10 kroków do ucieczki z kieratu. Załóż własną firmę na boku.

Gdybym miał napisać tylko jeden sposób na wyjście z kieratu, piekielnego kołowrotka:

-5 dni pracy 7-20- weekend,

– 11 miesięcy pracy -2 tygodnie urlopu,

-42 lata pracy -5 lat emerytury,

napisałbym właśnie: załóż własną firmę. Najpierw na boku, potem może zrób z niej podstawowe źródło utrzymania. Dlaczego?

Po pierwsze – sam wybierasz: godziny pracy, klientów, określasz stawki. Ważne, diablo ważne. Nie prosisz nikogo o pracę zdalną, work life-balance.

Po drugie – masz większe dochody. Badania GUS pokazują – przeciętny właściciel firmy zarabia lepiej niż pracownik.

Po trzecie – w konsekwencji – znacznie szybciej budujesz majątek. Wyobraź sobie scenariusz, którego sam doświadczyłem 15 lat temu. 2700 zł netto na etacie i po roku 8100 zł we własnej firmie (przy czym obie 170 godzin). A teraz? Takie same zarobki w 30 godzin, jak wcześniej w 90-100. Przejdźmy do średniaka. Zarabia 6000 zł netto. Oszczędza 10% czyli 600 zł. Gdyby w firmie zarobił dodatkowe 2000 zł (20 godzin pracy miesięcznie – 2 weekendy) i odłożył je, nagle ma ok. 2600 zł/m-c. Oszczędności wzrosły ponad 300%.

Po czwarte – uczysz się. Umiejętności cennych na rynku i samodzielności. Oraz myślenia. Zwiększasz własną wartość.

Po piąte – zyskujesz zabezpieczenie. Wiem, bo ćwiczyłem jakie to ważne. Te dodatkowe 2000 zł oszczędności na miesiąc i szansa na rozwinięcie bazy dochodów, gdy etat nie wypali. Ważna sprawa.

Dlatego, niezależnie czym jest Twój kierat, własna firma, założona z głową, da ci zdolność do zmiany.

10 komentarzy do “10 kroków do ucieczki z kieratu. Załóż własną firmę na boku.”

  1. Przerabiałem to. Niestety w moim przypadku, na dłuższą metę ciągnięcie dwóch srok za ogon się nie sprawdziło. Po kwartale w takim trybie miałem poczucie, że non stop jestem w pracy. Cierpiał na tym mój ogólnorozumiany dobrostan, rodzina, aktywność fizyczna czy zainteresowania. Po prostu brakowało mi czasu i energii na całą resztę.
    Z czasem zmieniłem pracę i udało mi się zwiększyć dochody unikając jednocześnie inflacji trybu życia. Nie rezygnując z niczego, mam nadwyżki w wysokości 30 – 50% miesięcznych dochodów, które lokuje na dłuższy / średni / krótszy termin, żyjąc na satysfakcjonującym mnie poziomie.
    Zostało mi 5lat do pięćdziesiątki, nie planuję przejścia na wcześniejszą emeryturę, zdecydowanie planuję zwolnić pracując na część „etatu”.
    Cały proces zajął mi ok 7 lat. W tym czasie podnosiłem kwalifikacje i robiłem to, co mi zawodowo dawało frajdę – myślę, że to może być istotny czynnik w kontekście uczucia bycia w kieracie. Praca dla samych pieniędzy to wg mnie prosta droga do kieratu.
    Dodatkowo, jak z resztą napisałeś, lepsza sytuacja finansowa daje poczucie bezpieczeństwa a sam nawyk regularnego oszczędzania, czyni cuda dając sporo frajdy.
    Fajny blog, staram się czytać regularnie 🙂

    1. Dziękuję za pierwszy komentarz i serdecznie witam na blogu. Ja prowadzę firmę i pracuję razem ok. 15 lat, i wiem, że własna firma usługowa=zawsze w pracy z telefonem. Ćwiczą to moi przyjaciele prowadzący pensjonat, budowlańcy. W handlu jest podobnie. Obecnie sama praca etatowa jeśli jest wariacka – dokładnie tak wygląda. Niewiele osób wychodzi z pracy i wyłącza telefon. Aczkolwiek praca+dg= 2 x strumień zadań i jeżeli oba się skumulują mamy przepis na koszmar.
      Praca na część etatu wydaje się docelowo znacznie bezpieczniejsza, aczkolwiek w pewnych sytuacjach (ktoś pragnie podróżować) niezbyt możliwa. Stąd pomysły mini-emerytur, sabbaticali itp.
      Podobnie patrzę na cel pracy – też nienawidzę pracy bezsensownej. Chociaż wielu pisarzy, poetów pracowało w zawodzie (Franz Kafka – jako urzędnik, Bolesław Leśmian jako notariusz) w mega nudnej i powtarzalnej rzeczywistości – tworzyli coś nocami, rankami, w przerwie na lunch.
      I na koniec – oszczędzanie + podnoszenie kwalifikacji. Najlepsza inwestycja to inwestycja w siebie. A poduszka finansowa, którą zapewniają oszczędności daje luz, spokój, dobry sen i pogodne patrzenie w przyszłość. Tylko trzeba najpierw tę poduszkę stworzyć. Stąd mój pomysł praca+20% przynajmniej przez jakiś czas.

