Czy stać Cię na spełnienie marzeń? Koszty posiadania „małego włoskiego domku”.

Żyjemy w czasach, kiedy za mieszkanie w centrum Warszawy (niech będzie 900 tys. zł za 45 m2) można sobie zapewnić całkiem ciekawe alternatywy. Na przykład włoskie wakacje nad Adriatykiem. Ale nie wszyscy mają takie opcje. Poszukajmy tam czegoś tańszego.

Internet swego czasu rozgrzewał łącza informacja o domach za 1 Euro. Było jak w kawale o rowerach rozdawanych na Placu Czerwonym – wszystko na opak. Nie sprzedawano 1 Euro – tylko od tej kwoty zaczynała się licytacja (realne ceny 5-10 tys. Euro). Nie domy, ale rudery do kapitalnego remontu, które trzeba wyremontować, wkładając kolejne kilkadziesiąt tysięcy „papieru”. Wreszcie, nie w tętniącej życiem krainie Dolce Vita, lecz na wymierającej sycylijskiej prowincji. Zamiast młodego biznesmena Massimo, mamy co najwyżej 80-letniego Giorgio-stolarza. Fanki Blanki Lipińskiej będą zawiedzione. Czas schować marzenia do szuflady?

Nic z tych rzeczy. W odległości niespełna 1800 km od Warszawy (1500 od Krakowa), za to 110 km od Rzymu, w malowniczej Umbrii (wzgórza z położonymi na nich średniowiecznymi miasteczkami), znajdziemy okolice Orvieto. Zalety:

  • ceny domków (60-80m2, kamienne) – 40 tys. Euro (180 tys. zł),
  • blisko jezioro,
  • region słynie z dziczyzny i trufli,
  • widoki i zabytki.

Za taką cenę możesz kupić drewniany domek pod Hrubieszowem. Szczerze – bez zastanowienia wybrałbym Umbrię. Załóżmy na chwilę, że masz taką kwotę. Oczami duszy (jak ja, do czasu zobaczenia Monopoli) widzisz siebie, spędzającego kolejne wakacje wśród wzgórz, równie ładnych jak nasz Beskid Niski (i podobnie wyludnionych), a oddalonych od Warszawy o: 1,5 godzinny lot do Rzymu, potem 2 godziny jazdy pociągiem i 15 km lokalnego przejazdu (zapłacisz miejscowemu, to po Ciebie przyjedzie). Będziesz szybciej niż w Wysowej. No i Orvieto, jeśli patrzysz na zabytki, porównasz nie z Gorlicami lecz raczej Krakowem. Wybierając auto potrzebujesz dnia jazdy. Gdybyś zapragnął morza – nad Tyrreńskie masz 100 km.

Na zapłacenie ceny stać Cię, co dalej? Koszty zakupu, to nie tylko cena. Musisz doliczyć zwyczajową prowizję agenta (4%), odpowiednik naszego PCC (9% jeśli nie zamierzasz tam mieszkać, 2% jeśli przeprowadzisz się – liczymy od wartości katastralnej – niższej niż rynkowa), oraz 2% dla notariusza. Razem ok. 7,5- 12,5% ceny. Dochodzimy powoli do 200 tys. zł. Jeszcze do zniesienia, dla w miarę ogarniętego przedstawiciela klasy średniej i dzięki inflacji.

A utrzymanie? Tak jak w Polsce, sporo zależy od tego, ile spędzisz czasu.

W domu nie ma czynszu, ale za to „przeklęty” podatek katastralny. Ile? Włosi liczą go specyficznie. Ponieważ to naród kupców, nie patrzą na wartość nabycia (cenę) tylko na potencjalny zysk z wynajmu i od niego naliczają 10%. Żeby nie było krzywdy, ten zysk jest raczej zaniżony. W przypadku naszego umbryjskiego domku, czynsz wyniesie może 3000 Euro rocznie, więc mamy 300 Euro „katastru”. Po przeliczeniu 1350 zł.

Do tego powinieneś doliczyć media. Woda kosztuje 300 Euro rocznie jeśli mała rodzina mieszka na stałe. Spędzając 2 miesiące, wydasz 1/6 tej sumy czyli 50 Euro (230 zł). Ta cena zawierać też może odbiór ścieków.

Prąd jest droższy niż w Polsce – 2 zł/KWh. Zakładając, że moja rodzina zużywała w górach 10 KWh dziennie (lato, bez klimy), dochodzimy do 600 zł/miesięcznie i 1200 zł/2 miesiące. Jeśli zapragniesz się schładzać (w lecie) lub podgrzewać (w zimie) zapłacisz znacznie więcej, ponieważ włoskie domy nie mają ocieplenia (klasa energetyczna G). Te dodatkowe 20 KWh dziennie (1200 kWh łącznie za sezon letni) wydrenują portfel z 2400 zł.

Dojazd. Zakładam auto z Warszawy i jeden przyjazd rocznie (dwumiesięczne wakacje). Przy spalaniu ok. 7 l ropy, z autostradami (winiety w Austrii i Czechach, bramki we Włoszech) szykuj 2220 zł.

Bilans utrzymania i dojazdu (de facto – długiego urlopu) – 5000 zł (7400 zł z klimą), co obejmie już dojazd, podatek, wodę i prąd. To daleko mniej niż dwutygodniowy urlop trzyosobowej rodziny w domku w Polsce (350 zł/dzień x 14, plus paliwo i autostrady kilkaset złotych).

Jedzenie niewliczone.

W tym miejscu padają sakramentalne pytania? Czy chcesz spędzać przez najbliższych co najmniej 10 lat wakacje w tym samym miejscu, dojeżdżając codziennie 6 km nad jezioro pełne pstrągów i karpi, z zabytkami na wyciągnięcie ręki? Czy masz auto, które zniesie 1800 km wycieczkę? Czy dysponujesz wolnymi 200 tys. zł na początek? Jeśli tak, pakuj walizy i jedź do Umbrii, a decyduj się szybko, bo ceny zaczynają iść w górę.

Nie stać Cię na zakup? Z bólem serca (coraz drożej) – wynajmij na miesiąc. Cena 8000 zł, będzie nadal niższa niż w Polsce.