Lepsza praca wypiera gorszą.

Ostatnio jeden z moich kolegów zmienił robotę. Pracowaliśmy razem przez kilkanaście lat, a wcześniej chodziliśmy do jednego liceum. Jako prawie pięćdziesięciolatek dostawał ok. 6.5 tys. zł netto za 40 godzin w tygodniu intensywnej pracy. Miał dom podmiejski, pasję (psy), którą trudno realizować z biura.

I po poszukiwaniach znalazł Świętego Graala. Dostał etat w Warszawie z 90% pracą zdalną (musi pojawić się 1-2 razy w miesiącu). Podwyżka o 20% i zero kosztów dojazdu. No i wreszcie siedzi sobie w ogrodzie ze swoimi pupilami.

Dotychczasowy pracodawca bronił się przed zdalną, zarzucał zadaniami i wymaganiami, płacił nieźle jak na moje miasto, ale bez szału. W efekcie – stracił dobrego pracownika. Moja refleksja na ten temat – jak w tytule. Ludzie nie są głupi, pójdą tam, gdzie im lepiej. Pracodawca, opowiadający „zaprowadzę dyscyplinę”, zabraniający wychodzić z budynku w przerwie śniadaniowej, szybko straci najlepszych, ponieważ warunki się zmieniły. Coraz więcej firm proponuje pracę z domu, daje odrobinę luzu. Nie mówię o „owocowych czwartkach” czy „piątkach bez garnituru”, tylko elastycznym czasie pracy (przychodzę od 6 do 12 i muszę zostać 8 godzin), możliwości pogrania w rzutki w pokoju socjalnym, czy rozliczaniu z zadań a nie dupogodzin.

6 komentarzy do “Lepsza praca wypiera gorszą.”

      1. Ludzie rozumuja na zasadzie „dobry pan bo za duzo nie wymaga i jako tako placi”.
        Z takim podejsciem mozna przezyc. Tylko dokad nas to zaprowadzi? Do masowego niewolnictwa? Trzeba wywrocic stolik albo i wszystkie meble w tym burdelu.Tak, beda straty-chwilowe. A potem bedzie wiekszy zysk niz teraz bo wszystko wroci do normy. Kto tego nie widzi jest slepy, gluchy albo imbecyl.Bo jak nazwac czlowieka, ktory majac podane na tacy info nie analizuje i nie wyciaga wnioskow.

        1. Do 17.35. Masz rację, większość zadowoli się pracą jako-taką: pensja na czas, w przyzwoitej wysokości, warunki też przeciętne. Natomiast wąska grupa dąży do zmiany. I teraz, ta druga postawa – zapewnia sukces. Pierwsza – też jest niezła, zwłaszcza dla osób przeciętnych, natomiast wymaga robienia czegoś poza pracą. Podawano wielokrotnie przykład zamożnych listonoszy, no umówmy się, ani pensja, ani ambitne zadania, a jednak dochodzili do czegoś – w sensie majątkowym. W jaki sposób? Oszczędzając i inwestując. Nie oszukujmy się, większość jest właśnie przeciętna. Zarówno ludzi, etatów, jak i firm. Mają jednak jakieś cechy wyróżniające, na których mogą budować swoje sukcesy.
          Natomiast chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedno, percepcja pracownika i pracodawcy bywa diametralnie różna. Dla pracownika z wieloletnim stażem, który przez lata wyróżnia się wynikami, a otrzymuje tyle co wszyscy, awansują zaś kumple kierownika, przychodzi taki moment oceny „nie warto się starać”. I zaprzestaje starań. Dzisiaj nazywa się to różnie i zazwyczaj po angielski „quiet quitting, „bare minimum” itp., ale chodzi o taki scenariusz „robię tylko tyle, aby mnie nie zwolnili”. I z jednej strony taka postawa wywołuje szkody w gospodarce, z drugiej potrafi być indywidualnie korzystna. Wreszcie – sam przełożony ją wywołał, bo nie docenił niezłego podwładnego.

  1. Wszystko reguluje rynek.Czyliu starsi i madrzejsi w wierze, a w zasadzie firma Vanguard jako wlasciciel wiekszosci firm i krajow na swiecie.Jak bedzie za drogo-kopa w d i tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *