebowanie na ogrzewanie ok. 20.000 KWh przy niezbyt ostrej zimie i tzw. temperaturze obliczeniowej (+20 st. C). Grzejemy gazem, a to oznacza rachunki w granicach 8000-9000 zł/sezon. W praktyce – w styczniu i lutym po 2000-3000 zł. Ponieważ nie zarabiamy wiele staramy się termostat ustawić na 16-17 st. C. Wiemy bowiem, że obniżenie temperatury o 1 st. C daje oszczędność nawet 8%. No i 4 st. C to już 32%. Prawie 1/3. Z 2000 zł zrobi się 1400 zł, z 3000 zł nieco ponad 2k, a rocznie z 8k nieco ponad 5k, z 9k ok. 6k. Warto?

Nie. W takiej temperaturze trudno funkcjonować, jeśli tylko na dłużej usiądziemy, żeby np. popracować na komputerze, obejrzeć film. Istnieją doradcy, którzy powiedzą – załóż drugie skarpety, bluzę, grube spodnie. A dłonie? W rękawiczkach chyba nie usiądziemy. I tu pojawia się pierwszy problem. Niski komfort cieplny. Oznacza on częste przeziębienia, osłabienie. Dochodzi jeszcze jeden kłopot. 16 st. C w kuchni da się wytrzymać (przy gotowaniu będzie 2-3 stopnie cieplej), w sypialni nawet też. Natomiast w łazience – klęska. I wszystko, co zaoszczędzimy na gazie, wydamy na lekarzy.

Problem nr 2 nazywa się wilgoć. Mega szkodliwa dla zdrowia i budynku (powoduje powstanie tzw. syndromu chorego domu). Zrobiłem taki eksperyment. Na wsi nie grzałem przez 2 dni w deszczowy, jesienny dzień. Temperatura spadła o 4 st. C. W tym samym czasie wilgotność wzrosła o 12% (z 58% do 70%). Jeden dzień grzania i powrót do starego poziomu. A w moim „zimowym”, czy „miejskim” domu. W salonie 20 st. C i 58% wilgotności powietrza. „Pokój na uboczu” gdzie istnieją 3 ściany zewnętrzne, czwarta od nieogrzewanej piwnicy, nieizolowana podłoga nad garażem oraz słabo ocieplony dach” – temperatura 17 st. C (czyli tylko 3 st. C różnicy) i wilgotność 65%. W żadnym z tych pomieszczeń nie suszy się pranie (mamy suszarkę kondensacyjną), a salon leży blisko kuchni (wilgoć z gotowania potraw) i łazienki. Te 7-12 % wilgotności robi wielką różnicę. Zwłaszcza dla murów obłożonych styropianem, astmatyków, alergików itp.

Problem nr 3. Nagrzanie wychłodzonego muru. Wiem coś o tym. W pierwszym roku, kupiony na jesieni i słabo grzany na czas remontu dom, przez 3 tygodnie intensywnie doprowadzaliśmy do 20 st. C. Ogromnym kosztem zużycia gazu (+50%), zanim mury przestały mrozić przy dotyku. Czyli, jeśli przekonamy się, że 16 st. C nie dla nas, zapłacimy podwójnie (oszczędność 32%, dołożymy tyle samo, ale wydamy na leki, oraz pochłaniacz wilgoci).

Z tych trzech problemów (sprawdzonych empirycznie), pojawił się wniosek – zostajemy przy 19-20 st. C.

Jak przygotować się do emerytury? Zwiększenie dochodów bieżących. Konkretne pomysły.

Podstawowy paradoks finansów osobistych brzmi – im mniej zarabiasz, tym więcej musisz zgromadzić oszczędności. Dlaczego? Ponieważ mniej możesz pokryć z bieżących dochodów. Także na emeryturze, która zbliży się do minimalnej. Co robić w takiej sytuacji? Zwiększać swoje możliwości zarobkowe, żeby móc więcej odkładać.

Mam świadomość, że dla kogoś kto zarabia obecnie pensję minimalną odkładanie 580 zł tylko na emeryturę (PPK, IKZE, IKE) okaże się bardzo trudne. W lepszej znajdzie się ktoś ze średnią krajową (6500 zł netto/osobę). Dysponujemy jednak pewnym narzędziem, które pozwala nam podbić wyniki. Zwiększenie dochodu.

Pomysł 1. Podniesienie kwalifikacji. Przez „podniesienie” rozumiem zwiększenie możliwości zarobkowych. Niekoniecznie chodzi tu o studia, czasami wręcz praktyczny kurs da lepsze efekty. Operator koparki czy stolarz zarobi więcej niż bibliotekarz.

Pomysł 2. Dodatkowe zlecenie lub zatrudnienie. Pamiętacie tekst o boomerze? Pracował 18 godzin na dobę. Nie polecam. Niemniej jednak dodatkowe 10 godzin w tygodniu wg stawki 30 zł/h daje nawet dodatkowo 1200 zł/miesiąc.

Pomysł 3. Działalność gospodarcza „na boku”. Patric McGinnis w „10-procentowym przedsiębiorcy” wyjaśnia nam tę ideę. Podobnie czyni Tim Ferriss w „Narzędziach tytanów”. Własna firma może być efektywnym wehikułem do dodatkowych kilku tysięcy złotych. Może więcej. Do pewnej kwoty nie musisz nawet zakładać dg.

Pomysł 4. Dołóż z wynajmu. Poprzez wynajem rozumiem zarówno wynajęcie mieszkania, domku na wsi, jak i pokoi na Airbnb czy nieużywane auta. Kombinuj co możesz zrobić.

Pomysł 5. Czerp zyski z inwestycji kapitałowych. Akcje, obligacje, lokaty, co sobie wybierzesz. Oczywiście, do tego akurat punktu trzeba mieć kapitał i tu pojawia się problem. Trzeba najpierw go oszczędzić.

Pomysł 6. Spłać przed terminem kredyty i pożyczki. Nadpłata pozwoli zaoszczędzić kupę kasy. Warto o tym pomyśleć. już teraz. Wiadomo, taki sposób nie okaże się łatwy, ale zysk spory (hipoteki są teraz oprocentowane na 8-9%, a co dopiero pożyczki konsumpcyjne).

Pomysł 7. Poproś o podwyżkę. Najprostszy sposób zarabiania prawie bez wysiłku, to poproszenie o podwyżkę i… dostanie jej. Dobrze przygotuj się do tej rozmowy. A podwyżkę, przeznacz na oszczędności.

Pomysł 8. Zmień pracę. Kiedy szef nie chce dołożyć paru groszy, szukaj szczęścia gdzie indziej. Często na podobnych stanowiskach, w tym samym mieście zarobki sporo się różnią (np. w moim zawodzie w jednym miejscu zarabiam o 7% więcej podstawy niż w drugim).

Generalnie, zwiększenie dochodów dzisiaj, oznacza wyższą emeryturę w przyszłości, pamiętaj o tym.