W ludowej optyce, maj był jednym z najgorszych miesięcy na ślub (poza listopadem, kojarzonym ze śmiercią). Opowiadało o tym przysłowie „Marcowe stadło, diabłu pocieradło”. Niemniej jednak właśnie w maju, poruszam temat, dość kontrowersyjny, ale i chyba praktyczny.
Na kilku forach spotkałem się z opinią „nie stać mnie na ślub”. No i zacząłem analizy.
Generalnie widzę zmianę mentalności. O ile jeszcze 20 lat temu standard stanowiła biała sukienka, kościół oraz wesele na 100 osób, co nazywam tytułowym tradycyjnym ślubem, o tyle dzisiaj zaczyna mocno zaznaczać się inny trend – ślub w urzędzie plus obiad dla rodziny. Powody? Zmiany obyczajowe i ceny.
Najpierw przeżyłem odejście od wesel wielodniowych. Potem odwrót od ślubów kościelnych (w dużych miastach stanowią one mniej niż połowę związków). Teraz odpuszczono sobie także wesela, nie widząc w nich wielu plusów. To są właśnie zmiany obyczajów – kiedyś nie do pomyślenia. Trzeba się było zadłużyć, zacisnąć zęby, a impreza miała być.
Dzisiaj, gdy stuosobowe wesele kosztuje 150-160 tys. zł (sam talerzyk czyli miejsce przy stole i jedzenie ok. 500 zł/os.), wielu zastanawia się nad sensem wydania na jedną noc równowartości wkładu własnego na mieszkanie, a czasem miejscach nawet połowy ceny dwupokojowego mieszkania. Kiedyś było jednak relatywnie taniej. Dlaczego?
Najpierw weszły restauracje, które obecnie wywindowały ceny. Potem szereg nowych elementów – profesjonalny film zamiast wujka z kamerą, foto budki, atrakcje, prezenty dla gości, miejsca hotelowe, identyczne stroje dla druhen, wieczór panieński, wieczór kawalerski oraz cała oprawa, diablo dzisiaj droga. W zasadzie tylko wódka (w relacji do zarobków) potaniała. Jednak w wielu wypadkach zastąpiły ją słabsze trunki. I dochodzimy do tych 150 tys. zł. Czy się opłaca? Nie. Czy warto? Osobiście, nie sądzę, ale o odejściu od zwyczaju nie można myśleć w tradycyjnych społecznościach. Moi przyjaciele górale nie wyobrażają sobie ślubu bez kościoła i wesela. Ja ze spokojem przyjąłem deklarację moich dzieci, że najpierw wspólne zamieszkanie, potem skromny ślub i obiad dla najbliższej rodziny. Czasy się zmieniają. Jaki jest sens puszczania 150k w jedną noc, a następnie spłacanie rat za mieszkanie? Żaden. A wielu po prostu na to nie stać (ani na wesele, ani na własne M). Stąd odpowiedź na tytułowe pytanie coraz częściej bywa negatywna.