  2. Nie każdy chce/ lubi/ nadaje się do zakładania firmy. Firmy zakładają osoby odważne, ponadprzeciętne. Dobrym wyborem, aby uciec z kieratu choć częściowo jest praca hybrydowa, a najlepiej 100 proc. zdalna. Zarobki w dużym mieście, a wydatki na wsi.

    1. Witam na blogu i dziękuję za komentarz.
      Owszem nie każdy nadaje się do zakładania firmy. Moja obserwacja wskazuje, że liczba tych, którzy się jednak nadają oscyluje wokół 80% społeczeństwa. Własna firma może równie dobrze oznaczać niewielki zakład usługowy (od szewca do lekarza), jak i nowe korpo. Własna firma – jako hasło – to tylko sposób rozliczania dochodów. Mam w rodzinie kilka jdg – większość z nich da się realizować na zleceniu (freelance) albo nawet etacie (redakcja tekstów). Nie chodzi bowiem o gigantyczne zyski lecz wolność wyboru. Na początek tzw. działalność nierejestrowana będzie doskonałym wyborem (zero formalności, śmieszna księgowość).
      Praca hybrydowa – masz rację. Inni czytelnicy zgłaszali zastrzeżenia co do jej hermetyczności (dostępności w wąskiej grupie miejsc i zawodów). Wyłączamy: wszystkie zawody rzemieślnicze, rolnictwo, większość budżetówki, pilotów wycieczek, pracowników sklepu. Natomiast, jeśli możemy sobie na nią pozwolić – daje nam luz. Mieszkamy sobie w dowolnym miejscu (czasem ograniczenie „w Polsce”), zarabiamy tyle samo, a nie tracimy czasu na dojazdy, szykowanie się itp. I wieś się na ten sposób na życie doskonale nadaje.

    2. Dzień dobry.
      Co do pracy hybrydowej, oczywiście świetnie, pod warunkiem koniecznym, że można ją w taki sposób wykonywać.
      Nie będzie ona dana pracownikom fizycznym i większości tzw. pracowników umysłowych ( m.in. zdecydowana większość lekarzy, nauczycieli w szkołach, prawnicy chodzący po sądach, kierownik budowy). Natomiast- jak zauważył słusznie autor bloga- dla zdecydowanej większości z tych ludzi możliwa jest własna dzialalność .
      Niestety, dla części pracowników ” zdalnych” to są ich ostatnie lata pracy w tym zawodzie, bo korporacje, które ich zatrudniają będą sporą część zbędnych stanowisk redukować ( przede wszystkim rozwój AI). Bo tak będzie sprawniej i taniej a tego oczekują akcjonariusze.
      I wtedy z wyboru pracy zdalnej, hybrydowej zrobi się przymus przebranżowienia. Dlatego pracując hybrydowo w szeroko rozumianych ” procesach wsparcia” jako przysłowiowy team lider budowałbym intensywnie kapitał. ( czego większość nie robi, bo gadżety są niezbędne a przysłowiowe Malediwy takie piękne na zdjęciu w nowym obiektywie Iphona 16 pro max. ).
      Iwona, to nie była wycieczka personalna oczywiście, tylko smutna, subiektywna ocena rynku na tego typu prace.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia w realizacji planów.

      1. Jest „praca zdalna” i praca zdalna. 🙂 Niektórym praca zdalna kojarzy się jako mniej poważna od tradycyjnego modelu. Nie zawsze praca zdalna to działy wsparcia. W moim korpo zdalnie pracują prawie wszyscy, w tym prawnicy, księgowi, IT. Znam wielu inżynierów, nie tylko IT, którzy pracują 90-100% zdalnie. Zależy od firmy. Watpię, żeby AI wszystkich zastąpiła.

        1. Praca zdalna może być poważna. W mojej działce 90% czasu mógłbym pracować zdalnie. Spotkanie twarzą w twarz zastąpić Zoom-em. Tylko szef, wychowany w poprzedniej epoce, uważa że „na zdalnej nic się nie robi i nie rozpuszczajmy pracowników”. W efekcie jeden z najlepszych specjalistów uciekł nam do Warszawy, bo zamiast dojeżdżać z przedmieść siedzi sobie w domu, bawi się z psami (hodowla), zrobi, co miał zrobić, a w centrali pojawia się raz w miesiącu.
          AI nie zastąpi wszystkich poza ludźmi z bazową wiedzą. Podałaś przykład: prawnik, księgowi, IT. W przypadku pierwszego, AI nie pójdzie do sądu (na to zwrócił uwagę i Bartek), tylko w pracy przeciętnego prawnika firmowego sąd to może 10% czasu. A 90% kontakt z ludźmi i dokumentami – do zrobienia na zdalnej. O ile w prostej sprawie AI uzupełni pozew, o tyle odpowiedzi już nie, ani pytań do świadków. Księgowy, tzw. kontysta, czyli wpisujący do programu dane zostanie zastąpiony (wystarczy e-faktura i rozpoznawanie zależności). Natomiast ze znajomością przepisów, podpowiadający, optymalizujący dalej musi zostać człowiekiem. Aczkolwiek mojej księgowej z dg nie widziałem już dwa lata – czyli zdalnie się da.
          IT – ta branża podobno najprostsza do uzdalnienia (większość problemów ma charakter programowy a nie sprzętowy). Czy zastąpi ich AI? Wątpię. Podobnie jak w księgowości – czym innym jest napisanie kodu, a czym innym rozpoznanie potrzeb użytkownika, support. Tu bot wymięknie.

      2. Nie byłbym tak radykalny w twierdzeniu, o zastępowaniu ludzi AI. Może w jakiej powtarzalnej analizie, może w klepaniu Excela, księgowości rozumianej jako wrzucenie faktur do książki przychodów i rozchodów. Natomiast wszędzie tam, gdzie ważne są niuanse, kontekst, zrozumienie psychologii czyli w szeroko pojętej obsłudze klienta, wykraczającej poza formułki bota ludzie jednak nadal będą niezastąpieni.
        Z lenistwa podejmowałem kiedyś próby wykorzystania AI do wykonania pewnej koncepcyjnej części mojej pracy – bezskutecznie. Właśnie tam, gdzie trzeba wybrać rozwiązanie AI pada. Potrafi odnaleźć informację, ale są to wiadomości niewykraczające poza zdolność przeglądarki internetowej.
        Podam prosty przykład z życia. Jadę na wakacje autostradą przez Serbię. No i chciałem sprawdzić – ile drożej kosztuje autostrada, gdybym zamiast osobówki wybrał Fiata Ducato tzw. brygadówkę. Google AI podała błędną odpowiedź (cena jak za osobówkę) dopiero wejście (przez wyszukiwarkę) na stronę serbskiej GDDKiA pokazała, że zapłacę 3 razy więcej. I teraz wyobraź sobie, że ktoś takie niepewne dane poda klientowi.

  3. Przepraszam Iga za literówkę przy imieniu. Jak mogłem pomylić Igę z Iwoną do tej pory nie wiem:-).
    Oczywiście na dzień dzisiejszy macie rację, AI jest zawodna i zaczyna dopiero ” raczkować”.
    Nie jestem futurologiem, ale ludzie w XIX w. samochód traktowali jako ciekawostkę dla bogatych ludzi a na początku XX w. powszechnie sądzili, że samolotem straceniec nie poleci dalej niż kilkadziesiąt kilometrów.
    Kilkanaście lat później wozy bojowe przejeżdżały przez okopy a lotnicy wyrzucali na nie bomby z samolotów.
    Myślę, że postęp AI, który zmieni nasz świat będzie zdecydowanie szybszy niż te kilkanaście lat.Niestety.

    1. Ja też nie jestem futurologiem i mogę się mylić. Widziałem jednak całe mnóstwo „rewolucyjnych” wynalazków, o których świat zapomniał. I AI jako pomysł na zastąpienie pracowników może okazać się jednym z nich. Maszyna ma zasadniczo dwie wady: brak uczuć oraz motywacji, a więc nieumiejętność ich zrozumienia, co w wielu dziedzinach jest ważne (lekarz, prawnik, sprzedawca) a także myślenie algorytmowe zamiast wielopłaszczyznowego. Stąd komputer, gdy w grę wchodzą scenariusze czysto matematyczne (np. szachy) radzi sobie lepiej, a w innych dziedzinach (np.inwestowanie, diagnozy medyczne) – gorzej.

Skomentuj Oszczędny Milioner Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *